Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzątanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprzątanie. Pokaż wszystkie posty

29 czerwca 2019

Na wybiegu jest cudownie!

jedna z moich psióstr

Kiedy tylko jest dobra pogoda, czas i ochota - Pantata ubiera mnie w nad wyraz gustowne, odblaskowe ubranko i pędzimy autem do miejsca, w którym mogę bezkarnie szaleć! Dlatego Państwo między sobą nazywają tą placówkę "wyszalnią". Tam przychodzą całe gromady psubratów i psióstr i razem biegamy albo tarmosimy sie w trawie. W tym czasie dwunożni opiekunowie gadają ze sobą, śledząc tylko kątem oka, czy któreś z nas nie robi psikupy... Bo tu obowiązuje zasada, że pantata albo panimadka zabiera nasze klocki, żeby ktoś inny nie wdepnął! Podobno tak ma być wszędzie - ale idąc z panemtatą widziałam nieraz, że przed nami szła grupa analfabetów albo niechlujów! Inna rzecz, że dla nas to jak skrzynka mailowa - pełna wiadomości spod ogonka. No cóż - kto nie był na wybiegu - niech sobie wącha po krzakach. Ja tam oddałabym stertę albo i dwie kości za codzienne spotkania, w galopie albo leżąc...
 

28 października 2015

Porządki według dwunogów

Ech, trochę sobie zrobiłem urlopu od tej pisarskiej harówki! A co ja, jakiś Proust czy Kraszewski? Pierwszy z nich to przynajmniej w barłogu wciąż sprawdzał, czy już stracił trochę czasu - przez to bliski byłby mi upodobaniem... Ale tyle się nagromadziło dziwnych, niesamowitych i cudownych spraw, że muszę, koniecznie muszę Wam opowiedzieć! Pan niech słucha i zapisuje, tak jak mu dyktuję! 
Zacznę od porządków - już parę razy uczestniczyłem w tych dziwnych obrzędach dwunogów, ale wciąż nie pojmuję, o co kaman? Owszem ja się myję, i oni się myją - ale odmiennie, dziwacznie jakoś! Po co włazić do mokrego zakątka - wystarczy ręką czy nogą, poślinioną lekko, przejechać się po brzuchu, pod pachami, pod szyją - ja tak robię, i niech mi ktoś zarzuci, czy jestem brudasem? A Państwo - wciąż jakieś pluskania, mydło śliskie, westchnienia i bulgotanie - do znudzenia...
Drugi temacik to czystość w toalecie - och, przerost formy nad treścią, zupełnie! Ja sobie grzebnę w kuwecie albo na podwórku (mam tam taką ulubioną oazę, wysypaną piaseczkiem), zrobię co tam mi akurat się chce, sprawdzę że nie kadzi, i już! A oni? Za wszystkie skarby kociego świata, za tort ze złotych myszy - nie poddałbym się tym praktykom!

czyściciel dwunożnych
I po trzecie, całkowicie niezrozumiałe - ta skłonność dwunogów do czyszczenia podłoża. Najpierw Pan, a czasem Pani (Pani częściej!) jakiś poprzecznym włochatym, do kijka przytroczonym, po podłodze suwają. Potem czasem poprawią na mokro - czy od tego będzie lepiej? Czasem nawet mają takie patyki na prąd, czasem na drugim końcu bywa wiaderko, a czasem suwają takim hałaśliwym przedmiotem, co wyślizga podłogę na lustro! 
Tak było przed wizytą Pana Romana, przed wizytami innych dwunogów, a nierzadko bez niczyjej wizytacji - ot, sztuka dla sztuki... I ta przypadłość dwunogich zaczyna ogarniać wszystko - w porzuconej na podwórzu gazecie podobno było napisane, że "odświeżą cały kraj!" Niestety, dalej było rozdarte, i nie dowiedziałem się, kto ma odświeżać, z jakiej przyczyny i kto będzie kraj wizytował - zapewne jakiś polityk z odmiennej partii...

