Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sen. Pokaż wszystkie posty

14 stycznia 2021

Oswajam tych swoich ludzi...

psy szczekają a kotu to wisi!

Już prawie cztery dni, jak jestem w nowym domu! Moi ludzie są całkiem fajni - nienatrętni, nie zabiegają o zabawę, pozwalają spać kiedy tylko chcę - ach, nawet nie wiecie, jak ja umiem spać! Jem różne rzeczy - dziś na przykład dostałam ścinek szynki, kawałek kiełbasy, kąsek galertu i odrobinkę schabu! To tylko takie frykasiki - bo w misce mam cały czas suchą i mokrą karmę (do wyboru), no i wody pod dostatkiem! Nic nie muszę robić - wystarczy, żebym była. Pieseły pomalutku także oswajam - duża, ta bardziej czarna psica szaleje za mną - wczoraj wylizała mi całą głowę - musiałam się umyć po tych pieszczotach, chociaż było miło... Gorzej mi idzie z małą chichuahuą - próbuje mnie zakrzyczeć swoim piskliwym haukaniem, ale nie ze mną takie gadki! Dam radę i jej!

15 lutego 2019

Przyszedł luty - Chili może włoży buty?

Chili! Nie śpij, bo cię ukradną!

Dwunogi mają na każdą okazję jakieś porzekadła, zawołania albo przysłowia. I oto jest takie, zimowe: że jak przyszedł luty, trzeba podkuć buty... Nie mam pojęcia, co to jest to podkuwanie? Wiem tylko, że dla czterołapów o bardzo delikatnych łapkach podobno są specjalne ochraniacze - czyli jednak "buty". Ja tam nie potrzebuję - lubię czuć, co tam jest pod stopami. No, może gdyby pojawił się wielki jak Pudzian i równie silny mróz, to nie chodziłabym tak długo, jak pragnę teraz! Niby jest zima, ale taka jakaś inna - nie ma mojego kochanego śniegu... 

Ta Chili to chyba tylko udaje psa - nie lubi chodzić nigdzie, nie lubi kopać dołów za tują, tylko ciągle by się wylegiwała na mięciutkich kocykach... Za długo się kolegowała z Bolkiem! A, niech tam sobie śpi. Ja lecę! Pantata już włożył buty - to znak, że będę za chwilę szalała z psiostrami i psubratami!
 

03 listopada 2015

Dwunogi na kółkach

w snach zajmuję miejsce Pana...
Już dawno miałem o tym Wam napisać! Bo my, czterołapy, przemieszczamy się głównie piechotą. Wyjątek to moja podróż do domu Państwa i do doktora - ale to przecież raz i w dodatku wieki całe temu... A na codzień, choćby i daleko, za trzy płoty i dwa klomby, chodzę na nogach. I Bieluszka też, choć mniej chętnie...
A dwunogi - przeciwnie! Moi Państwo ciągle gdzieś jeżdżą samochodem - a to na zakupy (O, o tym jeszcze mało wiem!), a to na działkę z Chilusią, a nieraz całkiem gdzieś hen... Pan to jest wręcz maniakiem w tym względzie - przez całe lato jak nie autem, to jeździł skuterem. Należy nawet do jakiegoś klubu motorowego dla takich samych jak on, fanatyków! Podobno sprawia mu to przyjemność tak dziką, jak mi złapanie naraz dwóch myszy!
Raz, po dłuższym pobycie w garażu, przyśniło mi się, że jadę tym dwukołowym stworem zamiast pana. A że jestem trochę chuligan (to Pani tak czasem mówi) i że we śnie wszystko mi wolno, to trąbiłem na dwunogów i dwunożki, jechałem zygzakiem środkiem drogi, a nawet pokazałem innemu kotu środkowy palec lewej łapy! Na szczęście - obudziłem się...
A ta Dominika, która mnie zawsze przytuli i pogłaszcze - nie wyobraża sobie życia bez innego pojazdu - roweru! Śmiga na nim po całym mieście, odwiedza przeróżne sklepy i sklepiki, i bardzo często wpada na popas do naszego domku. Od razu pomyślałem sobie o moim imienniku - sławnym cykliście! To jest chyba męczące, tak kręcić nogami (bez tego, o dziwo, rower się nie rusza!) - Pan też ma rower, ale zdecydowanie woli napęd mechaniczny. Dominika zaś przeciwnie! Ona by najchętniej przyrosła do siodełka! 

