Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

11 stycznia 2021

Zamiast Bolka będzie Sonia!

Ech, minęło już tyle spacerów, ogryzionych kości (żaden z Cezarów mi ich nie rzucał), i wykopanych na podwórku dołów, że nie macie pojęcia! My psy, to choćby najczarniejsze, ale o pisaniu pojęcie mamy blade... Już myślałam, żeby definitywnie zarzucić to zajęcie, niegodne psa ani tym bardziej suki, kiedy Pantata oświadczył, że przyjdzie do naszego stada kot! Psiboże - co to takiego? Pachniało to zupełnie czymś innym, niż znam dotąd... Nawet ja, czarna suka - pomyślałam, że wymaga koniecznie opisania!
przekazuję redaktorskie obowiązki!

Ta nowa istota w naszym stadzie została nazwana Sonią. Czyżby na cześć telewizora? A niechby nawet - w końcu mam następczynię! Teraz ja przekażę jej obowiązek spisywania historyjek o naszym stadzie: naszej kochanej Pani, o Pantacie, o mnie i o mojej psiostrze Chili, a nawet ptaszkach za oknem! A niech się spróbuje nie spisać - to nie ma że kot, porachuję jej kości (właściwie to nie wiem, co to znaczy, bo ja kości nie liczę, tylko zjadam, ale podobno tak się mawia)!
 I nawet kociboże nie pomoże!

17 listopada 2017

Dzień Czarnego Kota

Bez ściemy! W kolorowych kartkach dwunogich, co się je zrywa po trochu albo pożółkłe pali w całości jest wpis jak byk (chociaż nie umiem czytać, ale wierzę tym, co umieją...) - dziś jest Dzień Czarnego Kota! Więc na pewno nie jakiegoś tam, nieznanego - tylko Bolusia... Chociaż tak został uczczony, po tym, jak ci skośnoocy biedni studenci go zjedli przed sesją poprawkową... Tak twierdzi czasem mój Pan, a jemu wierzę bezgranicznie. Chociaż nie we wszystko - bo Pan zapiera się swoimi oboma nogami bardziej niż ja czterema na niechcianym spacerze, że już żaden kot nie przestąpi progu naszego domu, z zamiarem pozostania w nim na dłużej... A ja po cichutku sobie pomrukuję, powarkuję - że może nie będzie czarny, może nie będzie władczym samcem, może nie będzie mieć imienia na "Be" i może nie wkrótce - ale przyjdzie kiedyś na pewno! 

15 kwietnia 2016

Świecę przykładem

Parę dni temu zdarzyło mi się być wzorcem i eksponatem w jednym! Bożenka, ta przyjaciółka moich Państwa, przyprowadziła ze sobą jedną taką dwunogą Dorotkę. A ona z kolei (wyniuchałem to natychmiast) wraz ze swoim mężem ma kota na punkcie własnego kota! Z rozmowy dwunogów wynikało, że ten mój nieznajomy kuzyn mieszka ze swoimi dwunogimi w budowli wielopiętrowej i wielorodzinnej i niestety, wychodzi na pilnie strzeżone spacery w uprzęży i w dodatku zniewolony smyczą! Więc wcale mu się nie dziwię, że po powrocie do celi czasem wyładuje swe emocje kocim sposobem, obok bardaszki! 
wzory kotów

Mi nie w głowie takie zachowanie - spaliłbym się ze wstydu, a i Pan (na codzień łagodny) chyba by mi wlał! Podobno to wskutek pewnego zabiegu, który zaaplikowano mi w młodości (tak uważają dwunogi) - a ja wiem, że nie żadne zabiegi - po prostu, jak każdy arystokrata jestem nadzwyczaj dobrze wychowany, i wszystko na ten temat!

