Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wycieczka. Pokaż wszystkie posty

17 czerwca 2017

Jaśnie pan Matrix - mój kolega

Razem z Państwem pojechałam na to miejsce przy lesie, które dwunogi nazywają "działką". Nie uściślają, czego to jest fragment... Już wcześniej poznałam to cudowne miejsce z mnóstwem zapachów. Więc obwąchałam stare i nowe rzeczy, a potem zajęłam pozycję obserwatorki na granicy światów.
Książę Yorku
Oczywiście, wszyscy przechodzący drogą obok to wrogowie! Każdemu się dostało za pomocą mojego szczekania. A jeden miły gość - przechodził z psem podobnym do Buni, tylko o wiele żwawszym. I Pan go wciągnął razem z jego dwunogiem za bramkę... Ach, przełamałam wrodzoną nieufność i dałam się powąchać! Pieseczek też przyniósł ze sobą wiele nowych wrażeń węchowych. Okazało się potem, że ów przemiły kawaler ma na imię Matrix, że jego Państwo mają swoją "działkę" nieopodal, w tej samej wiosce i nawet w mieście także nie dzielą ich ogromne dla psich nóżek odległości! Matrix spodobał mi się także z tej przyczyny, że nienachalnie mnie adorował. Bo my, meksykańskie księżniczki starożytnego rodu Chichuachuów powinnyśmy obnosić się dumnie. A ów kolega - także jest utytułowanym hrabią, pochodzącym z Yorku. My, arystokracja, odnajdziemy się wszędzie!  

01 września 2015

Wizyta pana Romana

Roman z rodziną
Minęło już chyba z dziesięć dni, jak odwiedził nasz domek piesek o imieniu Romek (nawet kot nie poczuje, jak mu się zrymuje), a ja jeszcze nie mogę ochłonąć... No, nie był sam: przyjechał wraz ze swoim Państwem, pił wodę z naszej miski i spał jak u siebie! Tamtych dwoje to Piotr i Madzia - na codzień mieszkańcy Trójmiasta. Nasze psy delikatnie dystansowały się od Romana, który choć większy, próbował się z nimi zaprzyjaźnić. Ja w ogóle nie pozwalałem sobie na jakieś zbliżenia - jakby to wyglądało, żeby obcy pies obcego kota molestował??? Ale Pan uległ urokowi Romana i pozwalał umyć sobie twarz jego mięciutkim, mokrym jęzorkiem.
Może, gdyby pomieszkał u nas dłużej, co najmniej tydzień (dwunodzy także by się wtenczas nie nudzili) - to pogadalibyśmy o różnych sprawach. Bo Roman żyje na kocią łapę z kotem o imieniu Laser, daleko na północy kraju. Żaden ze znanych mi kotów jeszcze nie wrócił stamtąd, choć kilku planowało wyprawy. Ciekawe, ile czasu zajęłoby kotu truchtanie do Trójmiasta?