26 marca 2015

Przedświąteczne porządki

pisanka a'la kot
Znowu idą Święta! Tym razem ma być jakaś Wielka Noc i jakiś Dyngus. Co to takiego jest, zapytam wieczorem Bieluszki - na pewno opowiem, co się dowiedziałem...
Motyla noga, dwunogi mają tych świąt bez liku: to już drugie ważne święta w moim życiu, a przecież jeszcze były po drodze: Dzień Kota, Dzień Kobiet i Dzień Drzemki w Pracy. Dodatkowo dwunożni codzień rano powtarzają: "dzieńdobry!", a gdy zapada ciemność - "dobranoc!" Więc zapewne każdy świąteczny dzień jest jeszcze lepszy!
Podobnie jak i poprzednio, Pan nabrał werwy w porządkach. Tyle, że przeniósł się z tymi porządkami na teren dla mnie niedostępny: wraz z Dominiką krzątali się po podwórku, coś tam zamiatali, taszczyli jakieś ciężkie czarne wory, a potem napychali inne, zielone worki gałęziami. Dominika ponadto wkładała w ziemię różne zielone kłębki albo taką drobnicę, jak piasek - u dwunogich to się nazywa "siew" albo "sadzenie" (Pani uważa, że Dominika jest najlepszą ogrodniczką). Wydaje mi się, że ja też byłbym dobrym ogrodnikiem - uwielbiam kopać i grzebać! Mogłem tylko obserwować to wszystko pilnie zza szyby, nie pozwalają mi wyjść na taras, boją się, że pójdę gdzieś sobie i coś się ze mną stanie... A psy zostały dopuszczone bliżej, do kibicowania przy tych pracach ogrodowych. Chili nawet nasikała na świeżo zasiane - ciekawe, co tam wyrośnie?
Ach, jeszcze w ramach tych porządków znowu mi obcięli pazury. Nie przejmuję się tym - odrosną mi niebawem z powrotem...

23 grudnia 2014

Wigilia Wigilii

Powinna być taka!
Prace domowe idą pełną parą. Pan biega z miotłą i mopem, szura nimi po podłodze, z czego robi się czysto. Pani szykuje potrawę za potrawą, każda kolejna bardziej wymyślna od poprzedniej. Dziś zrobiła śledzie, wczoraj "pasztet", a ma być "dwanaście" dań! Wszystko ma być gotowe na Wigilię - potem to już się nie liczy... Już wiem, co to takiego ta "Wigilia" - Bieluch i Felicja zgodnie twierdzą, że późno, późno wieczorem wszystkie zwierzęta zaczynają mówić głosem dwunożnych. I dlatego te przygotowania takie uroczyste - bo dwunogi tak normalnie, to tylko udają, że nas rozumieją... Ale to tylko nasze zdanie - dwunogi mają na ten temat inne wytłumaczenie: to wszystko na pamiątkę wydarzenia sprzed 2000 lat, gdy w "stajence" urodził się pewien malutki, chociaż wielki człowiek, któremu dali na imię Jezus. I od niego wszystko się zaczęło! To było pierwsze "Boże Narodzenie"! 
Och, kurtka na wacie! W "telewizorze" widziałem, jak wygląda "choinka" goła i jak wygląda "ubrana"... A ja, głupi Bolek, myślałem że choinka w kącie stałaby w futerku...
W domu naszych Państwa są dwie choinki, mała i całkiem ogromna. Niestety, obie schowane na piętrze. Już mówiłem, że Pani wymyśliła dekorację "abstrakcyjną", żeby mnie nie kusiło poznawanie przez przewracanie... Trochę mi szkoda, bo podobno pod "tradycyjną" choinką zawsze są jakieś "prezenty". Może dostałbym "mysz"? Ech, co drugie słowo, to jakieś nowe! Uczę się i uczę - może wkrótce zostanę "uczonym"?

           

21 grudnia 2014

Bieluch - najstarsza towarzyszka mojego Państwa...

Wciąż u tych Państwa coś nowego! Dziś pierwszy raz w życiu jadłem takie pyszne rzeczy! Nie sucharki, tylko miękie, pachnące - Felicja mówiła, że to się nazywa: mięso i że pochodzi z kaczki... Były jeszcze kawałki takiego czegoś twardego, twardszego niż sucharek, ale tak samo pachnącego, jak mięso. Chili nazywa toto kość czy jakoś tak... Te kości to Pani dała właśnie Bieluchowi i Chili. A potem z ich mieszkań słychać było chrupanie i smakowite mlaskanie. Chili swoją kość nosi ze sobą wszędzie, pewnie boi się, żeby jej nikt nie zwędził. A Bieluch chrupie, chrupie, a potem chowa sobie na potem. Bieluch jest zapobiegliwa, zawsze coś tam w domu swoim ukrywa (sam kot nie poczuje, jak mu się zrymuje)...
Bieluch wygrzewa się w słońcu...
Dziś Pani piekła ciasto. Cała kuchnia była wypełniona zapachem! A wieczorem - ech, kurza twarz, cały kocioł mięsa gotowała... Bo podobno idą jakieś święta... Ciekawe, jak one idą i którędy? Czy przyjdą tak samo szybko, jak oboje Państwo w południe pobiegli na piętro i coś tam sprzątali? Ja im nie przeszkadzałem, ani nie pomagałem, bo ja nie umiem sprzątać. W ogóle, ze wszystkich prac domowych to najlepiej umiem spać...


