Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Państwo. Pokaż wszystkie posty

02 lutego 2021

Pierwsza mysz w nowym domu

mysz też bywa pyszna!

Wbrew sądom niektórych, nie jestem tylko leniwą, zaspaną kocicą! Wczoraj, będąc w kuchni moich ludzi -  spostrzegłam szary cień szkodnika, przemykający pod szafką. To była mysz! Bezszelestnie, jak tylko ja potrafię, skoczyłam w jej stronę i schwyciłam ją zębami! W ten spektakularny sposób uratowałam powszedni chleb mojego Państwa przed złośliwym pogryzieniem!  Znam te małe, ogoniaste gryzonie z mojego poprzedniego miejsca zamieszkania i wiem, że potrafią naszkodzić, ile wlezie... Więc zabrałam złoczyńcę na górę, do swojego legowiska (bo muszę Wam powiedzieć, że mam do dyspozycji całe piętro) i tam go przykładnie ukarałam. Państwo mnie za to pochwalili - opowiadają wszystkim swoim znajomym o moim wyczynie. A, co tam! To zwykła sprawa dla takiego Superkota, jak ja... Na pewno się jeszcze odwdzięczę niejednym gestem - bo bardzo lubię tych moich dwunogich. Polubiłam też w pewnym sensie te dwie czarniawe psiostry - już zupełnie się ich nie boję, a czasem nawet bawię się z Sabiną. Fajne to nasze stado...

22 kwietnia 2019

Wielkanoc, dużydzień...

relaks za domem

Hau-hau! 
Witajcie, dwunożni!
Dziś szczekam do Was z daleka od naszej chaty - Pantata z Paniąmamą załadowali nas do auta, wraz z całym naręczem przepyszności słodkich i nie, przygotowanych przez Panią dla całej hordy dwunogich (Państwo na taki tłum mówią "rodzina") - i pojechaliśmy gdzieś, na koniec świata (tam byłam już ze dwa razy!) - do miejsca o obiecującej nazwie "Jeziórko". Bo to, uważacie, mają być jakieś tam rodzinne Święta! Jedzenie było faktycznie, odświętne - jakieś pachnące gnaty, skórki z kiełbasy i chrupki. Udało mi się też upolować kawałek jajka, które spadło ze stołu...
Okazało się, że teraz nie było dla mnie miejsca do kąpieli, bo to maleńkie jeziorko było prawie puste! No, ale za to dwunogi dziś rano polewały się wodą z butelek, sikawek i wiader i nawet im to sprawiało przyjemność (zwłaszcza gdy udało się oblać kogoś innego)... Mnie to wcale nie bawiło, więc przyglądałam się wespół z psiostrą Chili ze stosownej oddali, chociaż mimo wszystko zostałyśmy ochlapane, fuj! Wreszcie harce ustały, a Pantata wyszedł z nami na tyły domu, i tam wygrzewaliśmy swoje wilgotne ciała w promieniach słońca. Pantata chciał nam pyknąć kilka fotek, więc pokazałam, jak mi dobrze leżeć na tej trawce. I jak myślicie - ładnie leżę?


01 października 2018

Redaktorka Kika

Kolegium redakcyjne
Ta moja większa, młodsza siostra Kika jest nad wyraz pojętna! Już umie powiedzieć Panu, że potrzebuje skoczyć za róg na szybkie siku... I kilka innych rzeczy umie - najtwardszą kość w zębach skruszy na pył albo wskakuje do auta Państwa jak pasikonik! 
Więc wymyśliłam sobie, że na trochę przekażę jej obowiązki literackie - na pewno szybko opanuje zasady poprawności językowej. Z tym językiem to już wyprawia takie rzeczy, o których mnie się nie śniło - z rozkoszą liże Pana po rękach, nogach a nawet czasem po twarzy! Inna rzecz, że Panu to absolutnie nie przeszkadza... 
Dziś Pan ma akurat urodziny - wiecie, jaki ten nasz Pan jest stary? Gdybym żyła tylko jedną trzecią z jego wieku, miałabym 100 lat (oczywiście, w przeliczeniu...)! Więc jemu i sobie w prezencie dam nową współpracownicę - niech się młodzież wprawia w pisaniu, a nie tylko leży na kanapie...

