Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan. Pokaż wszystkie posty

01 października 2018

Redaktorka Kika

Kolegium redakcyjne
Ta moja większa, młodsza siostra Kika jest nad wyraz pojętna! Już umie powiedzieć Panu, że potrzebuje skoczyć za róg na szybkie siku... I kilka innych rzeczy umie - najtwardszą kość w zębach skruszy na pył albo wskakuje do auta Państwa jak pasikonik! 
Więc wymyśliłam sobie, że na trochę przekażę jej obowiązki literackie - na pewno szybko opanuje zasady poprawności językowej. Z tym językiem to już wyprawia takie rzeczy, o których mnie się nie śniło - z rozkoszą liże Pana po rękach, nogach a nawet czasem po twarzy! Inna rzecz, że Panu to absolutnie nie przeszkadza... 
Dziś Pan ma akurat urodziny - wiecie, jaki ten nasz Pan jest stary? Gdybym żyła tylko jedną trzecią z jego wieku, miałabym 100 lat (oczywiście, w przeliczeniu...)! Więc jemu i sobie w prezencie dam nową współpracownicę - niech się młodzież wprawia w pisaniu, a nie tylko leży na kanapie...

05 września 2018

Pan profesor Pan

Jutro sprawdzian!
Mniejsze, młode dwunogi zakończyły podobno czas wypoczynku i znów chodzą do jakiejś tam szkoły. Tam ich podobno uczą starsze dwunogi - jak wyciągać pierwiastek, z czego składają się kamienie, gdzie się stawia przecinek albo w którym miejscu jest najwięcej tego, co niby jest cenne... 
Nas takie sprawy wcale nie interesują - ale w naszym stadku nauka jest niestety także obowiązkowa! Państwo wciąż nas strofują (głównie młodocianą moją siostrę przyrodnią, Kikę), czasami nagradzają i ciągle sprawdzają, czy pamiętamy to, co kiedyś ktoś nas nauczył.
Ja najlepiej umiem spać w budeczce i szczekać na kolegę naszego Pana, niejakiego Zenka. I jeszcze umiem prosić o coś pysznego, co tam Państwo jedzą, czego by nie jedli - śledzie, zupę grochową czy lody... 
Co do Kiki, to nauczyła się już leżeć na kanapie i przymilnie lizać ręce Pana. A skąd wiedziała, jak zakraść się chyłkiem i pogryźć buty Państwa niepostrzeżenie, acz dotkliwie? Kto ją wyszkolił z metod zakopywania kości pod drzewami? Dobrze, że wie, gdzie się robi siku! 
Nasz Pan wciąż jej tam mówi, co wolno a co nie wolno. Czasami to się sprawdza, ale częściej Kika zapomina, czego znów tam nie wolno. I nauczanie trwa i trwa - może kiedyś zapamięta? Dobrze, że Pan jest łagodny i nie naucza batem!

25 lipca 2018

Całuj psa w nos!

Buzi!
Jakoś tak w tamten czwartek czy innego dnia było Święto Całowania! Obchodziły je głównie dwunogi - nawet nieznajomi pozwalali sobie na zbliżanie części gryząco-mówiącej do tejże samej u współświętującego! 
My, czterołapy domowe - od zawsze, bez szczególnego dnia czy hasła - okazujemy miłość i szacunek dla naszych Państwa. 
Przoduje w tym Kika - ależ ona jest całuśna! Jak wysunie swój długi, różowy pasek jęzora, to musi go oprzeć na Panu, bezapelacyjnie...
Panu także sprawia radość to obcałowywanie, a Pani wręcz przeciwnie, choć między sobą cmokają się niemalże co chwilę...
 Ja raczej rzadko jestem tak wylewna - ale także kocham swoich Państwa, naprawdę! Moja koleżanka Tina, która była u nas bardzo niedługo, całowała dyskretnie - raz, i starczy... Może nasza rasa taka jest?

