Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bolek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bolek. Pokaż wszystkie posty

24 stycznia 2021

Przyszło nowe - będzie tak, jak było...

 
Jestem Felicją!
No, i stało się! Już nie będę się nazywać Sonia - od dziś noszę dumne imię Felicji, a w pieszczotliwym skrócie Feli, Felusi albo wręcz odwrotnie - Felki! Bo podobno przede mną w stadle moich ludzi bywały inne koty. I tradycją było, że kocie chłopaki nosiły imiona Filonów, a dziewczynki - to były głównie Felicje. Wyjątkiem był Bolesław, nazwany na cześć byłego prezydenta i cholera nie Boruch - ruda i wredna kocica, która się nigdy nie myła...
Jak dla mnie - bez różnicy! Najważniejsze, że moi dwunożni o mnie dbają (a niech nazywają mnie jak chcą)! Bo kiedy słyszę ich głos, to i tak niewiele rozumiem z ichniejszego narzecza... Bardzo dobrze wiem tylko, że kiedy zwracają się do mnie - czy po imieniu, albo gdy kićkają - to przeważnie potem dostaję coś fajnego: zabawkę z cynfolii, jakieś strzępki jedzenia albo przynajmniej porcję głaskania...

07 maja 2018

Wodowłaz Kika

poproszę dowody!
Bolek miał rację, kiedy miauczał mi, że będę kontynuowała jego dzieło! Ale jak pies ma pisać o kocich sprawach? To jakby przeciw naturze! Bo niby skąd miałam przypuszczać, że będzie w naszym stadzie nowy pyszczek? No, na razie mordeczka mała, choć i tak mnie podgryza pieszczotliwie i boleśnie - strach pomyśleć co będzie, kiedy podrośnie? Będzie miała paszczę jak rekin-ludojad (Pana już ugryzła ze dwa razy w nos...)!
Na razie rekiństwo przejawia się w umiłowaniu wody - Kika w każdej wolnej chwili włazi z butami do miski pełnej wody, którą nasz Pan codzień napełnia i stawia na środku trawniczka. Może ona nie jest groenendael, jak twierdzą dwunogi, tylko wodowłaz? To by ją tłumaczyło...

02 marca 2018

Czas rakietą pędzi, a ja śpię

Nawet się nie spostrzegłam, że od czasu mojego poprzedniego haukania do Was minął miesiąc! Przez te dni troszeczkę bardziej się przyzwyczaiłam do moich Państwa, tylko Zenka nie lubię! Bolesława wspominam ciągle - a to odwiedza mnie we śnie, albo pojawia się jak duch zapachu, kiedy powącham coś, co kiedyś trzymał w łapach. No już trudno - od czasu do czasu będę szczekać po Internecie, co słychać w naszym stadzie, żeby jego kocia dusza była spokojniejsza. Czekajcie - muszę to wszystko sobie poukładać w główce, a malutka jest...

17 listopada 2017

Dzień Czarnego Kota

Bez ściemy! W kolorowych kartkach dwunogich, co się je zrywa po trochu albo pożółkłe pali w całości jest wpis jak byk (chociaż nie umiem czytać, ale wierzę tym, co umieją...) - dziś jest Dzień Czarnego Kota! Więc na pewno nie jakiegoś tam, nieznanego - tylko Bolusia... Chociaż tak został uczczony, po tym, jak ci skośnoocy biedni studenci go zjedli przed sesją poprawkową... Tak twierdzi czasem mój Pan, a jemu wierzę bezgranicznie. Chociaż nie we wszystko - bo Pan zapiera się swoimi oboma nogami bardziej niż ja czterema na niechcianym spacerze, że już żaden kot nie przestąpi progu naszego domu, z zamiarem pozostania w nim na dłużej... A ja po cichutku sobie pomrukuję, powarkuję - że może nie będzie czarny, może nie będzie władczym samcem, może nie będzie mieć imienia na "Be" i może nie wkrótce - ale przyjdzie kiedyś na pewno! 