01 września 2015

Wizyta pana Romana

Roman z rodziną
Minęło już chyba z dziesięć dni, jak odwiedził nasz domek piesek o imieniu Romek (nawet kot nie poczuje, jak mu się zrymuje), a ja jeszcze nie mogę ochłonąć... No, nie był sam: przyjechał wraz ze swoim Państwem, pił wodę z naszej miski i spał jak u siebie! Tamtych dwoje to Piotr i Madzia - na codzień mieszkańcy Trójmiasta. Nasze psy delikatnie dystansowały się od Romana, który choć większy, próbował się z nimi zaprzyjaźnić. Ja w ogóle nie pozwalałem sobie na jakieś zbliżenia - jakby to wyglądało, żeby obcy pies obcego kota molestował??? Ale Pan uległ urokowi Romana i pozwalał umyć sobie twarz jego mięciutkim, mokrym jęzorkiem.
Może, gdyby pomieszkał u nas dłużej, co najmniej tydzień (dwunodzy także by się wtenczas nie nudzili) - to pogadalibyśmy o różnych sprawach. Bo Roman żyje na kocią łapę z kotem o imieniu Laser, daleko na północy kraju. Żaden ze znanych mi kotów jeszcze nie wrócił stamtąd, choć kilku planowało wyprawy. Ciekawe, ile czasu zajęłoby kotu truchtanie do Trójmiasta? 

26 maja 2015

Kocia KSW

siedzę w ringu - przed walką...
Kilka dni temu intensywnie trenowałem kocie kung-fu - wystarczyła chwila nieuwagi i otrzymałem wieczną pamiątkę - lewe ucho jest na koniuszku naddarte... Piekło, och piekło - ale Pan zalał mi sprawdzonym panaceum na rany - zielonką, i ból minął. A dziś stoczyłem walkę o swój Gwiaździsty Pas - w naszej kociej Konferencji! Mimo przyciętych pazurów (przez Dominikę) radzę sobie doskonale! Przeciwnikiem był jakiś bezdomniak, ale wypasiony, pasiaty kocur z blokowiska. Ale mu pogoniłem kota! Potem psy uroczyście wprowadziły do domu Państwa  mnie, zwycięzcę pojedynku - kroczyłem dumnie, z wyprężonym ogonem. Przyniosłem też psom najświeższe wieści zapachowe - wąchały w ekstazie woń sukcesu! Już mi teraz żaden czterołap nie podskoczy, przynajmniej z tych, które znam. Nie zarzekam się, że pokonałbym Pipi albo Romana - to nie moja klasa wagowa... 

05 maja 2015

Majowe przebieżki

Po otwarciu drzwi do świata - intensywnie poznaję okolice. Zataczam coraz szersze kręgi od bazy, ale nadsłuchuję, kiedy Pan woła, bo wieczorem drzwi zostają zamknięte. Już wiem, że trzeba wracać, żeby nie zostać na noc w drewutni...
Dziś byłem na drzewie, ale jeszcze nie osiągnąłem szczytu - z daleka jest ot, takie sobie, a z bliska wysokie, jakby do nieba wyrosło! Czułem tam, na gałęziach jakieś ślady dwunogich, ale mniejszych, takich ze skrzydełkami. Ten gatunek nazywa się ptakami, są różne, choć prawie takie same... Unikają mnie, nie wiem zupełnie, dlaczego?
ptaszek...
A Chili opowiadała, że w tym nowym ubranku, uszytym jej na zamówienie, chodzi jej się nad wyraz dobrze. Była z Panem na spacerach: a to wokół domu, a to pętlą sięgającą do stacji paliw, a w niedzielę nawet poszli z Panem hen, do centrum miasta! Wprawdzie część drogi Chilusia przebyła na Pańskich rękach, ale i tak było mnóstwo atrakcji! Zostawiła wiele wiadomości dla przechodzących ewentualnie psów i odczytała ogólnodostępne maile od innych, wcześniej idących... Z naprzeciwka szli jacyś dwunożni z przeróżnymi psami, w powietrzu unosił się zapach smażonego mięsa i bezdomnych kotów. Pan pstrykał fotki mijanym kamienicom. Chili szczekała, jak prawdziwie obronny pies! Powrócili oboje zziajani, zadowoleni ze spaceru. Ja bym tam nigdy nie dał się ubrać i iść na smyczy z Panem przy nodze - takie zachowanie kotom nie przystoi!

