Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty

18 stycznia 2021

Sikorki tańczą na rurze!

Tańczy pani sikorka czy pan sikorek?

 Siedzę sobie w oknie i patrzę na te mniejsze dwunogi, zwane ptaszkami. Podobno te tutaj to są niejakie sikorki... Przylatują skądeś, gdzie nigdy w życiu nie byłam i wykonują różne skomplikowane figury akrobatyczne na tej rurze, którą mój człowiek napycha ziarnem. Bo one jedzą ziarno, a ja - takie pyszne sucharki... Jak wszyscy tancerze, mają zgrabne ciała i piękne nogi! Ech, złapać takiego ptaszka, zaciągnąć go do swojego legowiska i trzymać tylko dla siebie! Żeby mi tańczył, jak ja mu zagram...

To tylko marzenie, choćby nawet kocie - one tam swobodnie sobie fruwają gdzie chcą, a ja siedzę tutaj na parapecie. Dzieli nas wszystko, a zwłaszcza szyby okienne... Ale z drugiej strony - wolę najedzona patrzyć na fruwające piękności z daleka, niż polować na nie, żeby nie zdechnąć z głodu!

28 marca 2015

Mysi przemarsz

Dziś rano śmiechu było co nie miara! A wszystko z powodu przemarszu myszy: Państwo przypomnieli sobie, jak kiedyś, dawno, dawno temu, podczas wspólnego oglądania telewizji, Pani leciutko się zdrzemnęła. Oparta była jakoś tak przy tym o Pański tors, że głową dotykała szyi. I wtedy Pan przełknął ślinę, a grdyka dotknęła Pani głowy. Pani się ocknęła i krzyknęła ze strachem: Och, przeszły mi po głowie dwie myszy! I też był śmiech do rozpuku, bo Pan nijak nie mógł pojąć, skąd akurat myszy, i dlaczego tylko dwie? Pani nie umiała wytłumaczyć też, ale upierała się, że miała takie wrażenie - nie precyzowała, skąd przyszły i dokąd zmierzały - ale PRZESZŁY!!! Skąd to skojarzenie, nikt nie wie... Bo tak naprawdę, Pani nie miała w życiu żadnego kontaktu z myszą (boi się ich bardzo).  Chciałbym być przy tym zdarzeniu - podejrzeć Pana, w jaki sposób taki wielki dwunóg potrafi naśladować rytm mysich stóp? Wiedza o myszach jest dla każdego kota bezcenna - co prawda jeszcze nie widziałem żadnej myszy na oczy, ale czuję, że chciałbym ją zobaczyć, i co tu kryć - zapolować na nią! Zapytam Chilusię, jak Felicja radziła sobie z myszami? Czy opowiadała psom szczegóły polowania, czy tylko chwaliła się ilością upolowanych (układała je martwe na wycieraczce)? Tak mnie ten temat wciągnął, że całkiem potem, gdy po obfitym posiłku (skórka i ości z wędzonego dorsza) zasnąłem, przyśniła mi się tańcząca mysz... Zresztą, popatrzcie sami!


18 grudnia 2014

Kocie życie u dwunogich

To znowu ja, Bolesław! Pomalutku poznaję swój nowy dom. Na razie, przez pierwsze dni czułem się jak Robinson Kotuzoe na wyspie, choć może nie całkiem bezludnej, ale OBCEJ!!! Wszystko było odmienne niż w moim dotychczasowym domu: inne psy, inny kot, inni ludzie, inne meble! Mam jadalnię na antresoli, mówiłem już. Dwa pierwsze dni chodziłem do baru po drewnianej kotostradzie. Ale już umiem wskoczyć na jedne głębsze mleko i zagrychę... Dostałem na własność jaskinię w fioletową kratkę. Ale któżby tam spał w pieczarze? Wyłażę na jej uginający się daszek i odsypiam po harcach...

Tańczę na rurze!
Pan jest niezły, i Pani też. Pani dba o moje wnętrze (nie czyta mi wprawdzie poezji Rabindranatha Kotagore, ale pamięta o mleku i sucharkach). A Pan to lekkoduch - tylko by się z tą Chili dogadywał albo Bieluchem się nakrywał... Chociaż co do rozrywek, to nie ma, jak ugryźć właśnie Pana w palec u nogi albo w ucho - wtedy tak śmiesznie wrzeszczy! Bo Pani piszczała strasznie, myślałem że każe mi sobie iść precz... Pan załatwił mi taką "kulę" na linie, do zabawy. Ale najfajniej wychodzi mi taniec na "rurze", nawet bez muzyki... Tutaj widać mnie w akcji. Fotkę pyknął mi Pan, taką srebrną cegłą z piorunem u góry.
I odpędza mnie, kiedy chcę poznać toto zupełnie z bliska...
Parę dni temu, to dopiero było!
Państwo najpierw uwijało się przez całe rano, a to ze szmatkami, a to ze szczotką i jakimś okropnym potworem wyjącym i ssącym i przeganiali mnie z kąta w kąt, a potem naschodziło się mnóstwo innych dwunożnych i każdy chciał mnie dotknąć! Ba, żeby tam dotknąć - trzymać na rękach każdy by chciał. Podawali mnie sobie z rąk do rąk, aż w Chili i Bieluchu zazdrość buzowała! A najbardziej dwoje takich ścisłych, "matematycznych" - oni są podobno słynnymi kotolubcami. Państwo mówi do nich "Jolu" albo "Andrzeju", ale które jest które, to nierozwikłana zagadka... Chili mówiła mi potem, że kiedy ona przyszła do tych Państwa - miała tak samo... Z jednej strony żal rozłąki, a z drugiej - zapoznawcze "pieszczoty"...