16 września 2018

Sercowe rozterki

organ miłości
Wczoraj albo przedwczoraj Pantata nam dał do zjedzenia taki przepyszny fragment wołu - bez żadnego tłuszczu ani żył! To mięsko nazywa się "serce" - i podobne jest bardzo z wyglądu i kształtu do takiego, wyciętego scyzorykiem przez durnego dwunoga na korze drzewa, które kiedyś obsikałam. W czasie, kiedy ja swój kawałeczek pomału żułam w zaciszu budki, a Kika swój przydział połknęła jak pigułkę - w szklanym pudełku dwunogich pokazywali jakiś "film". Było w tym filmie o dwojgu młodych dwunogów - ten samiec mówił do swojej samiczki, że kocha ją, całym sercem. Zastanowiło mnie to, bo serce to serce, takie same jest kurzecze, świńskie, wołowe (tylko niektóre mniejsze) - to i dwunogi mają chyba podobne? Ja w swoim pożywieniu nie znalazłam niczego do "kochania", chociaż uwielbiam pyszne jedzonko - więc o co chodziło tym na ekranie? Inna rzecz, że my - czterołapy, bezwarunkowo uwielbiamy nasze Państwo. I Państwo nas bardzo lubi - ale żeby łączyć uczucia z konsumpcją? Psiboże! 

07 sierpnia 2018

Kości zostały rzucone!

Znaczek skarbowy - według psa...
Od czasu, kiedy w naszym stadzie zagościła czarnowłosa suczka Kika, coraz częściej w miseczce pojawiają się te najcudowniej na całym świecie pachnące, obrośnięte mięsem lizaki, smoktaki i gryzaki! Państwo mówią na toto w skrócie: kości. Ale coś im się chyba pomyliło - kości to ja i inne pieseły mamy w nóżce, a Kikusia nawet w plecach - i nie ogryzamy, nie ssiemy sobie łap?
Podobno te (no, niech tam, niech będą nazywane kośćmi) elementy są bardzo zdrowe - mają w sobie wszystkie witaminy, potrzebne psom do życia. Najbardziej to one nam są potrzebne do upajania się smakiem i do siłowania się między sobą - która dłużej będzie pilnowała swojej zdobyczy! Takie drobniejsze zjadamy szybciutko, a takie większe, to według uznania. Ja swoje trzymam w swoim domku - mam je zawsze na oku. A Kika swoje skarby unosi do ogrodu i wkopuje pod drzewami - może ma nadzieję, że wyrosną z nich nowe?

08 czerwca 2018

Dni dzieci

Spocznij, wolno wąchać!
Podobno dwunogi obchodzą raz w roku Dzień Dziecka - dziwne, tyle mówią o tych dzieciach (urodzonych i nie-), a tylko jeden dzień w roku im poświęcają. My z Kiką czujemy się jak córeczki Państwa - głaskane i hołubione na wszystkie możliwe sposoby. Państwo wręcz wyrywają sobie nas z rąk... I my celebrujemy każdy z naszych dni! 
Bo każdy z nich jest inny - raz deszcz, raz słońce, raz w misce wół a raz kura, czasem jakieś sucharki a czasem gnaty (ach, ten szpik, co przenika mój nos do szpiku!) - ale nie ma dnia, żeby się nie poprzytulać do Pani-Mamy albo Pana-Taty... Kika to wręcz uwielbia najpierw umyć swoje nogi w misce, a potem osuszać je o pańskie spodnie lub koszulę. Ja wolę tradycyjnie - rozpłaszczyć się na Pani nogach albo brzuchu i wymieniać się ciepłem. Nie ma to jak ciepłe przyjęcie!