26 kwietnia 2015

Skoki semestralne

Ech, kocie życie upływa szybko! Ani się kot nie obejrzy, a już po marcu maj puka nieśmiało do drzwi tarasu... I już z matematyki, nieważne czy kociej czy dwunogich wynika, że żyję już pół roku! Już jestem starym kotem (tak mi się wydaje...) Ale w duszy nadal odczuwam młodzieńcze wzloty - od kilku dni trenuję skok wzwyż, z rozbiegu i z miejsca - żeby złapać w locie te fruwające żyjątka... Państwo wydzielają mi jak na lekarstwo wyjścia na taras, choć pozwalają zwiedzać wszystkie zakamarki podwórza. Byłem już w drewutni, w której w ogóle nie ma drewna, tylko jakieś Pańskie szpargały, zaglądałem do garażu, gdzie mieszkają dwukołowe pojazdy (dla dwunogów chyba w sam raz). Nie byłem jeszcze w lochu, gdzie płonie żar, ogrzewający dom Państwa, ale za to obwąchałem dokładnie worki z węglem. Wszystko po kolei zobaczę!
A przedwczoraj znów wpadłem w ramiona Andrzeja i Joli - którzy przynieśli Panu jakieś urządzenie, podobno do przewracania drzew. Na szczęście Pan je potem zabrał mi z widoku... Ale wygłaskali mnie za to - mogą co drugi dzień znosić różne żelastwo, jeśli miałbym tak być głaskany...

16 kwietnia 2015

Kocie doły

ogrodnik idealny...
Nie było czasu na pisanie! Ta dwunoga Dominika, która w domu ma dwóch kolegów kotów, nie dalej niż przedwczoraj odwiedziła Pana, a przy okazji i mnie. Najpierw siedzieliśmy w pięcioro (ja, Bieluszka, Chili i dwunogi) i odbywało się grupowe głaskanie. Kiedy już prawie odlatywałem z błogości, dwunożni poszli na podwórze. Och, na moje podobieństwo grzebali zaciekle w ziemi, kopali dołki i coś zagrzebywali - ale nie udało mi się dostrzec zza szyby, czy robili przy tych dołach to samo, co ja w kuwecie... Podobno u dwunogich takie prace ziemne to się nazywa sadzenie i sianie. Co tam wyrośnie - czy coś do jedzenia? Na razie nic nie widać, ale skoro Dominika to robi, to na pewno będzie coś pięknego! Bo ona kocha prace ziemne, tak jak nasze Państwo nas, czterołapów...
Od tego porannego głaskania taki we mnie wstąpił animusz, że w nocy dwa razy zleciałem z półki, wprost na schody. Ale nic w sobie nie złamałem - bo jestem elastycznym kotem!

03 kwietnia 2015

Ab ovo

Ale jaja! Dookoła wszystko kręci się wokół tych tajemniczych kul! Zacząłem bliżej się im przyglądać po tym, kiedy Pan wziął jedną, walnął nią w głowę, a gdy pękła - zjadł zawartość. Oczywiście to nie Pana głowa pękła, tylko ta kula...
jajko dwunoga Faberge...
Kawałeczek białości ze środka dostało się Chili - ale się oblizywała! No to i ja sobie myślę - sam zjem... Kiedy Państwo byli w salonie, ja cichutko jedno z jaj zrzuciłem, ale koci pech mnie prześladuje jakiś, bo w środku była tylko jakaś galareta... I wcale nie było cicho, oj nie było! Pani krzyczała, że ze mnie będzie pasy drzeć! A Bieluszka miała używanie - wylizała podłogę w tym miejscu. Ta nierówna kula to się nazywa jajko, i podobno pochodzi od kury, chociaż niektórzy twierdzą, że lepiej niż drób robił je dwunóg nazwiskiem Fabergé. Takie niepozorne to jajko, a dwunogi się z nim obchodzą tak ostrożnie, i tak go szanują - a rzeczy pochodzące od kotów wcale nie są przez ludzi hołubione...

