Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mysz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mysz. Pokaż wszystkie posty

02 lutego 2021

Pierwsza mysz w nowym domu

mysz też bywa pyszna!

Wbrew sądom niektórych, nie jestem tylko leniwą, zaspaną kocicą! Wczoraj, będąc w kuchni moich ludzi -  spostrzegłam szary cień szkodnika, przemykający pod szafką. To była mysz! Bezszelestnie, jak tylko ja potrafię, skoczyłam w jej stronę i schwyciłam ją zębami! W ten spektakularny sposób uratowałam powszedni chleb mojego Państwa przed złośliwym pogryzieniem!  Znam te małe, ogoniaste gryzonie z mojego poprzedniego miejsca zamieszkania i wiem, że potrafią naszkodzić, ile wlezie... Więc zabrałam złoczyńcę na górę, do swojego legowiska (bo muszę Wam powiedzieć, że mam do dyspozycji całe piętro) i tam go przykładnie ukarałam. Państwo mnie za to pochwalili - opowiadają wszystkim swoim znajomym o moim wyczynie. A, co tam! To zwykła sprawa dla takiego Superkota, jak ja... Na pewno się jeszcze odwdzięczę niejednym gestem - bo bardzo lubię tych moich dwunogich. Polubiłam też w pewnym sensie te dwie czarniawe psiostry - już zupełnie się ich nie boję, a czasem nawet bawię się z Sabiną. Fajne to nasze stado...

25 stycznia 2016

Niechciany posiłek

śniadanie na trawie
Przyniosłem wczoraj Państwu coś na zęba!
Widziałem, jak rano Pan szykował sobie danie z surowego mięska (mówią że to Tatar - czyżby kanibale, ci moi dwunodzy?). Ja ostatnio zasmakowałem w odmianach od sucharków. Dzień w dzień czaję się na poranny czas dokarmiania Chili - ale dopiero tylko ze dwa razy mi się udało uczestniczyć w rytualnym spożywaniu wołu... 
Państwo czasem dzielą się z nami swoimi potrawami, a czasem chowają je przed nami. Ja -  kot wszędobylski, odnajduję większość tych schowanych, ale jakoś nie przepadam za usuchłymi bułkami ani zwiędłą marchwią... Ciekawsze smakowo czy wręcz rarytasy Państwo chowają do tej białej, zimnej szafki - jeszcze nie umiem jej odemknąć... Żal mi się zrobiło Pani, że Pan jej nie dał Tatara - inwalidy, więc postanowiłem sam się odwdzięczyć za wikt... 
Wracając do potrawy, czyli mówiąc po łacinie - ab ovo, to z wędrówki po okolicznych domach przyniosłem Państwu mysz! Szybko ją załatwiłem, żeby Pani mogła zjeść jeszcze ciepłą! A Pan - niewdzięcznik i brutal - z odrazą wziął ją za ogon i odrzucił na dach garażu! I po co tak bardzo się starałem - może dwunogi wolą szczurka? 
Na garażu prawie zawsze dyżurują takie czarnobiałe ptaki - i zaraz zwęszyły świeżonkę! Po kilku minutach nie było śladu po moim połowie...
Następnym razem zjem sam - nie dam Państwu skosztować, skoro nie umieją się zachować...

06 grudnia 2015

Mikołaj i ja

Któżby pomyślał, to już drugi grudzień w moim życiu! U dwunogich to podobno (jeśli chodzi o Grudniów) był jakiś komunista Zdzisław, podobno bardzo znany w całym kraju, ale też  jest jakiś fotograf (może nawet Pan go zna?) 
Mikołaj Bolesław
Ale nie chodzi mi teraz o facetów nazywanych Grudniami, tylko o jednego gościa, który pomimo, że zakrada się nocą do dwunogów, nie jest złodziejem - wręcz odwrotnie, on przynosi różne fanty! A na imię ma Mikołaj - jeden mój imiennik też miał na drugie tak samo. 
Nie chciało mi się wierzyć - że wchodzi przez komin albo kominek, a nieraz przez okno, położy coś tam dla domowników i oddala się... Ale był, był i u nas, na pewno - chociaż ja - niedowiarek, nie dostałem nic! Psy dostały po smakowitej kości, a Państwo pudełko z literkami - podobno to jest taka gra. Państwo teraz wolne chwile spędzają na słowotwórstwie planszowym. Zanim minie rok, chcę uwierzyć za wszelką cenę w tego Mikołaja - ach, żeby tak przyniósł mi pudełko, worek albo skrzynkę, a w niej kilkanaście myszek...