13 maja 2018

Wstrętni sublokatorzy

skrytobójcy, fuj!
Słyszałam o tym od Bolka, a i Bieluszka coś tam wspominała, że bywają w naszym uporządkowanym świecie różni, nieproszeni goście. Otóż i z Kiką przybyło dwóch, a może nawet trzech imigrantów z łąk i pól Podlasia! Tacy to wędrowcy...
Najgorsze, że były to kleszcze, obrzydliwe i krwiożercze robale, wgryzające się w ciało i pozostawiające po sobie ślady w postaci śmiertelnej choroby. Jak dobry Pan Bóg mógł stworzyć coś równie złego? 
Kikusia dosłownie z dnia na dzień osłabła - nie w głowie jej było podgryzanie Pana! Trawiła ją gorączka... Na szczęście nasze Państwo jest bardzo wyczulone - natychmiast, pomimo świętego dnia trzeba było pieseczka ratować! Od tej cioteczki, co poobcinała mi pazurki, dostała Kika zastrzyk nowej energii z lekiem. To był ostatni dzwonek!
Teraz, kiedy leżymy sobie z Kiką na kanapie (jak Państwo nie podgląda!), ona opowiada mi, jak się strasznie bała, że nie dożyje swoich pierwszych urodzin! I dlaczego tak kocha tego swojego Pana, wybawcę... A ja jej mówię, że nasi Państwo są dlatego tacy niezwykli, bo mają nas!

10 maja 2018

Dwa krwiaki Dominiki

Kika de Baskerville
Och, ta Kika, moja młodsza siostra, to dopiero jest ścichapęk! Tylko mnie i Państwo podgryza tak delikatniutko i pieszczotliwie - a gdy nikt nie patrzy,  jak uzbrojony tasiemiec - wgryza się. W głąb duszy! Kiedy Pan zabrał ją do domu swojej dwunogiej i zroweryzowanej siostry, Dominiki, to Kikusia zamiast podziękować grzecznie za podaną miarkę wody, poturbowała pomocną dłoń nosem i językiem. I to dwukrotnie! To natychmiast u gospodarzy zaowocowało wybuchem nieskrywanej niechęci do psów, a zwłaszcza czarnych...
Oczywiście, mnie Kika nic nie powiedziała, trzymała swą psią mordę w kuble. Sprawa się stała głośną, gdy poszkodowana rozmawiała z naszą Panią. Szepcząc do słuchawki objaśniła, że na skutek całkowicie nieodpowiedzialnej i w dodatku niezapowiedzianej wizyty Pana - posiadła aż dwa krwiaki. Co ciekawe - bez śladów pokąsania...
Ja, znawczyni skłonności Dominiki do ubarwiania świata, nie uwierzyłam w ani jedno słowo tej opowieści - skąd w dwunogach takie skłonności do bujania? 

02 maja 2018

Moja nowa psiostra

Kika Negra
Państwo jakoś tak dziwnie się zachowywali - a to patrzyli w te deski z obrazkami, a to szeptali między sobą, a to jakoś pachnieli inaczej - nie wiedziałam, co to za zmiany nadejdą, ale że nadejdą to pewne: jak kość i kość to dwie kości! Aż wzięli mnie ze sobą do auta, w środku tygodnia! No, to chyba nie na działkę wyjazd... Trochę się bałam, że przez moje nerwowe poszczekiwania oddadzą mnie gdzieś? Państwo mogą wszystko przecież! 
Ale nie! Ruszyliśmy z kopyta i po jakimś czasie przyjechaliśmy do miejsca, gdzie był drugi piesek! W dodatku psiostra - suczka! Jeszcze trochę miałam stracha - pewnie mnie wymienią, jak nabój w autosyfonie! Państwo zajęło się rozmową z tubylczymi dwunogami - a ja pociągnęłam za język tą czarnulkę: ona mówiła mi na ucho coś o domu tymczasowym (namiocie? hotelu?) i o adopcji. Nie rozumiałam tej gadaniny - nie dla mnie takie trudne słowa! 
A potem gdy Pan zarządził odwrót - ta czarniawa psinka też wsiadła! Och, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, że będzie nas dwie - znów będziemy sobie wyrywać miskę! Pani została matką chrzestną - powiedziała, że psinkę będzie się wołać "Kika"!
W domu - trochę spania i trochę zabawy. Cholerka, większa ode mnie jest ta Kika! Ale nie dam sobie odebrać stanowiska księżniczki - choćbym miała jej odgryźć ogon!