21 marca 2015

Model, na wybieg!

kocie akty
To znowu ja, Wasz Bolesław Celebryta! Po tych zabiegach upiększających poczułem się jak czarna gwiazda! Pan, który nie rozstaje się z tą srebrną cegłą, nazywaną w świecie dwunogich aparatem, postanowił potwierdzić moją nową tożsamość profesjonalną sesją foto! Zachowywałem się jak profesjonalny model - wyginałem się we wszystkie strony, prezentowałem muskuły, uśmiech i futro. Po prawej możecie oglądać jedną ze stu kart mojego portfolio. Zamierzam być sławny! Jeśli Pan pozwoli, napiszę do telewizji, niechby mnie wzięli do jakiegoś show, gdzie dwunogi wpadają w błoto, a potem się myją. Ja myję się co chwilę - umiem to tak samo dobrze, jak mruczeć Państwu przed zaśnięciem... 
A jeśli nie wezmą mnie do jakiegoś reality show, zdjęcia powędrują do szuflady, a ja pozostanę prywatną maskotką moich Państwa - też przyjemna pespektywa...

19 marca 2015

Kocia higiena

Czekam na pedicure...
Państwo mnie zaskoczyli! Okazało się, że ta dwunoga młoda osóbka, którą Państwo wręcz uwielbiają, która z radością pielęgnuje zielone części roślin, która także ma w domu kota, jest również kosmetyczką! Dziś zrobiła mi manicure, a po krótkiej przerwie na łyk kakao, także pedicure. Jako młody kot nie miałem zrogowaciałych pięt ani odcisków, ale pazury zostały przycięte i przypiłowane. Żałuję, że nie jestem kociczką, bo może dostałbym jeszcze tipsy z wzorkiem w malutkie myszy... Ach, precz takie głupie myśli - w dwunogim świecie co i rusz jakiś facet zakłada szpilki, maluje sobie oczy i brwi, a nawet każe sobie przyszyć piersi - zawsze potem jest wyśmiewany i opluwany, a ja swoją godność mam! Nie zmienię się w uległą kotkę, będę z dumą obnosił swoje kocurostwo! Ale facet także powinien dbać o czystość - więc myję się przy każdej okazji. Tylko kąpieli nie toleruję... Raz tylko zniosłem kąpiel z godnością - gdy byłem całkiem malutki i wpadłem do sedesu, Pan szorował mnie szamponem dla psów - to była wyższa konieczność, więc nawet nie pisnąłem...

10 marca 2015

Dzień Faceta

świętuję, zawzięcie...
Dzisiaj Dzień Chłopaka! Więc świętujemy - ja mam takie święto codziennie - leże sobie, trochę na oparciu fotela, trochę pod stołem w kuchni, trochę na kanapie. Pod stołem jest takie pudełko po warzywach, wysłane mięciutkim kocykiem. Wprawdzie kocyk ma wzór w psie łapy i często tam rezyduje Bieluszka, ale czasem mi się udaje tam zakraść. Naprawdę, wtedy czuję się jak sułtan! Z kolei Pan w ramach odświętności ubrał się w nowy dresik i zjadł ogromny kawał ciasta. Ach, Pan jeszcze dostał esemesa z życzeniami! Mnie nikt nie składał żadnych życzeń, no trudno, taki los kota... Tyle, że bez dziewczyn, bez Chili i bez Bieluszki, a Pan bez swojej Pani - bylibyśmy nikimi... Podobno jeden dwunóg wyprodukował taki film, gdzie był świat bez facetów - ale taka sytuacja nie mogła trwać w nieskończoność, więc dwóch takich gości o staroświeckich zasadach doprowadziło do równowagi. 

26 lutego 2015

Bolek zawinił, a Panu się dostało!

narkotyk!
Tak właśnie było - Pan wyjął z białej szafki tak niesamowicie pachnące mięso, że mało co nie zemdlałem! Precz niech zabiorą sobie te sucharki - za jeden kęs oddałbym ich cały wór... Moje modły się ziściły, dziś miałem fart - Pan usmażył sobie połowę, a o drugiej chyba zapomniał. Zaczaiłem się w ciemnościach, i gdy Państwo byli w pokoju, udało mi się uszczknąć nieco, jak koci królewicz żułem przez nikogo nie niepokojony - świeżutki schab!
W dodatku zamiast dać mi cięgi, nic mi nie zrobili... A Panu się dostało, za nas obu - że ja zjadłem, a On nie dopilnował. Taka to męska solidarność...