02 lipca 2018

Dzień Pieseła

świętujemy!
Wczoraj było nasze święto! W kolorowym pudełku dwunogich jeden obwieścił - Państwo samo z siebie to pewnie by nie pamiętało... Ale jako że Pan zawsze ma coś dla nas, to dostałyśmy z Kiką po solidnej porcji mięska z warzywami. Dwunogi nazywają toto "śniadaniem". Potem Państwo także przystąpili do wspólnej miski. Ich jedzenie wcale nie było takie piękne - jakieś pieczywo i coś tam na dokładkę, i obowiązkowy kubełek brązowej jak moje oczy cieczy, nazywanej jakoś tak: "siorbata" albo "herbata"...
Ale najlepszy był deser - dostałyśmy (każda z nas osobno!) po kawałku cudownie pachnącej kości! Psiboże! Szybciutko zaniosłam ten skarb do swojej budki, żeby się delektować aromatem zdechłej świnki! Kika - ten nienasycony żarłok, swoją część wyniosła na taras i tam wgryzała się weń, rozsiewając wokół woń... 
Pani nie była zachwycona tym zapachem, mówiła nawet, że nam będzie spomiędzy zębów "śmierdziało" i robiła przy tym niemiłe grymasy. A, co tam - pośmierdzi i przestanie. Za takie smakołyki dałam Panu ognistego całusa - bez wzajemności... 
Dlaczego???

08 czerwca 2018

Dni dzieci

Spocznij, wolno wąchać!
Podobno dwunogi obchodzą raz w roku Dzień Dziecka - dziwne, tyle mówią o tych dzieciach (urodzonych i nie-), a tylko jeden dzień w roku im poświęcają. My z Kiką czujemy się jak córeczki Państwa - głaskane i hołubione na wszystkie możliwe sposoby. Państwo wręcz wyrywają sobie nas z rąk... I my celebrujemy każdy z naszych dni! 
Bo każdy z nich jest inny - raz deszcz, raz słońce, raz w misce wół a raz kura, czasem jakieś sucharki a czasem gnaty (ach, ten szpik, co przenika mój nos do szpiku!) - ale nie ma dnia, żeby się nie poprzytulać do Pani-Mamy albo Pana-Taty... Kika to wręcz uwielbia najpierw umyć swoje nogi w misce, a potem osuszać je o pańskie spodnie lub koszulę. Ja wolę tradycyjnie - rozpłaszczyć się na Pani nogach albo brzuchu i wymieniać się ciepłem. Nie ma to jak ciepłe przyjęcie!

27 maja 2018

Wszystkie muchy to...

trzy latawice
Ja to już nie zwracam uwagi ma te fruwające bzykałki - wiem, że pochwycić taką pyskiem, to jakby wygrać główny los na loterii z kośćmi... Ale moja młodsza siostra, o dużym, pełnym zębów pysku - ciągle stara się zapolować na dodatkowe źródło białka! Pewnie jej potrzeba różnych odżywek, bo intensywnie buduje mięśnie - jeżdżą z Panem na treningi do siłowni, na wzór niektórych dwunogów. Na placu ćwiczeń odbywają się biegi w kółko albo przed siebie, oraz kopanie dołów. Czasami są to zajęcia indywidualne, ale częściej grupowe. Zawsze na koniec pewnego etapu jest popijawa wody ze wspólnej miski... 
Mogę się założyć o całego wołu, że nic z tego polowania na muchy nie będzie - bo Kika, pomimo mnóstwa zalet, przynależnym szczeniakom, nie umie fruwać!

25 maja 2018

Kika wymiata!

Od paru dni po powrocie z przebieżki z Panem, Kika pada na pysk! Ten Pan, to hoho, jeszcze tyle ma energii, by zmęczyć moją nieumęczoną siostrę? Bo ileż można biegać?
Pędem do zdrowia!