13 kwietnia 2018

Święto łamigłówki

Mistrzyni układania się do snu...
Hejka, dwunogi! Czy wiecie, że dziś obchodzicie Dzień Scrabble? 
Moi Państwo (od niedawna wyznawcy tego słowotwórczego hazardu) czy dzień, czy wieczór, do nocy - wraz z Anią i jej mężem Krzysiem ciągle prześcigają się w układactwie "kostek" tworzących jakieś tam "wyrazy". Żeby oddać sprawiedliwość - owe "kostki" wcale nie smakują jak kości. Co do "wyrazów" - nie wypowiem się...
Natomiast z okazji dnia, fetującego "układanie" przypomniała mi się moja starsza siostra Bieluszka. Ach, jak ona cudownie umiała się układać do spania! Nieważne, czy na miękiej kanapie, czy płytach kamiennej posadzki - aż się chciało przyłączyć!
I co ja teraz zrobię - biedna, samotna chihuahua? Daję Państwu co rusz sygnały, że potrzebuję towarzysza, ale Państwo jakieś gamoniowate. Niby potrafią wyczytać coś z plastikowych kwadracików, ale wysłuchać mowy mej to już nie... Muszę chyba ich silniej zmotywować - zębami!

08 lutego 2018

Odejście Bieluszki

droga Bieluszki
Moja siostra Bieluszka, a w zasadzie babcia zastępcza - osiemnastolatka, z dnia na dzień jakoś osłabła. Kasłała, pociągała nosem i nie chciała leżeć ze mną na ciepłej podłodze. Ki diabeł? Pytałam ją o co biega, ale tylko postękiwała, że słaba jest... No i cóż tam - nikt jej nie każe nosić worków z węglem! Pan ją woził gdzieś do doktora, dawał pigułki i głaskał - a Bieluszka dalej kasłała. Powiedziała mi nawet, że już jej się nie chce żyć! Głupia jaka - jak to można nie chcieć szczekać zza płotu, sikać w trawie i wyjadać pyszności z miseczki?
Państwu też się udzielił nastrój babci Bieluchy - chociaż nie kaszleli ani nawet nie mieli kataru, cichutko jej podawali smakołyki pomieszane z tabletkami.
I jednego zimowego dnia Pan pojechał z nią na badanie kontrolne - a wrócił sam... Powiedział, że Bieluszka odeszła, tylko nie mówił dokąd... 
Smutno bardzo było nam wszystkim. Państwo nawet popłakiwali skrycie - tyle lat przeżyli razem, od jej urodzenia...  
Pocieszające jest to, że tam, gdzie poszła, na bank już nie kaszle, tylko dokazuje z innymi psami! I pewnie spotkają się z Koko, Muszką i Bunią - we trzy poczekają, na pewno kiedyś do nich dołączę...

16 stycznia 2018

Dzień pikantnych potraw

Chili con Carne - żarcie ma moje imię!
Dziś jest światowe święto Pikantnych Potraw - czyli moje! Przecież to ja mam wpisane w dokumentach rodzinnych, sięgających do arystokratycznej piątej prapraprababki wstecz i takiegoż dziadka, a które to dostałam po urodzeniu i zabrałam na drogę do moich pierwszych i drugich Państwa, imiona: Chili Pepper de Tricolor! A przecież w świecie opasłych od zjadania pyszności dwunogów, przyprawy: pieprz i chili to bardzo pikantne posypki...
Ciekawe, że pomimo posiadania imion tak ostrych jak brzytwa, nie jestem zwolenniczką takiego jedzenia? Wolę raczej takie świeże, nie doprawiane mięsko, najchętniej fragmenty jakiegoś młodego wołu. Nie pogardzam również drobiem ani świńskimi podrobami - mój stosunek do serc czy wątróbek jest bardzo pozytywny! Natomiast ryby lubię usmażone - z niecierpliwością drętwieję u stóp mojego Państwa, oczekując, aż spadnie na podłogę kręgosłup czy skóra z dorsza...
W domowych opowieściach o superpsicy imieniem Koko wciąż przewija się epizod z solonymi śledźmi. Kokusia była bardzo grzecznym psem i nie potrafiła odmówić poczęstunku, zwłaszcza od babci mojego Pana, co potem odchorowała (i przy okazji umęczyła Panią). Pomna tej przypowieści - w życiu bym nie wzięła między zęby jakiegoś tam śledzia! A fuj!

