Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

30 kwietnia 2021

Moje pierwsze wychodne

 Miau mrau! 

Tu będzie mój
 świat zewnętrzny!
To ja, Wasza Felicja! Dziś jest zwyczajny dzień, chociaż piątek. Niektórzy ludzie czczą ten piątek jako zapowiedź weekendowego relaksu po całym tygodniu roboty. My, koty nie pracujemy wcale, od narodzin po kres dziewiątego życia, więc na nas to świętowanie nie robi wrażenia... Ale mimo wszystko dla mnie dziś jest prawdziwe święto - mój Pan pozwolił mi w końcu wyjść! Odbyłam wszystkie poszczepienne kwarantanny, pod skórą mam chip, po którym można mnie rozpoznać nawet w australijskim stepie, jestem zdrowa i wysterylizowana, zatem - nadaję się! Wyszłam na przestworze podwórka, zbadałam wszystkie zakamarki: od garażu, poprzez drewutnię, loszek aż do psiej ubikacji - dziwne, czemu pieseły nie zakopują swoich kupek? Za każdym obchodem sprawdzałam, czy nasz dom jeszcze jest, czy można by do niego wrócić? Podoba mi się, że jest gdzie poleżeć! Mogę w trawie albo na tarasie, a może nawet na dachu garażu mi pozwolą? Idę, pozwiedzam jeszcze, dopóki słoneczko świeci, miauuu!

07 sierpnia 2018

Kości zostały rzucone!

Znaczek skarbowy - według psa...
Od czasu, kiedy w naszym stadzie zagościła czarnowłosa suczka Kika, coraz częściej w miseczce pojawiają się te najcudowniej na całym świecie pachnące, obrośnięte mięsem lizaki, smoktaki i gryzaki! Państwo mówią na toto w skrócie: kości. Ale coś im się chyba pomyliło - kości to ja i inne pieseły mamy w nóżce, a Kikusia nawet w plecach - i nie ogryzamy, nie ssiemy sobie łap?
Podobno te (no, niech tam, niech będą nazywane kośćmi) elementy są bardzo zdrowe - mają w sobie wszystkie witaminy, potrzebne psom do życia. Najbardziej to one nam są potrzebne do upajania się smakiem i do siłowania się między sobą - która dłużej będzie pilnowała swojej zdobyczy! Takie drobniejsze zjadamy szybciutko, a takie większe, to według uznania. Ja swoje trzymam w swoim domku - mam je zawsze na oku. A Kika swoje skarby unosi do ogrodu i wkopuje pod drzewami - może ma nadzieję, że wyrosną z nich nowe?

19 maja 2016

Gołąb niepokoju

potrawka...
Nie ma sprawiedliwości dla kotów, już dawno mówiłem! Jeszcze jak Pan leżał w szpitalu, a Pani, opiekuńcza i zmartwiona Pana niemocą, podsłuchałem jej rozmowę z którąś z koleżanek, bodajże z Bożenką - Pani omawiała kwestię sporządzenia zupy z ptaka zwanego kurą. Podobno nie ma jak rosół, dla każdego pacjenta, obojętnie na co by nie chorował... 
Więc jak tylko Pan wrócił do domu, postanowiłem się przysłużyć. Nie wiem, jak wygląda kura - żadna chyba nie przefruwała nad naszym podwórkiem... Ale zapamiętałem, że Państwo jadają gołąbki! Ech, cudownie, tych tu pod dostatkiem! Od razu rano złapałem jednego, bez nijakiego trudu. Właśnie niosłem go do swojego legowiska, żeby w czasie obiadowym podać Pani, gdy Pan mnie nakrył... I choć sam nieruchawy, zagipsowany - posłał w me tropy akurat przebywającą siostrę swą...
Zabrali mi moją zdobycz! I jeszcze nasłuchałem się, aż mi uszy spuchły ze wstydu - a tak bardzo chciałem dobrze... Nie ma sprawiedliwości dla kotów!