27 maja 2015

Handel żywym towarem?

mysz jak złoto!
Podsłuchałem Pana, jak umawiał się z jakimś innym dwunogiem, że sprzeda mu mysz! Tak mnie to zafrapowało, że nie mogłem spać ani się bawić, tylko wciąż myślałem, że chyba jeszcze nie znam tego swojego Pana... No bo jak to: trzymał mysz w pudełku, w szafce, po cichutku, nie dokarmiał, nie napajał, mysz nie nie jest zmumifikowana (bo mówił do telefonu, że jest w stanie idealnym) - magik czy co? Chociaż na oczy nie widziałem jeszcze żadnej myszy, ale pamiętam opowiadania Felicji, ochy i achy psów, podziwiających jej urobek... 
Dopiero popołudniowe przybycie Pani ostudziło moje emocje! Wyszło na to, że nie dość, że podsłuchuję rozmowy dwunogów, to w dodatku okazałem się kompletnym ignorantem - owszem, to jest mysz, ale komputerowa! Inaczej mówiąc, to taki plastikowy twór, gadżet informatyczny! Pan postanowił się jej pozbyć, bo sam używa trackballa... A jego z kolei znam, choć nie wiedziałem, że tak się wabi to dziwne coś, które Pan tak pieści prawą górną kończyną...

22 kwietnia 2015

Pomiary według Bolka

przeszywam Cię wzrokiem!
Oto ja, Bolesław! Od wczorajszego wieczora do dzisiejszego poranka, praktycznie bez zmrużenia oka, zajmowałem się metrem! Gdyby ktoś chciał spytać, to nie było wiekopomne dzieło dwunoga Józefowicza, tylko stalowa taśma, którą Pan trzymał w kuchni wysoko, poza zasięgiem moich łap. Ale to, co było dobre, kiedy tylko przybyłem do tutaj, teraz nie oparło się memu kociemu sprytowi i zwinności... Zerwałem tą taśmę z wieszaka - legła na posadzce jak wąż na baczność, wydając odgłos bliski uszom rodziny dwunoga o nazwisku Trojanowski, rodem ze Zwierzyńca, nomen-omen... No i zaczęła się zabawa, czyli trudy nocnych pomiarów - miarka wysmykiwała mi się z łap, nie poddawała zębom, ślizgała pod szafkami. Spociłem się przy tej robocie jak mysz. A o poranku, kiedy Pan mi robił fotkę, okazało się, że mam oczy jak ostatni syn Kryptonu... Ciekawe, kiedy będę mógł wzrokiem dziurawić torby z jedzeniem?

28 marca 2015

Mysi przemarsz

Dziś rano śmiechu było co nie miara! A wszystko z powodu przemarszu myszy: Państwo przypomnieli sobie, jak kiedyś, dawno, dawno temu, podczas wspólnego oglądania telewizji, Pani leciutko się zdrzemnęła. Oparta była jakoś tak przy tym o Pański tors, że głową dotykała szyi. I wtedy Pan przełknął ślinę, a grdyka dotknęła Pani głowy. Pani się ocknęła i krzyknęła ze strachem: Och, przeszły mi po głowie dwie myszy! I też był śmiech do rozpuku, bo Pan nijak nie mógł pojąć, skąd akurat myszy, i dlaczego tylko dwie? Pani nie umiała wytłumaczyć też, ale upierała się, że miała takie wrażenie - nie precyzowała, skąd przyszły i dokąd zmierzały - ale PRZESZŁY!!! Skąd to skojarzenie, nikt nie wie... Bo tak naprawdę, Pani nie miała w życiu żadnego kontaktu z myszą (boi się ich bardzo).  Chciałbym być przy tym zdarzeniu - podejrzeć Pana, w jaki sposób taki wielki dwunóg potrafi naśladować rytm mysich stóp? Wiedza o myszach jest dla każdego kota bezcenna - co prawda jeszcze nie widziałem żadnej myszy na oczy, ale czuję, że chciałbym ją zobaczyć, i co tu kryć - zapolować na nią! Zapytam Chilusię, jak Felicja radziła sobie z myszami? Czy opowiadała psom szczegóły polowania, czy tylko chwaliła się ilością upolowanych (układała je martwe na wycieraczce)? Tak mnie ten temat wciągnął, że całkiem potem, gdy po obfitym posiłku (skórka i ości z wędzonego dorsza) zasnąłem, przyśniła mi się tańcząca mysz... Zresztą, popatrzcie sami!