01 października 2017

Ptak na urodziny

Składajmy życzenia!
Dziś jest Światowy Dzień Ptaków (i urodziny naszego Pana)! Z tej okazji leżałyśmy z Bieluszką pod stołem w kuchni. Państwo na stole coś tam chlupali w szklankach i żuli, a my cichutko! Ale w końcu coś tam ze stołu spadło i jak zwykle prysła zażyłość a wywiązała się walka o kęs... A taki ptak, którego dzisiaj świętujemy, to cały czas musi uważać, żeby zjeść coś konkretnego. Bo od machania skrzydłami to tak się zmęczy, że co chwilę musi dziobnąć. Jak suche ziarenko mu się trafi, to popić trzeba. A nie zawsze jest blisko coś mokrego - trzeba polecieć za róg albo dalej. Więc znowu musi coś przekąsić - patrząc z tej perspektywy, że syty głodnego nie zrozumie - ciężko i słabo być ptakiem... My czterołapy, mamy lepiej - dają nam prosto do miski chrupki, czasem jakiś fragment mięsa albo choć kość, wodę mamy zawsze na wyciągnięcie łapy. I przywiązujemy się do naszych Państwa na dobre i na złe. Oni podobno też nas kochają... 
Chyba po stokroć wolę nie być wolna, jak ptak. Bo któżby pokochał ptaka? Chyba tylko Bolek, przed zjedzeniem...

15 sierpnia 2017

Spacer na koniec świata

Jakiś czas temu, bez mała całe wieki dla czterołapa - jechałam z Panem autem. I musieliśmy stać grzecznie, bo drogą szła nieprzebrana rzesza dwunogów. Ale żaden z nich nie miał czteronożnego towarzysza - może to nie byli nasi fani? Jeden dwunóg, ubrany w błyszczące jak moje oczy w mroku wdzianko, machał górnymi kończynami w różne strony - w świecie dwunożnych takie zachowanie nazywa się kierowaniem ruchem - ale brońboże nie poganiał tych piechurów, tylko czasem łaskawie przepuścił nagromadzone auta...
W domu, ze świecącego pudełka dwunogów głos jakiś powiedział, że to byli "pątnicy". No coś podobnego! Pącznicy to raczej tacy, co wyrabiają pączki - pyszne kuliste ciastka, których mi tak bardzo nie wolno jeść, a z którymi zawsze przychodzi do Pana jeden jego starszy kolega. On mi cichaczem zawsze da kąsek tego pąka! Więc chyba nie odeszli wszyscy w siną dal, bo kolega Zdzisław był u nas i znowu dostałam coś słodziutkiego na zęba!
Pan się śmiał i mówił, że to nie "pącznicy" tylko "pielgrzymi" - no, to dopiero mi dał zagadkę, co to za jedni!
W końcu doszli...
A dziś się wszystko objaśniło - warto trochę poczekać, a wiedza sama do nas przyjdzie! Bo tamci, co szli, to we wzniosłej dla dwunogich sprawie... Podobno nie tylko z naszego miasta - no, musiało być ich tam naprawdę wielu! Pokazywano ich w telewizorze - dziennie przechodzili tyle, co ja przez rok nie nabiegam, a szli chyba przez dwa tygodnie! Psiboże! Poszli gdzieś na koniec świata tylko po to, żeby się pomodlić? Ja i Bieluszka (ona zwłaszcza) raczej staramy się trzymać naszego kochanego domku, chociaż czasami, przed snem westchniemy z wiarą na spełnienie, żeby Państwo nas kochali i dawali pyszną strawę. I nasze modły się spełniają, chociaż nie biegniemy przy tem za horyzont...