19 lutego 2015

Chuligaństwo w kocim stylu

Pani pierwsza odkryła, a potem Pan przyznał jej rację: mam ADHD! Albo jeśli nie mam, to robię wszystko, żeby myśleli, że mam. A, co tam! Lepiej sprawiać wrażenie chorego, niż być napiętnowanym jako chuligan! Fakt, trochę może nazbyt intensywnie dokazuję - ale to jest silniejsze ode mnie - ukraść kawałek mięsa, wygrzebać ze śmietnika styropianową tackę albo wisieć na firance.
jestem szybki!
Podobno inne koty przemieszczają się bezszelestnie, a ja nie! Ja w biegu stepuję, prawie jak najsłynniejszy dwunóg - Fred Astaire.
Nie mogę się powstrzymać, jakiś koci diabeł podszeptuje mi: "Nie bądź mięczak, skocz na Panią!" - więc skaczę...
A koci anioł załamuje łapy i woła: "Schowaj choć pazury!" - no to chowam...
I tak się we mnie kot-łuje zło z dobrem, zwłaszcza gdy pędzę po schodach w dół. A potem, kiedy już wyszalany leżę i mruczę, spoglądam złotymi oczętami w Pani stronę - po prostu jestem niewiniątko, miód na czterech łapkach... Państwo mają nadzieję, że z wiekiem się ustatkuję...      

17 lutego 2015

Święto Kota

kwiatuszki dla nas, kotów
Dziś Święto Kota! 
Tak mówił jeden dwunogi z pudełka, które Pani zawsze rano włącza - i często w nie patrzy... Pewnie stamtąd dostaje wskazówki, co na dzisiaj ma ubrać. Z pudełka czasem słychać śmiechy, a nieraz groźny bas dwunoga.
Zastanawiam się całym swoim kocim rozumkiem, co też Państwo nam przygotują na obchody święta? Felicja mówi, że nieraz niekoniecznie od święta dostaje jakieś delicje - to zależy od tego, co Państwo spożywa... A dziś dodatkowo jeszcze Zapusty - następne słówko bez wytłumaczenia, przynajmniej dla kota - oj nie tyle kar-nawał, co wiedzy-nawał...
W pudełku mówiło też, że od jutra jakiś ma być post, i chyba nie chodziło im o listy w elektronicznej poczcie, których nieopisane ilości przesyłają dwunogi codziennie. Zobaczymy jutro, jaki będzie? Czyżby mieli Państwo schować moje kochane sucharki?

07 stycznia 2015

Zdobyłem worek!

Dziś Pan palił w kominku! Najpierw naznosił jakieś papiery (pod nosem mruczał, że najlepiej pali sie gazeta wyborcza - co ma do palenia jakaś tam wyborowa?), potem drewienka poukładał, cienkie i grube, a potem pstryknął takim patyczkiem i pojawił się ogień... Za szybą tam się uwijał, cały pomarańczowy, i gorący pomimo bariery szklanej...
To ja!
Patrząc się w szkło na wskroś, na buzujący ogień tak się rozgrzałem, że na oślep skoczyłem na biały wór, stojący koło telewizora. (Ten przedmiot od kilku dni mnie intrygował: błyszcząco szeleszczący...) A niech tam! Co będzie! Ale już w połowie lotu zauważyłem, że ten worek tylko z zewnątrz wygląda tak niedostępnie... Po wylądowaniu niespodzianka - w środku nic nie było! Tyle dni podchodów, tyle skradania się i tyle wyobrażeń, co tam za skarby Pan zgromadził - wszystko na nic, o kant ogona potłuc! Tyle że torba po przewróceniu, okazała się prześwietną zabawką: chowam się w niej, jak ślimak w skorupie, albo popycham ją łapami. No i podczas gonitw z Chili mam przenośne schronienie...
Ech, co dnia coś poznaję w domu Państwa. I otoczenie, i zwyczaje dwunogich. Ale mimo, że wiem, że na głowę lepiej im nie włazić, to jednak coś mnie pcha, żeby im przeszkadzać. Pokładam tylko nadzieję, że z tego powodu nie uczynią mnie którejś nocy bezdomnym kotem...