Kilka słów muszę opowiedzieć o Bieluchu. Bieluch jest najstarszą, z żyjących czteronożnych w tym domu. Kiedy przyjechałem do domu z tymi Państwem, to Bieluch trzęsła się jak galareta. Taka była przejęta, że dołączył do grupy nowy lokator. A teraz - jesteśmy już kumplami! Według jej opowiadania powtarzam, bo nie wszystko rozumiem. Niektóre słowa brzmią obco. I nie chodzi wcale o to, że to w języku psim... A więc z Bieluchem było tak: urodziła się niespodziewanie, jako jedynaczka, w pewien letni wieczór, wieki całe temu, pod tym samym stołem, pod którym teraz ja baraszkuję z Chili. Jej matką była Mucha, która rok później wymknęła się jakąś szparą w płocie i zaginęła gdzieś, przed Wigilią - rany, musimy się pilnować! Ach, to może dlatego Bieluch nie lubi oddalać się od domu? Żeby nie podzielić losu mamy? Ja to chyba nigdy bym nie wyszedł sam! Chyba, że mnie Państwo zabierze ze sobą na działkę - Chili mówiła, że tam jest suuuper!

18 grudnia 2014

Kocie życie u dwunogich

To znowu ja, Bolesław! Pomalutku poznaję swój nowy dom. Na razie, przez pierwsze dni czułem się jak Robinson Kotuzoe na wyspie, choć może nie całkiem bezludnej, ale OBCEJ!!! Wszystko było odmienne niż w moim dotychczasowym domu: inne psy, inny kot, inni ludzie, inne meble! Mam jadalnię na antresoli, mówiłem już. Dwa pierwsze dni chodziłem do baru po drewnianej kotostradzie. Ale już umiem wskoczyć na jedne głębsze mleko i zagrychę... Dostałem na własność jaskinię w fioletową kratkę. Ale któżby tam spał w pieczarze? Wyłażę na jej uginający się daszek i odsypiam po harcach...

Tańczę na rurze!
Pan jest niezły, i Pani też. Pani dba o moje wnętrze (nie czyta mi wprawdzie poezji Rabindranatha Kotagore, ale pamięta o mleku i sucharkach). A Pan to lekkoduch - tylko by się z tą Chili dogadywał albo Bieluchem się nakrywał... Chociaż co do rozrywek, to nie ma, jak ugryźć właśnie Pana w palec u nogi albo w ucho - wtedy tak śmiesznie wrzeszczy! Bo Pani piszczała strasznie, myślałem że każe mi sobie iść precz... Pan załatwił mi taką "kulę" na linie, do zabawy. Ale najfajniej wychodzi mi taniec na "rurze", nawet bez muzyki... Tutaj widać mnie w akcji. Fotkę pyknął mi Pan, taką srebrną cegłą z piorunem u góry.
I odpędza mnie, kiedy chcę poznać toto zupełnie z bliska...
Parę dni temu, to dopiero było!
Państwo najpierw uwijało się przez całe rano, a to ze szmatkami, a to ze szczotką i jakimś okropnym potworem wyjącym i ssącym i przeganiali mnie z kąta w kąt, a potem naschodziło się mnóstwo innych dwunożnych i każdy chciał mnie dotknąć! Ba, żeby tam dotknąć - trzymać na rękach każdy by chciał. Podawali mnie sobie z rąk do rąk, aż w Chili i Bieluchu zazdrość buzowała! A najbardziej dwoje takich ścisłych, "matematycznych" - oni są podobno słynnymi kotolubcami. Państwo mówi do nich "Jolu" albo "Andrzeju", ale które jest które, to nierozwikłana zagadka... Chili mówiła mi potem, że kiedy ona przyszła do tych Państwa - miała tak samo... Z jednej strony żal rozłąki, a z drugiej - zapoznawcze "pieszczoty"...