Wszystko się wyjaśniło, kiedy wybraliśmy się obatrzej na ten spacerek - Pan nigdzie nie biega, tylko wsiadają do autka i jadą w takie miejsce, które dwunogi przygotowały dla nas! I tam można poszaleć samemu, albo w towarzystwie innych dziewczyn (bywają także chłopcy!), tam można leżeć w trawie do góry brzuchem! 
Kika nie byłaby sobą, gdyby leżała w trawie jak zwój czarnego futra. Ona biega tak, jakby miała pobić rekord prędkości! A ja sobie potruchtałam w swoim tempie. Spotkałyśmy się przy kępie traw, w połowie drogi.
Czasami do tej wyszalni przychodzą inne dwunogi, ze swoimi czterołapami. O, wtedy to jest szaleństwo zbiorowe - taka orgia sportowców! Najważniejsze, że Kika dorównuje starszym, już wytrenowanym. Trzymam za nią kciuki!

13 maja 2018

Wstrętni sublokatorzy

skrytobójcy, fuj!
Słyszałam o tym od Bolka, a i Bieluszka coś tam wspominała, że bywają w naszym uporządkowanym świecie różni, nieproszeni goście. Otóż i z Kiką przybyło dwóch, a może nawet trzech imigrantów z łąk i pól Podlasia! Tacy to wędrowcy...
Najgorsze, że były to kleszcze, obrzydliwe i krwiożercze robale, wgryzające się w ciało i pozostawiające po sobie ślady w postaci śmiertelnej choroby. Jak dobry Pan Bóg mógł stworzyć coś równie złego? 
Kikusia dosłownie z dnia na dzień osłabła - nie w głowie jej było podgryzanie Pana! Trawiła ją gorączka... Na szczęście nasze Państwo jest bardzo wyczulone - natychmiast, pomimo świętego dnia trzeba było pieseczka ratować! Od tej cioteczki, co poobcinała mi pazurki, dostała Kika zastrzyk nowej energii z lekiem. To był ostatni dzwonek!
Teraz, kiedy leżymy sobie z Kiką na kanapie (jak Państwo nie podgląda!), ona opowiada mi, jak się strasznie bała, że nie dożyje swoich pierwszych urodzin! I dlaczego tak kocha tego swojego Pana, wybawcę... A ja jej mówię, że nasi Państwo są dlatego tacy niezwykli, bo mają nas!

10 maja 2018

Dwa krwiaki Dominiki

Kika de Baskerville
Och, ta Kika, moja młodsza siostra, to dopiero jest ścichapęk! Tylko mnie i Państwo podgryza tak delikatniutko i pieszczotliwie - a gdy nikt nie patrzy,  jak uzbrojony tasiemiec - wgryza się. W głąb duszy! Kiedy Pan zabrał ją do domu swojej dwunogiej i zroweryzowanej siostry, Dominiki, to Kikusia zamiast podziękować grzecznie za podaną miarkę wody, poturbowała pomocną dłoń nosem i językiem. I to dwukrotnie! To natychmiast u gospodarzy zaowocowało wybuchem nieskrywanej niechęci do psów, a zwłaszcza czarnych...
Oczywiście, mnie Kika nic nie powiedziała, trzymała swą psią mordę w kuble. Sprawa się stała głośną, gdy poszkodowana rozmawiała z naszą Panią. Szepcząc do słuchawki objaśniła, że na skutek całkowicie nieodpowiedzialnej i w dodatku niezapowiedzianej wizyty Pana - posiadła aż dwa krwiaki. Co ciekawe - bez śladów pokąsania...
Ja, znawczyni skłonności Dominiki do ubarwiania świata, nie uwierzyłam w ani jedno słowo tej opowieści - skąd w dwunogach takie skłonności do bujania? 