01 października 2017

Ptak na urodziny

Składajmy życzenia!
Dziś jest Światowy Dzień Ptaków (i urodziny naszego Pana)! Z tej okazji leżałyśmy z Bieluszką pod stołem w kuchni. Państwo na stole coś tam chlupali w szklankach i żuli, a my cichutko! Ale w końcu coś tam ze stołu spadło i jak zwykle prysła zażyłość a wywiązała się walka o kęs... A taki ptak, którego dzisiaj świętujemy, to cały czas musi uważać, żeby zjeść coś konkretnego. Bo od machania skrzydłami to tak się zmęczy, że co chwilę musi dziobnąć. Jak suche ziarenko mu się trafi, to popić trzeba. A nie zawsze jest blisko coś mokrego - trzeba polecieć za róg albo dalej. Więc znowu musi coś przekąsić - patrząc z tej perspektywy, że syty głodnego nie zrozumie - ciężko i słabo być ptakiem... My czterołapy, mamy lepiej - dają nam prosto do miski chrupki, czasem jakiś fragment mięsa albo choć kość, wodę mamy zawsze na wyciągnięcie łapy. I przywiązujemy się do naszych Państwa na dobre i na złe. Oni podobno też nas kochają... 
Chyba po stokroć wolę nie być wolna, jak ptak. Bo któżby pokochał ptaka? Chyba tylko Bolek, przed zjedzeniem...

14 września 2017

Drugie wcielenie Bolka

Przebieraniec?
Jak mi Bolek obiecał - tak zrobił! Pojawił się jednego dnia pod płotem w ciele młodego kotka - wizytatora. Pan go zawołał i pogłaskał. I Bolek (lub ten drugi kot, podający się za niego) poddał się pieszczocie, a potem sobie poszedł. Tak było przed kolejne dwa dni. Wreszcie wizytator objawił się przed obojgiem Państwa - "Ach, jaki on malutki!" - powiedziała Pani i kazała Panu dać mu mleka albo co tam innego, co koci ulicznicy spożywają... Dostał (o zgrozo,  w mojej miseczce!) trochę mleka i coś tam na zęba. Znad miski łypnął do mnie i wymiaukał, że jest wysłannikiem z krainy czarnych kotów (taki szpieg jakby albo tajny agent!). Nie sprecyzował, po co go wydelegowały te czarne Mruczki. Podjadłszy, wlazł na kolana Pani. Już, już, a byłby przyjęty do naszego stada! Tylko że chyba dawno nie pił mleka - zapomniał, gdzie w naszym domku jest kuweta i popuścił na kocyk! Fuj! Takiego paskudztwa dawno nie oglądałam!
W związku z podejrzeniem o umiłowanie brudastwa na noc został ten koci delegat zakwaterowany na tarasie. Pościelono mu w koszyku mięciutkim materacykiem, noc była ciepła - żyć, nie umierać! Ale rano już go nie było - pewnie poszedł zdać relację, jak to jest teraz w naszym stadle. Zostanie wysłuchany i może zapiszą jego słowa? 

21 kwietnia 2017

Wiosenny pedicure

Zimowe dni odeszły do lamusa, razem z ciepłymi skarpetami Pana. Och, cóż ja będę teraz nosić do budki? Tak było cudownie całą noc upajać się ich wielko-Pańskim zapachem... Pan je potem zabierał i nasuwał na stopy. Ale po co? Ja ani Bieluszka (nie wspominając Bolesława!) przenigdy nie włożyłybyśmy takich ochraniaczy - w takim czymś nie czuje się gruntu pod nogami! Ale cóż, nie od dziś wiadomo, że dwunogi to dziwacy!


A najważniejszy nius dopiero się czai - jak przesadnie ostrożny gazeciarz: Pan zabrał mnie do jednej przyszywanej cioci, co podaje pigułki, zastrzyki i krople różnym czterołapom. Podobno i bykowi daje radę! Dziś jednak nie mieliśmy uczestniczyć w krowich zawodach, dziś ja byłam numerem jeden.  Stanęłam na stole, a ta piekielna cioteczka bez pytania mnie o zgodę, w trymiga poobcinała mi pazurki! Mówię wam, poczułam się jak księżniczka, co w końcu mogła zdjąć szpilki. Ooooch, jaka rozkosz!
Państwo robią sobie to sami - tylko że mają o połowę nóg mniej. Trudno - przez to nie mają tylu radości...