03 stycznia 2015

Nowiutki Rok przyszedł...

oglądam TV dla dwunogich...
I tylko ogonem machnął, i już mamy Nowy Rok! Najpierw to był jeden dzień, a teraz mówią, że jeszcze ponad trzysta dni nowych! A któżby to zliczył? Palców, pazurów brakuje - no chyba że włosami na ogonie się wspomogę... 
Ten Sylwester, co tak się skradał, jak kot do słoniny, kiedy już przyszedł, to przemknął szalenie szybko! Musiał mieć chyba kłopoty żołądkowe, bo w środku nocy puszczał bardzo głośne bąki i sypał iskrami... Oglądaliśmy z Państwem różne telewizyjne produkcje, na czele z koncertami różnych szarpidrutów i na żadnej ze stacji, a Państwo ma ich ponad 600, nie było nic dla kotów. Potem, już w łóżku, wziąłem łyk odwagi i wlazłem Panu na głowę (ale pamiętałem, żeby ukryć swoje ostre jak brzytwa pazurki)! I Pan nie protestował wcale... Jestem pewien, że to nie wskutek przeziębienia Pana - taka słabość do mnie!
Z innymi czterołapami z tej paczki także już pełna sztama! Fela niby pomrukuje, ale gdy nikt nie patrzy, to sama przytula się do mnie i leżąc bok w bok na kaloryferze opowiada mi godzinami o tajnikach polowania na myszy (jeszcze w swoim dlugim, dwumiesięcznym życiu nie widziałem zadnej myszy, ale chyba na pewno już ich nie lubię)... Bieluch raz jest po mojej, raz po Chili stronie - ale zawsze najlepiej nam w trójkę. Chili pozwala mi się bawić jej ukochaną lalą, otrzymaną od dwójki dwunogów znad morza (Pawła i Małgosi), serdecznych przyjaciół Państwa i psiolubców. Do tej pory NIKT nie miał prawa bawić się tą lalą, nawet Pan! 

