Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania. Pokaż wszystkie posty

13 kwietnia 2018

Święto łamigłówki

Mistrzyni układania się do snu...
Hejka, dwunogi! Czy wiecie, że dziś obchodzicie Dzień Scrabble? 
Moi Państwo (od niedawna wyznawcy tego słowotwórczego hazardu) czy dzień, czy wieczór, do nocy - wraz z Anią i jej mężem Krzysiem ciągle prześcigają się w układactwie "kostek" tworzących jakieś tam "wyrazy". Żeby oddać sprawiedliwość - owe "kostki" wcale nie smakują jak kości. Co do "wyrazów" - nie wypowiem się...
Natomiast z okazji dnia, fetującego "układanie" przypomniała mi się moja starsza siostra Bieluszka. Ach, jak ona cudownie umiała się układać do spania! Nieważne, czy na miękiej kanapie, czy płytach kamiennej posadzki - aż się chciało przyłączyć!
I co ja teraz zrobię - biedna, samotna chihuahua? Daję Państwu co rusz sygnały, że potrzebuję towarzysza, ale Państwo jakieś gamoniowate. Niby potrafią wyczytać coś z plastikowych kwadracików, ale wysłuchać mowy mej to już nie... Muszę chyba ich silniej zmotywować - zębami!

14 czerwca 2016

Słowo o Bezimiennym

taki jestem w pracy...
Czasem kiedy tak sobie leżę, mam przymrużone, niby zaspane oczęta, ale ucha nadstawiam pilnie, jak mój imiennik z Wybrzeża - po prostu, pracuję! Tyle, że nie noszę tych wieści dalej, do jakiejś zbiorowości ani wręcz biura. 
Zwyczajnie - dobrze jest, gdy wie się! 
Raz podsłuchałem w ten sposób rozmowę Państwa z Anią i Krzysiem, podczas gry w scrabble - wynikało z niej, że ich bezimienny kot odszedł. Cholerka - gdzie mógł sobie pójść, skoro na Krzysiowym balkonie miał wszystko, czego kocia dusza zapragnie? Czy uciekł od tego dobrobytu i stał się kocim pustelnikiem? A może go porwali jacyś Azjaci i zjedli? Tyle przeróżnych myśli przelatywało przez mą małą kocią główkę! Choćbym myślał jeszcze sto dni, nic nie wymyślę... Zapytam kolegów, kiedyś nocą: "Quo vadis, nostrum feles?" O, i przy okazji błysnę intelektem i znajomością języka!

20 grudnia 2015

Opłatek z przyjaciółmi Państwa

W miniony piątek znowu u Państwa było gwarnie - garść przyjaciół dwunogich zeszło się na wspólne dzielenie się opłatkiem - taki wstęp (czyli wigilia) do czasu przedświątecznego, a potem Wigilii właściwej. Na stole były różne smakowitości, poprzynoszone przez uczestników (takie były zadania zespołowe), których spożycie napełniło gości błogością, a ja ukoronowałem ich doznania organoleptyczne... Z tego grona najbardziej znam Bożenkę, chociaż wszyscy są mi znajomi. Ach - każdy dwunóg chciał mnie brać na ręce, głaskać, hołubić - aż się Chili i Bieluszce zrobiło troszkę przykro... No co ja poradzę, że jestem taki wzięty!  Andrzej i Jola, zawzięci kotolubcy wyrywali mnie sobie nawzajem, między śledzikiem i pierożkami - pozwalałem im tylko na chwilę się sobą pocieszyć! Zaraz za nimi Olga z Konradem - delikatnie wlazłem im na kolana, niech też mają coś dobrego, oprócz potraw! No i Ania z Krzysiem - kolejna para przyjaciół Państwa - co mają w domu kotkę, dużo starszą ode mnie (chętnie bym ją poznał!), także mogli sobie mnie przez chwilkę potrzymać za łapkę. Można powiedzieć, że byłem główną atrakcją wieczoru - prawdziwy gwiazdor! Jeśli nawet dwunodzy myślą inaczej, tak właśnie było!
Ja - największa ozdoba!
Podczas wieczerzy przy stole rozmawiało się o ubieraniu jakiegoś drzewka, zwanego choinką, zawieszaniu ozdób i światełek - nie znam żadnego drzewa, któremu byłoby zimno. Odwrotnie - te kawałki sosny czy brzozy, które Pan wkłada do kominka - one aż płoną żarem, i oddają ciepło nam, po tej stronie szyby... Zapamiętałem tylko, że zawiesza się na gałązkach przeróżne ozdoby - przyjaciółka Państwa Bożenka, przyniosła na wzór takie kuliste motywy, po jednym dla każdej z par. Pomyślałem sobie w kociej głowie, że też trzeba mi przystroić jakieś drwo... Więc na następny dzień wspiąłem się na drzewo zwane jabłonką, i stanowiłem jego niewątpliwą ozdobę - wisiałem bliżej szczytu jak elegancka bombka, świecąc złotem oczu i podzwaniając radośnie obróżką, na której mam zawieszony dzwoneczek antyptaszkowy...