15 marca 2017

Idy Marcowe

Och, ledwo się machnie ogonem, a czas przyspiesza! Rok temu to co ładniejsze kotki z okolicy zabiegały o Bolkowe względy, wymiaukiwały mu samby przed rozstaniem... A dziś co? Już połowa miesiąca, a nikogo nie słychać pod oknem. Nawet nikt się nie skrada! Tak się toczy historia. 
Ech, co tam rozpamiętywać zamierzchłe czasy! Już mało kto pamięta, co było w misce na kolację, więc cóż tam jakieś Cezary sprzed wieków? Niech się o tym martwią łysi dwunodzy, naukowcy lub szarlatani...

25 stycznia 2017

Postanowienia Noworoczne


Podobno dwunogi z nastaniem nowego roku, kiedy wieszają świeże pliki papierków nazywane kalendarzami - masowo wręcz składają deklaracje, że coś tam zrobią albo i nie zrobią... Inna rzecz, że potem tego czegoś nie robią albo robią - bo co by postanawiali w kolejny Nowy Rok?
Ja także przyrzekłam Bolkowi, że gdyby go gdzieś poniosło, to poprowadzę jego dzieło. No i Bolek, tak jak jego imiennik w świecie dwunożnym, wybrał się gdzieś w długą trasę... 
Więc, mimo że jestem suką, wredną i rozkapryszoną księżniczką - muszę się wywiązać z tego przyrzeczenia. Może nie będę pisać tak często, jak gawędziarz Bolesław, ale od czasu do czasu podrzucę Wam jakąś historię. Tak postanowiłam!

11 listopada 2016

Nadchodzi zima...

Podaj cegłę!
To ja, Chilusia, teraz do Was mam słów kilka! Już minęły dni ciepłe, spędzane na beztroskim obszczekiwaniu pojawiających się nieopodal dwunogów. Teraz Państwo wypuszczają nas na sikanko i zaraz przymykają drzwi do ich królestwa. Za to po podwórku uwijają się pobrudzeni zaprawą dwunożni - to z dnia na dzień coraz bardziej wznosi się odnowiony domek dla stalowego koteczka...
Aby szczeknąć i będzie znów wstrętny śnieg leżał na naszych ścieżeczkach... Ech, mówię wierszem, jak poeta jakiś znany, co napisał o jesieni...
Tęsknię wciąż za naszym Bolesławem, wspominam i czasami cichutko warknę: Bolku - dlaczego dałeś się złapać? Chciałeś być gwoździem programu, głównym daniem? To chyba źle pojęty kosmopolityzm...

24 października 2016

Rewolucje na dwóch nogach

Oto ja, nowa redaktorka!
Państwo teraz stawiają na lwa!
Przyśnił mi się Bolek - opowiadał o jednym jego imienniku spośród dwunożnych. Że niby był on protagonistą rewolucyjnych przemian (ech ten Bolek - mówi nawet przez sen jakimś straszliwie zawiłym językiem!). Ale kiedy się rozejrzeć - to przewroty i rewolucje nawet o dwa rzuty kością kurczęcą się dzieją! Na podwórku, gdzie obie z Bieluszką chodzimy na kupkę, zaległy pryzmy jakichś kamieni, worków i żelastwa! Nie ma miejsca, żeby dyskretnie przykucnąć... To jest rewolucja garażowa - Państwo postanowili wyremontować budkę dla nowego auta - stalowego koteczka! To interesujące, że wciąż jakiś kotowaty jest tuż, tuż, na wyciągnięcie łapy!
Tylko z tą przebudową zagrody dla lwa słabo - do tej pory, gdy padał deszcz, chodziłam z Bieluszką do garażu, a zdarzało się nieraz nam bez ceregieli i skrępowania siknąć pod daszkiem również w dni suche! 
W psim pożywieniu także zmiana - Pan już zaprzestał rozpieszczać mnie zmielonym wołem... Co prawda z tego powodu nieco schudłam - to jest rewolucja kuchenna! Jakby tak poszukać, na pewno by zdybał jeszcze wiele odmian - chociażby taką, że Pani jest ciągle w domu. To jest najprzyjemniejsza ze zmian, Pan także podziela mój punkt widzenia!

