Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiadomości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiadomości. Pokaż wszystkie posty

17 marca 2016

Bolesław - parkingowy

wulkanizator?
Oooo! Nie ma sprawiedliwości dla kotów w świecie dwunogich! Jak Pan bierze Chili, nakłada jej szytą na miarę uprząż i idą gdzieś sobie na pół dnia, to jest dobrze. A Chili wcale nie przepada za tym krawatem! Ale po przechadzce jest rozkosznie zmęczona (tak sama o sobie mówi), wchodzi do budki i zaraz zasypia. Ja też lubię spać - więc żeby przeżyć coraz to piękniejszy sen, od czasu do czasu chodzę sobie na samotny spacerek. Wieczorem nikt mnie nie kontroluje, gdzie tam sobie idę. A wczoraj zachciało mi się wyjść w południe! Pech chciał, że Pan i Dominika mieli przydomową sesję prac ziemno-porządkowych, kiedy poszedłem sprawdzić, co nowego na parkingu. Od razu zaczęli na mnie wołać, kiwać, a Pan nawet próbował mnie złapać! Mam nadzieję, że żaden z moich kolegów tego nie widział - taki kwas! Umknąłem szybko pod jakieś auto - przecież przyjdę, tylko sprawdzę, co pachnie w świecie? Skąd mam czerpać wiedzę? Nie będę czytał gazet, raczej...
Wieczorem Pani przemawiała do mnie czule, żebym nie chodził po jezdni, bo zginę... E tam, dam radę! Te maszyny na gumianych nogach przeważnie stoją. A te, które pędzą - omijam z daleka! 

28 października 2015

Porządki według dwunogów

Ech, trochę sobie zrobiłem urlopu od tej pisarskiej harówki! A co ja, jakiś Proust czy Kraszewski? Pierwszy z nich to przynajmniej w barłogu wciąż sprawdzał, czy już stracił trochę czasu - przez to bliski byłby mi upodobaniem... Ale tyle się nagromadziło dziwnych, niesamowitych i cudownych spraw, że muszę, koniecznie muszę Wam opowiedzieć! Pan niech słucha i zapisuje, tak jak mu dyktuję! 
Zacznę od porządków - już parę razy uczestniczyłem w tych dziwnych obrzędach dwunogów, ale wciąż nie pojmuję, o co kaman? Owszem ja się myję, i oni się myją - ale odmiennie, dziwacznie jakoś! Po co włazić do mokrego zakątka - wystarczy ręką czy nogą, poślinioną lekko, przejechać się po brzuchu, pod pachami, pod szyją - ja tak robię, i niech mi ktoś zarzuci, czy jestem brudasem? A Państwo - wciąż jakieś pluskania, mydło śliskie, westchnienia i bulgotanie - do znudzenia...
Drugi temacik to czystość w toalecie - och, przerost formy nad treścią, zupełnie! Ja sobie grzebnę w kuwecie albo na podwórku (mam tam taką ulubioną oazę, wysypaną piaseczkiem), zrobię co tam mi akurat się chce, sprawdzę że nie kadzi, i już! A oni? Za wszystkie skarby kociego świata, za tort ze złotych myszy - nie poddałbym się tym praktykom!

czyściciel dwunożnych
I po trzecie, całkowicie niezrozumiałe - ta skłonność dwunogów do czyszczenia podłoża. Najpierw Pan, a czasem Pani (Pani częściej!) jakiś poprzecznym włochatym, do kijka przytroczonym, po podłodze suwają. Potem czasem poprawią na mokro - czy od tego będzie lepiej? Czasem nawet mają takie patyki na prąd, czasem na drugim końcu bywa wiaderko, a czasem suwają takim hałaśliwym przedmiotem, co wyślizga podłogę na lustro! 
Tak było przed wizytą Pana Romana, przed wizytami innych dwunogów, a nierzadko bez niczyjej wizytacji - ot, sztuka dla sztuki... I ta przypadłość dwunogich zaczyna ogarniać wszystko - w porzuconej na podwórzu gazecie podobno było napisane, że "odświeżą cały kraj!" Niestety, dalej było rozdarte, i nie dowiedziałem się, kto ma odświeżać, z jakiej przyczyny i kto będzie kraj wizytował - zapewne jakiś polityk z odmiennej partii...

31 maja 2015

Zmiany lokalowe

Zacznę od wieści najpilniejszych: przyniosłem garść wiadomości dla psów - że za garażem leży jakiś zgniły owoc, że kocica biało-szara też mnie wąchała i że dwunogi z bloku naprzeciwko jedli mięso i kiełbasę z grilla, ale nie zostawili ni okruszka! Bo ja zawsze przynoszę pocztę węchową - taki ze mnie niuch-kurier... 
A teraz powróćmy do adremu (jak mawiał dwunogi wykładowca przysposobienia wojskowego)! Państwo wymyślili, że przeniosą mi jadalnię - bo Pani widziała, jak Bieluszka sprytniej od cyrkowca wyżerała mi sucharki... A podobno moje jedzonko nie służy psom! Z tego akurat byłem zadowolony od razu - nie ma to jak delektowanie się pożywieniem, bez zbędnych kibiców. Ale druga część przeprowadzki początkowo przyprawiła mnie o dreszcz - Pan wyniósł moją kuwetę i część zawartości zostawił hen, w odległym rogu podwórza. Horror - zamiast przytulnej ubikacji za parawanem czekała mnie ogrodowa latryna! I jak tu załatwić potrzebę dużą i małą podczas deszczu? Fuj! Dopiero pod wieczór okazało się, że mimo wszystko jest lepiej - teraz awansowałem na trzeciego użytkownika drugiej ubikacji - kuwetka stoi na piętrze, w łazience. I od wczoraj już całkowicie i zupełnie nikt mnie nie podgląda - mogę pławić się w higienie sam! Tylko czasem na stanowisku obok przykucnie Pan lub Pani, jak to w toalecie, ale nie wchodzimy sobie w drogę...