07 maja 2018

Wodowłaz Kika

poproszę dowody!
Bolek miał rację, kiedy miauczał mi, że będę kontynuowała jego dzieło! Ale jak pies ma pisać o kocich sprawach? To jakby przeciw naturze! Bo niby skąd miałam przypuszczać, że będzie w naszym stadzie nowy pyszczek? No, na razie mordeczka mała, choć i tak mnie podgryza pieszczotliwie i boleśnie - strach pomyśleć co będzie, kiedy podrośnie? Będzie miała paszczę jak rekin-ludojad (Pana już ugryzła ze dwa razy w nos...)!
Na razie rekiństwo przejawia się w umiłowaniu wody - Kika w każdej wolnej chwili włazi z butami do miski pełnej wody, którą nasz Pan codzień napełnia i stawia na środku trawniczka. Może ona nie jest groenendael, jak twierdzą dwunogi, tylko wodowłaz? To by ją tłumaczyło...

16 stycznia 2018

Dzień pikantnych potraw

Chili con Carne - żarcie ma moje imię!
Dziś jest światowe święto Pikantnych Potraw - czyli moje! Przecież to ja mam wpisane w dokumentach rodzinnych, sięgających do arystokratycznej piątej prapraprababki wstecz i takiegoż dziadka, a które to dostałam po urodzeniu i zabrałam na drogę do moich pierwszych i drugich Państwa, imiona: Chili Pepper de Tricolor! A przecież w świecie opasłych od zjadania pyszności dwunogów, przyprawy: pieprz i chili to bardzo pikantne posypki...
Ciekawe, że pomimo posiadania imion tak ostrych jak brzytwa, nie jestem zwolenniczką takiego jedzenia? Wolę raczej takie świeże, nie doprawiane mięsko, najchętniej fragmenty jakiegoś młodego wołu. Nie pogardzam również drobiem ani świńskimi podrobami - mój stosunek do serc czy wątróbek jest bardzo pozytywny! Natomiast ryby lubię usmażone - z niecierpliwością drętwieję u stóp mojego Państwa, oczekując, aż spadnie na podłogę kręgosłup czy skóra z dorsza...
W domowych opowieściach o superpsicy imieniem Koko wciąż przewija się epizod z solonymi śledźmi. Kokusia była bardzo grzecznym psem i nie potrafiła odmówić poczęstunku, zwłaszcza od babci mojego Pana, co potem odchorowała (i przy okazji umęczyła Panią). Pomna tej przypowieści - w życiu bym nie wzięła między zęby jakiegoś tam śledzia! A fuj!

17 listopada 2017

Dzień Czarnego Kota

Bez ściemy! W kolorowych kartkach dwunogich, co się je zrywa po trochu albo pożółkłe pali w całości jest wpis jak byk (chociaż nie umiem czytać, ale wierzę tym, co umieją...) - dziś jest Dzień Czarnego Kota! Więc na pewno nie jakiegoś tam, nieznanego - tylko Bolusia... Chociaż tak został uczczony, po tym, jak ci skośnoocy biedni studenci go zjedli przed sesją poprawkową... Tak twierdzi czasem mój Pan, a jemu wierzę bezgranicznie. Chociaż nie we wszystko - bo Pan zapiera się swoimi oboma nogami bardziej niż ja czterema na niechcianym spacerze, że już żaden kot nie przestąpi progu naszego domu, z zamiarem pozostania w nim na dłużej... A ja po cichutku sobie pomrukuję, powarkuję - że może nie będzie czarny, może nie będzie władczym samcem, może nie będzie mieć imienia na "Be" i może nie wkrótce - ale przyjdzie kiedyś na pewno! 

01 października 2017

Ptak na urodziny

Składajmy życzenia!
Dziś jest Światowy Dzień Ptaków (i urodziny naszego Pana)! Z tej okazji leżałyśmy z Bieluszką pod stołem w kuchni. Państwo na stole coś tam chlupali w szklankach i żuli, a my cichutko! Ale w końcu coś tam ze stołu spadło i jak zwykle prysła zażyłość a wywiązała się walka o kęs... A taki ptak, którego dzisiaj świętujemy, to cały czas musi uważać, żeby zjeść coś konkretnego. Bo od machania skrzydłami to tak się zmęczy, że co chwilę musi dziobnąć. Jak suche ziarenko mu się trafi, to popić trzeba. A nie zawsze jest blisko coś mokrego - trzeba polecieć za róg albo dalej. Więc znowu musi coś przekąsić - patrząc z tej perspektywy, że syty głodnego nie zrozumie - ciężko i słabo być ptakiem... My czterołapy, mamy lepiej - dają nam prosto do miski chrupki, czasem jakiś fragment mięsa albo choć kość, wodę mamy zawsze na wyciągnięcie łapy. I przywiązujemy się do naszych Państwa na dobre i na złe. Oni podobno też nas kochają... 
Chyba po stokroć wolę nie być wolna, jak ptak. Bo któżby pokochał ptaka? Chyba tylko Bolek, przed zjedzeniem...