13 sierpnia 2016

Kot pocztowy

 To ja, Bolesław - znowu coś mam do wymiauczenia! Bo Pan się ze mnie naśmiewa! Mówi że jestem pocztowy - a co ja mam wspólnego z listonoszem? Tylko imię... A w dodatku sam mnie sprowokował - postawił na tarasowej ławce pudełko z kopertami. Koperty są żółte i puste, listów w nich nigdy nie było - zostały Panu z dawnych czasów pracy. Kiedy słoneczko nagrzeje pudełko, kładę się tam i czuję, jakbym się unosił w przestworzach - takie kocie złudzenie... Więc poleguję tam z rozkoszą - bo co mam innego do roboty? 
Państwo to co innego - Pani pracuje w biurze, a ostatnio i Pan także! Tylko że Pan to mniej umysłowo - jak wraca z tej swojej pracy, to przeważnie jest ochlapany zaprawą i farbą - może Pan buduje domki dla ptaków?

16 lutego 2016

Między Walentynką a Dniem Kota

Był Dzień Zakochanych, święto przyniesione zza oceanu. Dwunogi nazywają toto Walentynką, choć jak zwykle u nich, wcale nie tłumaczą, czemu? A zaraz po tym święcie nastał mój dzień - Dzień Kota! Tu przynajmniej wiadomo - świat bez nas byłby tak samo niepełny, jak bez murkwi. 
U moich Państwa żadne z tych świąt nie przebiegało jakoś burzliwie: nie było sypialni zasłanej płatkami róż ani miseczki przyozdobionej serduszkami, pozostałymi po poprzednim święcie. Ale już żyję tak długo (ponad rok!), że wiem to i owo. Po pierwsze - Państwo się kochają kameralnie, bez powiadamiania świata. Po drugie - kochają także mnie, inaczej kazaliby mi iść precz, wywieźli do lasu, uwiązali za nogę do drzewa albo utopili... Po trzecie - kochają też moje przyrodnie siostry - czterołapki, Chilusię i Bieluszkę, a nawet i inne, odleglejsze stwory. Cóż mi pozostaje? Także tych moich właścicieli i pobratymców kocham! I dobrze mi, Bolkowi!

30 stycznia 2016

My, imigranci

Chili
Bolek
Wszyscy dwunodzy teraz mają na ustach temat przybyszów - w pudełku zwanym radiem i w tablicy nazywanej telewizorem trwają relacje i rozmowy. Więc ja, kot światły, muszę do ogólnokrajowej dyskusji dodać głos, że oboje z Chilusią też jesteśmy poniekąd elementem napływowym, a więc imigrantami... W dodatku Państwo są biali,  a my oboje jesteśmy czarni. Ja jestem sybirak, a Chili meksykanka. A nasi Państwo traktują nas na równi z autochtonem Bieluchem - znaczy, są tolerancyjni...

Najczęściej ta równość dotyka nas przy wychodzeniu na podwórko - idziemy solidarnie, aby gdzieś pod krzakiem siknąć sobie, już każde osobno. No i przy jedzeniu - dostajemy od Państwa przeróżne smaczne kąski - dla każdego coś miłego... Inne widome oznaki miłości Państwa do nas to: głaskanie, chwalenie, mizianie i podrapywanie.
Staramy się odwdzięczyć za to, jak każde umie - na przykład ja zawsze wracając do domu miauknę "dziękuję za otwarcie drzwi!". A Chili i Bieluszka w ramach wdzięczności za przytulanko - pilnują, żeby oznajmić szczekaniem, że ktoś zbliża się do furtki albo przemyka się przy płocie - tak, na wszelki wypadek...