02 lutego 2015

Kocie rozterki

Już nie wiem, jak z tymi Państwem żyć! Wciąż nie spełniam ich oczekiwań, jaki miałby być młody  kot! Śpię w dzień - źle, harcuję w nocy - też źle, mocuję się z psami - no, jako tako... Ech, kiepska jest kocia dola! Pani krzyczy "Apsik!" - co to znaczy, nie wiem, pewnie jakieś przekleństwo dwunogich. Pan za to nic nie krzyczy, tylko delikatnie mnie odsuwa, zwłaszcza gdy podstawiam mu do powąchania swój przepiękny ogon. Pan mówi, że kocha dobrą muzykę - może polubi i te kocie reggae? 

Staram się ze wszystkich kocich sił, bo polubiłem już tych Państwa. Gdzie mi teraz byłoby iść w świat - z węzełkiem wypełnionym moimi skarbami? Drugiego takiego domu przecież bym nie znalazł...

24 stycznia 2015

Wielkie żarcie w wykwintnym stylu!

Sobota! Dziś Pani ma wolne! Rano powkładała swoje i Pańskie wymienne futerka do jakiejś takiej szafki z oknem, a potem pstryknęła w prztyczek i zaczął się spektakl! Kręciły się te ubrania w lewo i w prawo, coś polewało ich wodą z pianą, aż na koniec zaczęły wirować... Chciałem tam wejść, przez uchylone w przerwie przedstawienia okienko, ale Pani mnie odpędziła, nie wiem dlaczego...  Pan wyjął w międzyczasie śniadanko dla Chili - zamrożoną kuleczkę mięsa z wołu i położył, żeby odtajała. Więc poznałem dziś, jak smakuje wół - zakradłem się cichutko na kuchenny blat, a stamtąd już bezproblemowo sięgnąłem łapą na półeczkę... Nikomu nic nie mówiłem - był jeszcze trochę zimny, ale PYSZNY! O, to zupełnie inne jedzenie, niż moje sucharki! Myślałem, że Pan będzie mnie dyscyplinował za tą złasowaną porcję mięsa, ale burza przeszła bokiem. Nawet dał mi taki patyczek do jedzenia, smakowity niezwykle! Ale za to z zapałem spędzał mnie ze stołu...
szlachetna paczka - rozmiar koci
Okazało się, że to dopiero początek rozkoszy podniebienia - Pani mówiła coś do takiego metalowego pudełeczka, z niego zciszony głos jakby odpowiadał, a potem pojawili się nowi dwunożni! Poznałem ich - to Jola i Andrzej, ci matematyczni wielbiciele nas, kotów! Już raz jeden wpadłem w ich ręce - ale nie było źle - głaskali mnie i coś tam między sobą mruczeli. A dziś obdarzyli mnie paczką konserw - chociaż nie mają nic wspólnego z konserwatorium. No, pakunek przekazali Państwu, ale intencja była oczywista - to dla mnie, od nich niespodzianka... Z wdzięczności za to pozwoliłem się znowu dotykać, pazurki trzymałem ukryte w miarę, nie gryzłem ręki dwunożnej donatorki. Nawet trochę pobawiłem się z Chili, tak na pokaz (ale najlepiej nam wychodzi zabawa, kiedy nikt obcy nie podgląda). Dwunożni goście chcieli zapanować nad mą duszą - wyjęli czarną tabliczkę z oczkiem i chcieli zrobić mi zdjęcie - ale tak się jak piskorz wywijałem, że zrezygnowali... Pan to co innego - on ma taką srebrną cegłę z piorunem - z nim nie mam szans... Właśnie ustrzelił mnie, kiedy pożywiam się jedną konserwą z tej szlachetnej paczki - takich pyszności nie jadłem jeszcze nigdy w życiu, a mam już przecież trzy miesiące! Nawet nie mam siły się mocować z psami. Położyłem się spać z powrotem, z brzuchem rozkosznie wypchanym... Dobranoc, do następnego spotkania!