14 września 2017

Drugie wcielenie Bolka

Przebieraniec?
Jak mi Bolek obiecał - tak zrobił! Pojawił się jednego dnia pod płotem w ciele młodego kotka - wizytatora. Pan go zawołał i pogłaskał. I Bolek (lub ten drugi kot, podający się za niego) poddał się pieszczocie, a potem sobie poszedł. Tak było przed kolejne dwa dni. Wreszcie wizytator objawił się przed obojgiem Państwa - "Ach, jaki on malutki!" - powiedziała Pani i kazała Panu dać mu mleka albo co tam innego, co koci ulicznicy spożywają... Dostał (o zgrozo,  w mojej miseczce!) trochę mleka i coś tam na zęba. Znad miski łypnął do mnie i wymiaukał, że jest wysłannikiem z krainy czarnych kotów (taki szpieg jakby albo tajny agent!). Nie sprecyzował, po co go wydelegowały te czarne Mruczki. Podjadłszy, wlazł na kolana Pani. Już, już, a byłby przyjęty do naszego stada! Tylko że chyba dawno nie pił mleka - zapomniał, gdzie w naszym domku jest kuweta i popuścił na kocyk! Fuj! Takiego paskudztwa dawno nie oglądałam!
W związku z podejrzeniem o umiłowanie brudastwa na noc został ten koci delegat zakwaterowany na tarasie. Pościelono mu w koszyku mięciutkim materacykiem, noc była ciepła - żyć, nie umierać! Ale rano już go nie było - pewnie poszedł zdać relację, jak to jest teraz w naszym stadle. Zostanie wysłuchany i może zapiszą jego słowa? 

15 sierpnia 2017

Spacer na koniec świata

Jakiś czas temu, bez mała całe wieki dla czterołapa - jechałam z Panem autem. I musieliśmy stać grzecznie, bo drogą szła nieprzebrana rzesza dwunogów. Ale żaden z nich nie miał czteronożnego towarzysza - może to nie byli nasi fani? Jeden dwunóg, ubrany w błyszczące jak moje oczy w mroku wdzianko, machał górnymi kończynami w różne strony - w świecie dwunożnych takie zachowanie nazywa się kierowaniem ruchem - ale brońboże nie poganiał tych piechurów, tylko czasem łaskawie przepuścił nagromadzone auta...
W domu, ze świecącego pudełka dwunogów głos jakiś powiedział, że to byli "pątnicy". No coś podobnego! Pącznicy to raczej tacy, co wyrabiają pączki - pyszne kuliste ciastka, których mi tak bardzo nie wolno jeść, a z którymi zawsze przychodzi do Pana jeden jego starszy kolega. On mi cichaczem zawsze da kąsek tego pąka! Więc chyba nie odeszli wszyscy w siną dal, bo kolega Zdzisław był u nas i znowu dostałam coś słodziutkiego na zęba!
Pan się śmiał i mówił, że to nie "pącznicy" tylko "pielgrzymi" - no, to dopiero mi dał zagadkę, co to za jedni!
W końcu doszli...
A dziś się wszystko objaśniło - warto trochę poczekać, a wiedza sama do nas przyjdzie! Bo tamci, co szli, to we wzniosłej dla dwunogich sprawie... Podobno nie tylko z naszego miasta - no, musiało być ich tam naprawdę wielu! Pokazywano ich w telewizorze - dziennie przechodzili tyle, co ja przez rok nie nabiegam, a szli chyba przez dwa tygodnie! Psiboże! Poszli gdzieś na koniec świata tylko po to, żeby się pomodlić? Ja i Bieluszka (ona zwłaszcza) raczej staramy się trzymać naszego kochanego domku, chociaż czasami, przed snem westchniemy z wiarą na spełnienie, żeby Państwo nas kochali i dawali pyszną strawę. I nasze modły się spełniają, chociaż nie biegniemy przy tem za horyzont...