09 marca 2015

Felicja w Zakopanem


Bunia globtrotterka...
Ostatnie dni były trudne - a teraz Felicja nas opuściła. Z racji położenia, najprościej wskazać, że skierowała się do Zakopanego. Wszyscy w domu, zarówno dwu- jak i czteronogi nie tryskają wesołością. Podczas rozmów sciszonym mrukiem lub powarkiwaniem, psom przypomniała się jeszcze jedna ich koleżanka...
Bunia, pieseczek rasy York, przyjechała do Państwa, ponieważ jej poprzedni właściciele, brat i szwagierka naszej Pani rzucili się w odmęty zagranicznego businessu i nie dawali rady zajmować się psiuńciem. Bunia była tak grzecznym i cichutkim pieskiem, o jakim inni właściciele psów mogli by tylko pomarzyć. Mieszkała w kraciastej budce pod schodami i uwielbiała nosić różne przedmioty. W młodości do znudzenia przynosiła patyki i drobne kamyki, żeby jej rzucać i rzucać, bez końca. Dni u Państwa mijały szybko - i w końcu Bunia stała się ba-Bunią. Któregoś letniego dnia też się oddaliła, bo była już bardzo wiekowa, jak na psa, i także chorowała, miała w sobie raka...
Bez Felicji w domu nam smutno! Choć nie pozwalała mi na zbytnie czułości, lubiłem się do niej przytulić. I wtedy opowiadała mi, jak przynosiła myszy, a nawet czasem krety, układała na wycieraczce i wołała psy - do podziwiania! Zimą Państwo zakładali jej na szyję dzwonek, żeby ptaszki mogły się żywić w Państwa ogrodzie bezpiecznie, a nie w stressie upolowania przez Felicję. O tych myszach pomyślę! 

22 lutego 2015

Smaczne kąski

ktoś tu puścił pawia!
Dziś z okazji niedzieli, takiego dnia, w którym dwunogi przeważnie odpoczywają, dostałem jedzonko z torebki! W telewizji pokazywali raz dwunoga, jak w torebce miał schowaną butelkę z winem - ale ja dostałem coś o wiele lepszego! Pyszne mięsko w sosie... Żeby dostać takie coś jeszcze raz, gotów jestem porzucić swój dotychczasowy styl życia - a niech tam, będę może najgrzeczniejszym z kotów, jeśli częściej Państwo będą podsuwać mi takie frykasy? 
Te sucharki nasze powszednie też nie są złe, raczej. Bieluszka wspomniała, że rozmawiała koło furtki z jednym takim rudawym pudelkiem, i zeszło na jedzenie. Nie wierzę, że pudle jadają konserwy z kotów, fuj! Wprawdzie krąży po domu naszych Państwa opowieść o "torcie z myszy", ale jeszcze żadna z koleżanek nie dostąpiła zaszczytu konsumpcji... 
Za oknem ptaszki w żółtawych garniturkach żują paski słoniny albo miks ziaren. Podobno mówi się na nie: "sikorki". Przylatują też i inne: takie czarnobiałe, albo szare, albo nakrapiane - i każdy coś ma dla siebie, do dzioba bierze... Znaczy, że Państwo nie tylko są dobrzy dla czterołapów... Ale Bieluszka nieśmiało oponowała, że są czteronożni, przez Państwo niekochani - nazywani kretami...

30 stycznia 2015

Urodziny Bolesława

patrzę na sikorki...
Żyję i żyję - już blisko 100 dni... 26-go stycznia minęły trzy miesiące od chwili, kiedy urodziła mnie moja kocia mama. Podobno na początku byłem ślepy. Oj tam, nie było na co patrzeć, to i nie otwierałem oczu - Mamę rozpoznawałem po zapachu, a karmiła mnie jeszcze druga kocica - Matka Zastępcza! Dzięki niej przybyło mi dodatkowych pięcioro sióstr i braci...
Urodziny minęły cicho, bez fajerwerków. Nie liczyłem wprawdzie na tort myszowy, ale jakaś balanga w szafie mogła by się udać...
Bieluch - nie podoba mi się to imię, nadane przez Państwo dla starszej psiczki! Będę Bolesławem anarchistą albo dysydentem, ale od teraz do zawsze będę ją nazywał Bieluszką, bo przecież jest psią dziewczyną, czyli suką... A więc Bieluszka opowiadała, że na urodziny jednego z Filonów, bodajże poprzednika Felicji - Pan zamierzał kupić mu białą myszkę, ale Pani ostro się temu sprzeciwiła... Potem Filon sam sobie złapał, szarą...
Daty urodzin Chili i Felicji nie wymienia się - tak wypada postępować  z dziewczynami. W dodatku Felicja została przyjęta do tego stada dwunogich w wieku nieokreślonym. Więc żadna z nich nie obchodzi rocznicy przyjścia na świat. I wskutek tego mnie także urodziny zastały jak każdego innego dnia - na zabawach z Chili i Bieluszką - można powiedzieć, że święto mam codziennie...