17 czerwca 2017

Jaśnie pan Matrix - mój kolega

Razem z Państwem pojechałam na to miejsce przy lesie, które dwunogi nazywają "działką". Nie uściślają, czego to jest fragment... Już wcześniej poznałam to cudowne miejsce z mnóstwem zapachów. Więc obwąchałam stare i nowe rzeczy, a potem zajęłam pozycję obserwatorki na granicy światów.
Książę Yorku
Oczywiście, wszyscy przechodzący drogą obok to wrogowie! Każdemu się dostało za pomocą mojego szczekania. A jeden miły gość - przechodził z psem podobnym do Buni, tylko o wiele żwawszym. I Pan go wciągnął razem z jego dwunogiem za bramkę... Ach, przełamałam wrodzoną nieufność i dałam się powąchać! Pieseczek też przyniósł ze sobą wiele nowych wrażeń węchowych. Okazało się potem, że ów przemiły kawaler ma na imię Matrix, że jego Państwo mają swoją "działkę" nieopodal, w tej samej wiosce i nawet w mieście także nie dzielą ich ogromne dla psich nóżek odległości! Matrix spodobał mi się także z tej przyczyny, że nienachalnie mnie adorował. Bo my, meksykańskie księżniczki starożytnego rodu Chichuachuów powinnyśmy obnosić się dumnie. A ów kolega - także jest utytułowanym hrabią, pochodzącym z Yorku. My, arystokracja, odnajdziemy się wszędzie!  

11 maja 2017

Pan Szczurek

nieproszony gość
Witajcie, tropiciele historii najnowszych! Och, miałam ci ja się - zastępując wciąż nieobecnego Bolka... A było to mniej więcej tak: w zimie Państwo na wyścigi dokarmiali ptaszki. Podsuwali im a to słoninkę, a to ziarenka dyni tłuste i suche, orzeszki ziemne (ale wisiały w powietrzu!) i słonecznikowe prażuszki. Ptaki to znane niechluje - zje taki dwa ziarnka a dziesięć rozrzuci. Więc te niezjedzone spadały na ziemię. A tam czychał mieszkaniec podpaletowej ciemnicy - czterołap podobny do myszki, tylko taki jakiś większy...
Zima odeszła, i myślałam, że wraz z nią odszedł ten głodny stworek. Penetrując podwórko odkryłam, że nadal tam mieszka pod worami z węglem. I nic sobie nie robił z mojego szczekania, żeby sobie poszedł - głuchy albo cham! I jednedgo dnia, wykorzystując moją nieuwagę - zakradł się do naszego domku. Wlazł oczywiście tam, gdzie nie mogłam do niego sięgnąć - pod szafkę kuchenną. Żuchlał bezczelnie jakieś okruchy, co Pani wypadły albo Panu... 
Na moje wrzaski Państwo zareagowali, ale z opóźnieniem. Pan nasypał na talerzyk takich różowych chrupków i posunął głęboko, pod szafkę. Ten paskudnik najpierw obwąchiwał długo przekąskę, ale w końcu zjadł. Na drugi dzień zobaczyłam, że wygląda, jakby się czymś zatruł - już nie był taki hardy! Próbowałam go wydostać spod szafki - bezskutecznie. Dopiero na następny dzień, kiedy był już całkiem słaby, udało mi się go chwycić za ogon! Dumna, przyniosłam Panu świeże mięsko. Pan niestety, nie skorzystał z okazji, i nie zjadł zdobyczy. Wyrzucił szczurze truchło na dach garażu, gdzie spożyły go sroki. Tak zamknął się krąg łańcucha pokarmowego.
Państwo potem nazywali mnie szczurołapem - za co???