06 lipca 2017

Choroba naszej Pani

nosiciele chorób, fuj!
Okazało się jednego dnia wieczorem, że nasza kochana Pani troszkę jest niezdrowa! Zawieźli nad wyraz szybko ją do takiego schroniska dla chorych dwunogów. Pan oczywiście wciąż tam u niej przebywa, ale nas nie zabiera (podobno w szpitalu nie powinno przebywać bez nadzoru nic większego od muchy - wstęp mają tylko dwunogi i te malutkie zwierzątka, nazywane bakteriami...) - my z Bieluszką poznajemy tamte okolice po zapachu, kiedy już Pan wraca. 
Swoją drogą, te paskudne stworki, nazywane przez dwunogów bakteriami, są podobno "dobre" i "złe". Na czym to polega, nie bardzo wiadomo. Może tak jak my - jedne gryzą wszystko wokół, a inne dają się pogłaskać?

11 maja 2017

Pan Szczurek

nieproszony gość
Witajcie, tropiciele historii najnowszych! Och, miałam ci ja się - zastępując wciąż nieobecnego Bolka... A było to mniej więcej tak: w zimie Państwo na wyścigi dokarmiali ptaszki. Podsuwali im a to słoninkę, a to ziarenka dyni tłuste i suche, orzeszki ziemne (ale wisiały w powietrzu!) i słonecznikowe prażuszki. Ptaki to znane niechluje - zje taki dwa ziarnka a dziesięć rozrzuci. Więc te niezjedzone spadały na ziemię. A tam czychał mieszkaniec podpaletowej ciemnicy - czterołap podobny do myszki, tylko taki jakiś większy...
Zima odeszła, i myślałam, że wraz z nią odszedł ten głodny stworek. Penetrując podwórko odkryłam, że nadal tam mieszka pod worami z węglem. I nic sobie nie robił z mojego szczekania, żeby sobie poszedł - głuchy albo cham! I jednedgo dnia, wykorzystując moją nieuwagę - zakradł się do naszego domku. Wlazł oczywiście tam, gdzie nie mogłam do niego sięgnąć - pod szafkę kuchenną. Żuchlał bezczelnie jakieś okruchy, co Pani wypadły albo Panu... 
Na moje wrzaski Państwo zareagowali, ale z opóźnieniem. Pan nasypał na talerzyk takich różowych chrupków i posunął głęboko, pod szafkę. Ten paskudnik najpierw obwąchiwał długo przekąskę, ale w końcu zjadł. Na drugi dzień zobaczyłam, że wygląda, jakby się czymś zatruł - już nie był taki hardy! Próbowałam go wydostać spod szafki - bezskutecznie. Dopiero na następny dzień, kiedy był już całkiem słaby, udało mi się go chwycić za ogon! Dumna, przyniosłam Panu świeże mięsko. Pan niestety, nie skorzystał z okazji, i nie zjadł zdobyczy. Wyrzucił szczurze truchło na dach garażu, gdzie spożyły go sroki. Tak zamknął się krąg łańcucha pokarmowego.
Państwo potem nazywali mnie szczurołapem - za co???