20 maja 2015

Jej wysokość Chili

Oto ja, Wasz niestrudzony komentator spraw kocio-psich, Bolesław Waleczny! Mówię tak, bom w potyczce z jakimś burasem doznał rozdarcia ucha - ale on za to ma z nosa firankę! Więc jak mój słynny dwunogi imiennik, byłem Chrobry!
księżniczka Chili
A teraz najnowsza wiadomość: Państwo z tego wyjazdu przywieźli teczkę, wcale nie wykradzioną z IPN... Ta teczka jest zupełnie innym zbiorem dokumentów - w tekturowej osłonce jest ukryta historia Chili, do trzeciego pokolenia wstecz... Rodzice, dziadkowie, pradziadkowie i prapradziadkowie powymieniani są z imienia, barwy i herbu, bo wszyscy jej krewni to sami hrabiowie psi i psie markizy, z kraju ościennego... Nie będę Was trzymać w niepewności i powiem od razu, że Chili jest chihuahuą pochodzącą z Czech! I pomimo arystokratycznego pochodzenia, bawi się ze mną, razem biegamy po podwórzu, pijemy z tej samej miski - tylko do jej budki z różową kokardą nie wchodzę, choć aż mnie skręca z ciekawości, co tam w środku jest? Dobrze, że nie sprofanowałem mieszkania Chili, bo teraz, to już nie jest chyba zwyczajna budka, tylko malutki pałacyk...

29 kwietnia 2015

Zielono mi!

osiągam kręgi wtajemniczenia...
Okno na podwórze stanęło otworem! Pomimo że absolutnie nie ma tu klimatu grozy, jak u słynnego dwunogiego Alfreda H., to drżały mi wąsy z emocji - Państwo dyskretnie obserwowali moje poczynania, a ja w końcu poczułem, czym pachnie wolność... Psy poprowadziły mnie w najdalszy zakątek ogrodu, a dalej poszedłem sam - gracko przeskoczyłem płot, jak mój dwunogi imiennik (elektryk z zawodu). Ale nie chodziłem daleko, na to jeszcze przyjdzie czas - najważniejsze że przekroczyłem granicę działki. Psom i tak zagrałem na nosie - że sobie chodzę swobodnie tam, gdzie one nie mają wstępu. Przeniknąłem do zamkniętej drewutni, zaglądałem do garażu, byłem nawet w piwnicy, gdzie stoi szafka, w którą Pan rzuca szuflą czarne kamienie - w końcu wiem, skąd się bierze przyjemne ciepło, do leżenia przy kaloryferze... Dopiero deszcz zapędził mnie z powrotem do chaty... Ale już sobie planuję trasy spacerów na następne dni!

12 marca 2015

Szczepienie

Hej, czytelnicy! To ja, Bolesław Kotek! Jutro Pan ma mnie zabrać do tego miłego gościa w białym płaszczu - i podobno mam zostać zaszczepiony, czy jakoś tak. Nie wiem, co by to mialo znaczyć? Z kim mnie zczepią, i czy to będzie połączenie rozłączne? Pan wspominał też, że być może pojedziemy we troje z Chilusią, ale to chyba nie z nią mamy się szczepić... Odkryłem, że uwielbiam podróżować, w kuszetce z brązowego płótna, z gustownymi, błękitnymi lamówkami. Budka ma dwa okienka, więc widzę wszystko, co mijamy po drodze. Może zostanę globtrotterem?
a za oknem wolność...

W czasie, kiedy Państwo oglądali film, spałem z całej siły. Przyśniło mi się, że cały zaszczepiony wychodzę na podwórko: psy kroczą dumnie po obu stronach, pokazują mi wszystkie zakamarki, miejsca do obsikiwania i punkty widokowe do obgadywania dwunogów. I teraz ja obejmę w posiadanie całość naszej rezydencji - zasadzę słupy graniczne, a przynajmniej je podleję... Ciekawe, czy sen się spełni?