29 grudnia 2014

Felicji uprowadzenie przez dwunogich

Dzisiaj postanowiłem opowiedzieć, ku przestrodze innym kotom - jak Felicja została uprowadzona! Kiedy usłyszałem tą opowieść - moja kocia dusza trzęsła się ze strachu, jak galareta!
Chronologicznie było to tak: Państwo wypuścili ją na zewnątrz, jak codzień, od zarania kocich dziejów. Felicja lubi chodzić w różne miejsca: a to do opuszczonego domu obok, gdzie czasem jakaś mysz się zabłąka, a to przespaceruje się po piwnicach sąsiedniego bloku, lub zrobi rundę pomiędzy okolicznymi domkami - a nuż ktoś nowy przybędzie? Czasami chodzili we dwoje z takim rudym kolesiem, a czasem dołączał do grupy jeszcze jeden czarniawy, z obciętym ogonem. Ale tym razem Felka wyszła sama. Rankiem, kiedy wracała z obchodu, jakieś dwunogie dziecko tak zaciekle ją kićkało i głaskało, aż dała się wziąć na ręce. Ooo, to był błąd! Zabrali ją ze sobą, do jakiegoś tajnego kociego więzienia. Tam ją karmili szynką, kiełbasą i sucharkami, ale Felicja nie chciała nic tknąć - urządziła strajk głodowy! W dodatku - im bardziej głaskali, tym bardziej pazury Felicji zagłębiały się w ciała głaszczących. Trzymali ją tam u siebie blisko tydzień, może nawet półtora...
pazurki zawsze mam ostre!
W końcu oddali Felicję do schroniska dla bezdomnych kotów (pewnie za karę, że nie chciała jeść frykasów). 
Ale że Felicja to dziewczynka i nie mieli jej co wyrżnąć, to przynajmniej  pozbawili ją atrybutów macierzyństwa... 
Państwo już poważnie rozglądali się za nowym kotem - już chyba byłem planowany do zagoszczenia w tej Sforze... Aż jednego dnia przyszła dwunoga kidnaperka i zapytała ni z tego, ni owego, "czy Państwu kot nie zginął?" "- No pewnie że zginął! Ale myśleliśmy że go jakieś auto zabiło!" - odpowiedział Pan. A kidnaperka dalej ćwierka: "Bo my, proszę Pana przygarnęliśmy takiego podobnego, ale oddaliśmy do kociego przytułku. I pomyśleliśmy, że to Państwa..." Ot logika dwunogich: kot jest tutejszy, ale oni go wysyłają do obozu, gdzie przeprowadzają na więźniach medyczne eksperymenty... Na szczęście porywaczka nie chciała okupu, tylko oddała Felicję, chudą jak fotografia, i z chorą szczęką (nie mogła jeść nic twardszego od mleka) - zapewne męczyły ją wyrzuty sumienia... Państwo się ucieszyli bardzo - przecież Felka z nimi już ponad 10 lat zżyta. Pani to wręcz oniemiała...  Psy się ucieszyły po swojemu - obwąchiwały ją ze wszystkich stron. Chili nawet uroniła kilka psich łez - jakby nie było, wzruszający jest taki powrót na łono Rodziny... 


17 grudnia 2014

Wspomnienie dnia pierwszego

Siedzę na dachu pieczary...
Hej, to ja, Bolesław! Jestem kotem! Ważę już prawie kilogram - no, niech będzie prawdziwie - 60 deko. Ale nie jestem grubasem... Podobno moją mamą była rasowa, wypasiona "sybiraczka", tylko tatuś był NN....  Jakieś dwa tygodnie temu zabrali mnie od sióstr i braci (a miałem ich sporo, chyba siedmioro) nowi Państwo. Jechałem pierwszy raz w życiu samochodem! U Pani na kolanach było fajnie, zresztą zawinęli mnie w przyjemną w dotyku płachtę. Pan w tym czasie bawił się jakimś szarym kółkiem i błyszczącym patykiem... Nie pozwolili się przyłączyć do tej zabawy, nie wiem, dlaczego? Na imię mi dali Bolek! W ich domku zobaczyłem pozostałych lokatorów: dwie psie suczki i starszą kociczkę. One od razu wyczuły mój zapach - wąchały i wąchały i wąchały (trochę się bałem, czy nie wciągną mnie nosem, jak jakiś psi narkotyk?) Jeden czarniawy piesek to całkowita krejzolka imieniem Chili. Ona jest meksykanką ze starożytnego rodu Chihuahuów, ale wcale się nie wywyższa. Nie pozwala wprawdzie wejść do swojego domku i złowrogo warczy przy jedzeniu, ale poza tym jest okej! Druga towarzyszka wygląda jak przydymiony nieco biały olbrzym i nazywają ją Bieluch. Ona jest całkiem plebejska - skundlona, ale nastawiona przyjaźnie. U niej w domu już byłem - fajnie tam ma, kilka wysmoktanych na wskroś kości i kromkę suchego chleba (podobno na czarną jak ja sam godzinę...) Nie wiem co tamta godzina czarna oznacza, bo przecież ani my koty, ani psy chleba nie jadają, ale Bieluch mówiła, że tak być musi. Motyla noga! - myślałem że tu wszystko mają wspólne: woda w dużej misce, półmisek sucharków i kanapa jak transatlantyk...  Na szczęście kuwetę mam tylko dla siebie. Miski też dali mi osobne, niedostępne dla psich wyżeraczy... Żywię się mlekiem, sucharkami, a czasem Pan albo Pani zgubi coś pysznego i uda mi się capnąć... Na razie jest cool!
Jutro Wam powiem, jak wygląda mój dzień powszedni.