23 lutego 2017

Wyżerka z doskoku

sroczka
To nie do opisania, co się wyprawia w świecie ptaków! Dla przypomnienia - to takie małe skoczne i szybkofruwne dwunogi, którym bliżej do nas, niż ludzi... Otóż te kolorowe ptaszki tylko tak dla niewprawnego oka wyglądają dystyngowanie.
W rzeczywistości - większość dnia spędzają na gorączkowym poszukiwaniu czegoś na ząb, przeważnie w pobliżu śmietnikowych altan, co plasuje ich w roli meneli...
sójka
Ponieważ nasi Państwo mają miękie serduszka, pomagają tym skrzydlatym dwunożkom, jak umieją. Na wystających tam i ówdzie patykach, kratach i rurkach wieszają słoninowe sople. Sama bym tam pofrunęła, chociaż nie mam skrzydeł, za takim specjałem! W przemyślnie podziurawionej rurze zalega mieszanka ziaren, wymłóconych pracowicie przez Panią. W skorupie z megaorzecha jest tłusta zakąska. Nic dziwnego, że w pustawym zimą powietrzu podwórka od rana słychać nawoływanie sikorek, gołębi, srok, rudzików, sójek, mazurków a nawet kawek - "Chodźcie tu, coś sobie dziabniemy!"

11 listopada 2016

Nadchodzi zima...

Podaj cegłę!
To ja, Chilusia, teraz do Was mam słów kilka! Już minęły dni ciepłe, spędzane na beztroskim obszczekiwaniu pojawiających się nieopodal dwunogów. Teraz Państwo wypuszczają nas na sikanko i zaraz przymykają drzwi do ich królestwa. Za to po podwórku uwijają się pobrudzeni zaprawą dwunożni - to z dnia na dzień coraz bardziej wznosi się odnowiony domek dla stalowego koteczka...
Aby szczeknąć i będzie znów wstrętny śnieg leżał na naszych ścieżeczkach... Ech, mówię wierszem, jak poeta jakiś znany, co napisał o jesieni...
Tęsknię wciąż za naszym Bolesławem, wspominam i czasami cichutko warknę: Bolku - dlaczego dałeś się złapać? Chciałeś być gwoździem programu, głównym daniem? To chyba źle pojęty kosmopolityzm...

25 października 2016

Dzień Kundelka

Hej, hej! A właściwie: hau, hau! 
Musiałam trochę się oswoić z komputerem - że Pan puka w jakieś takie równo poukładane kosteczki, i z tego wychodzą głosy zrozumiałe dla dwunogich... A, co tam! Niechby i dłutkiem rył albo wiązał supełki wzorem praprapraprzodków moich Państwa Meksykanów - najważniejsze, że dogadujemy się! 
pies - poliglota...
Dzisiaj mamy święto Bieluszki - bo dziś Dzień Kundelka! Z tej okazji nie gryzłam jej za nogę, kiedy wskoczyła zadziwiająco raźnie (jak na swój wiek) na Pańskie kolana. Zazwyczaj nie pozwalam jej na takie spoufalanie - Pan jest mój, i tylko mój! A od Pana dostała moja koleżanka sporą garść sucharków (chyłkiem trochę jej pomogłam wychrupać tą michę)... Wieczorem, kiedy Państwo pójdą spać do swojej górnej budki (nigdy tam jeszcze nie byłam, po schodach nie chadzam, to psu nie przystoi!), wybieram się na imprezę - do Bieluszkowej rezydencji pod kuchennym stołem. Mam nadzieję, że będzie się działo!

01 października 2016

Game over?

Mówią, że kot ma siedem żyć, jak Pacman w komputerowej grze dla młodych dwunogów. A z kolei starożytni, wymarli dwunodzy uważali, że nawet powinienem mieć ich dziewięć... Cóż z tego? Choćbym miał sto wcieleń -  wszystkie już przegrałem - oj, nie trzeba mi było wypuszczać się tak daleko, lawirować pomiędzy samochodami w ruchu... Jak rasowy Polak, mądry kot po szkodzie!
W domu moich Państwa zostawiłem mnóstwo wspomnień i kilka kłaczków zza ucha.  A teraz obowiązki redaktorki naczelnej powierzam mojej przyjaciółce Chilusi - wiem, że sobie poradzi! Ja będę ją i Bieluszkę, a może nawet Państwa odwiedzał w snach, bo podzielam przekonanie dwunoga imieniem Horacy - wciąż żyję we wspomnieniach, a jest ich niemało!