02 marca 2015

Marzec - no i co?

czekałem na marzec...
Ech, czekałem, czekałem, na ten wymarzony marzec, wyglądałem jego przyjścia - po całych nocach ganiałem od okna do okna, na przełaj przez Państwa łoże, wspinałem się po firance na parapet - miało być tak cudownie, a tu ot, szare dni, jakby najzwyklejsze w świecie. Zdecydowanie przereklamowany ten miesiąc jest! A od Państwa mi się dostało, że ohoho! Za zniszczoną firankę, za biegi od nóg do głów, za dzikie skoki - wytrzymałem z godnością umoralniające tyrady Pani, nie wspominając o klapsie od Pana - jak on mógł mnie tak poniżyć, przed Bieluszką i Chili?
Jedyna pociecha w tym, że w marcu będziemy mieli kilka świąt: Dzień Kobiet, imieniny Pana, Dzień Teściowej, Dzień Dentysty, Dzień Wędkarza i Metalowca, a nawet Światowy Dzień Drzemki w Pracy, tuż przed imieninami Bożenki. Wymieniłem tylko kilka najważniejszych - może dlatego ten marzec taki wyczekiwany, żeby zebrać siły na obejście tych wszystkich dni?

21 lutego 2015

Stepowanie na czterech kończynach

ten gość przylatuje codziennie!
To znów ja, wasz niestrudzony grafoman Bolek! Mówią wszyscy, że jestem jakiś dziwny... Chodzi głównie o to, że głośno się przemieszczam - ale nie śpiewam maszerując, tylko idąc tupię (podobno głośniej od jeża)! Oglądałem zza Pana pleców jakiś klip, gdzie pewien dwónóg tupał do rytmu - i wszystkim się podobało! A kiedy ja idę - to źle... Kiedy bawię się na pięterku, to wszyscy słyszą, że tam jestem (uwielbiam tam biegać i skakać po łóżkach...). 
Fakt, Felicja płynie na swych łapkach jak zjawa nawet po schodach, a ja mam jakieś dębowe kulasy, pewnie z tego mojego pirackiego trybu życia... 
Z drugiej strony może dobrze, że słychać, kiedy Bolo się zbliża? Przy mnie ptaszki będą bezpieczne, i Państwo nie będą mieli powodów do krzyku, jak wtedy, gdy Felicja upolowała sikorkę? Wciąż dręczą mnie jakieś dylematy - jestem takim kocim filozofem, jak dwunóg o nazwisku Ludwig Wittgenstein. Ale potrafię też przemknąć się cichutko, zwłaszcza gdy czuję pyszne jedzonko...                                                                                                                               

12 lutego 2015

Obuwnicze praktyki Chili


Chili w swoim domku
TW Bolek znów donosi! Dziś będzie o dziwnych, porannych lub sróddziennych praktykach Chili. Opowiadałem już, że ona mieszka w takiej prześlicznej budce z różową kokardą, w kuchni, pod stołem. To jest  jej królestwo, do którego nawet nie pozwala się zbliżyć. Kategorycznie zakazała mi wchodzić, a mnie aż skręcało z ciekawości - ale cóż, zakaz to zakaz, i już! Stamtąd ma oko na wszystko. Patrzy co robi Bieluszka i gdzie śpi Felicja, i czy jej  wołowina już zmiękła... I tam czasami pilnuje Pańskiego domowego obuwia - wtedy jest tak ważna, jak Kapciowa!
Chili w akcji!
A zaczyna się tak: gdy Państwo rano wychodzą, Chili śledzi zachowanie Pana. I gdy tylko on ubierze  buty - Chilusia cichutko jak myszka, zabiera Pańskie kapcie (są wielkie jak kajaki, więc nosi po jednym) w okolice swojej budki i tam nadzoruje ich pobyt. Czasami wciąga jednego lub oba do środka, a czasami wystarczy, że leżą w zasięgu jej wzroku. Nie miałem śmiałości jeszcze zapytać, po co to robi?