21 kwietnia 2017

Wiosenny pedicure

Zimowe dni odeszły do lamusa, razem z ciepłymi skarpetami Pana. Och, cóż ja będę teraz nosić do budki? Tak było cudownie całą noc upajać się ich wielko-Pańskim zapachem... Pan je potem zabierał i nasuwał na stopy. Ale po co? Ja ani Bieluszka (nie wspominając Bolesława!) przenigdy nie włożyłybyśmy takich ochraniaczy - w takim czymś nie czuje się gruntu pod nogami! Ale cóż, nie od dziś wiadomo, że dwunogi to dziwacy!


A najważniejszy nius dopiero się czai - jak przesadnie ostrożny gazeciarz: Pan zabrał mnie do jednej przyszywanej cioci, co podaje pigułki, zastrzyki i krople różnym czterołapom. Podobno i bykowi daje radę! Dziś jednak nie mieliśmy uczestniczyć w krowich zawodach, dziś ja byłam numerem jeden.  Stanęłam na stole, a ta piekielna cioteczka bez pytania mnie o zgodę, w trymiga poobcinała mi pazurki! Mówię wam, poczułam się jak księżniczka, co w końcu mogła zdjąć szpilki. Ooooch, jaka rozkosz!
Państwo robią sobie to sami - tylko że mają o połowę nóg mniej. Trudno - przez to nie mają tylu radości...

25 października 2016

Dzień Kundelka

Hej, hej! A właściwie: hau, hau! 
Musiałam trochę się oswoić z komputerem - że Pan puka w jakieś takie równo poukładane kosteczki, i z tego wychodzą głosy zrozumiałe dla dwunogich... A, co tam! Niechby i dłutkiem rył albo wiązał supełki wzorem praprapraprzodków moich Państwa Meksykanów - najważniejsze, że dogadujemy się! 
pies - poliglota...
Dzisiaj mamy święto Bieluszki - bo dziś Dzień Kundelka! Z tej okazji nie gryzłam jej za nogę, kiedy wskoczyła zadziwiająco raźnie (jak na swój wiek) na Pańskie kolana. Zazwyczaj nie pozwalam jej na takie spoufalanie - Pan jest mój, i tylko mój! A od Pana dostała moja koleżanka sporą garść sucharków (chyłkiem trochę jej pomogłam wychrupać tą michę)... Wieczorem, kiedy Państwo pójdą spać do swojej górnej budki (nigdy tam jeszcze nie byłam, po schodach nie chadzam, to psu nie przystoi!), wybieram się na imprezę - do Bieluszkowej rezydencji pod kuchennym stołem. Mam nadzieję, że będzie się działo!

24 października 2016

Rewolucje na dwóch nogach

Oto ja, nowa redaktorka!
Państwo teraz stawiają na lwa!
Przyśnił mi się Bolek - opowiadał o jednym jego imienniku spośród dwunożnych. Że niby był on protagonistą rewolucyjnych przemian (ech ten Bolek - mówi nawet przez sen jakimś straszliwie zawiłym językiem!). Ale kiedy się rozejrzeć - to przewroty i rewolucje nawet o dwa rzuty kością kurczęcą się dzieją! Na podwórku, gdzie obie z Bieluszką chodzimy na kupkę, zaległy pryzmy jakichś kamieni, worków i żelastwa! Nie ma miejsca, żeby dyskretnie przykucnąć... To jest rewolucja garażowa - Państwo postanowili wyremontować budkę dla nowego auta - stalowego koteczka! To interesujące, że wciąż jakiś kotowaty jest tuż, tuż, na wyciągnięcie łapy!
Tylko z tą przebudową zagrody dla lwa słabo - do tej pory, gdy padał deszcz, chodziłam z Bieluszką do garażu, a zdarzało się nieraz nam bez ceregieli i skrępowania siknąć pod daszkiem również w dni suche! 
W psim pożywieniu także zmiana - Pan już zaprzestał rozpieszczać mnie zmielonym wołem... Co prawda z tego powodu nieco schudłam - to jest rewolucja kuchenna! Jakby tak poszukać, na pewno by zdybał jeszcze wiele odmian - chociażby taką, że Pani jest ciągle w domu. To jest najprzyjemniejsza ze zmian, Pan także podziela mój punkt widzenia!