03 stycznia 2015

Nowiutki Rok przyszedł...

oglądam TV dla dwunogich...
I tylko ogonem machnął, i już mamy Nowy Rok! Najpierw to był jeden dzień, a teraz mówią, że jeszcze ponad trzysta dni nowych! A któżby to zliczył? Palców, pazurów brakuje - no chyba że włosami na ogonie się wspomogę... 
Ten Sylwester, co tak się skradał, jak kot do słoniny, kiedy już przyszedł, to przemknął szalenie szybko! Musiał mieć chyba kłopoty żołądkowe, bo w środku nocy puszczał bardzo głośne bąki i sypał iskrami... Oglądaliśmy z Państwem różne telewizyjne produkcje, na czele z koncertami różnych szarpidrutów i na żadnej ze stacji, a Państwo ma ich ponad 600, nie było nic dla kotów. Potem, już w łóżku, wziąłem łyk odwagi i wlazłem Panu na głowę (ale pamiętałem, żeby ukryć swoje ostre jak brzytwa pazurki)! I Pan nie protestował wcale... Jestem pewien, że to nie wskutek przeziębienia Pana - taka słabość do mnie!
Z innymi czterołapami z tej paczki także już pełna sztama! Fela niby pomrukuje, ale gdy nikt nie patrzy, to sama przytula się do mnie i leżąc bok w bok na kaloryferze opowiada mi godzinami o tajnikach polowania na myszy (jeszcze w swoim dlugim, dwumiesięcznym życiu nie widziałem zadnej myszy, ale chyba na pewno już ich nie lubię)... Bieluch raz jest po mojej, raz po Chili stronie - ale zawsze najlepiej nam w trójkę. Chili pozwala mi się bawić jej ukochaną lalą, otrzymaną od dwójki dwunogów znad morza (Pawła i Małgosi), serdecznych przyjaciół Państwa i psiolubców. Do tej pory NIKT nie miał prawa bawić się tą lalą, nawet Pan! 

29 grudnia 2014

Felicji uprowadzenie przez dwunogich

Dzisiaj postanowiłem opowiedzieć, ku przestrodze innym kotom - jak Felicja została uprowadzona! Kiedy usłyszałem tą opowieść - moja kocia dusza trzęsła się ze strachu, jak galareta!
Chronologicznie było to tak: Państwo wypuścili ją na zewnątrz, jak codzień, od zarania kocich dziejów. Felicja lubi chodzić w różne miejsca: a to do opuszczonego domu obok, gdzie czasem jakaś mysz się zabłąka, a to przespaceruje się po piwnicach sąsiedniego bloku, lub zrobi rundę pomiędzy okolicznymi domkami - a nuż ktoś nowy przybędzie? Czasami chodzili we dwoje z takim rudym kolesiem, a czasem dołączał do grupy jeszcze jeden czarniawy, z obciętym ogonem. Ale tym razem Felka wyszła sama. Rankiem, kiedy wracała z obchodu, jakieś dwunogie dziecko tak zaciekle ją kićkało i głaskało, aż dała się wziąć na ręce. Ooo, to był błąd! Zabrali ją ze sobą, do jakiegoś tajnego kociego więzienia. Tam ją karmili szynką, kiełbasą i sucharkami, ale Felicja nie chciała nic tknąć - urządziła strajk głodowy! W dodatku - im bardziej głaskali, tym bardziej pazury Felicji zagłębiały się w ciała głaszczących. Trzymali ją tam u siebie blisko tydzień, może nawet półtora...
pazurki zawsze mam ostre!
W końcu oddali Felicję do schroniska dla bezdomnych kotów (pewnie za karę, że nie chciała jeść frykasów). 
Ale że Felicja to dziewczynka i nie mieli jej co wyrżnąć, to przynajmniej  pozbawili ją atrybutów macierzyństwa... 
Państwo już poważnie rozglądali się za nowym kotem - już chyba byłem planowany do zagoszczenia w tej Sforze... Aż jednego dnia przyszła dwunoga kidnaperka i zapytała ni z tego, ni owego, "czy Państwu kot nie zginął?" "- No pewnie że zginął! Ale myśleliśmy że go jakieś auto zabiło!" - odpowiedział Pan. A kidnaperka dalej ćwierka: "Bo my, proszę Pana przygarnęliśmy takiego podobnego, ale oddaliśmy do kociego przytułku. I pomyśleliśmy, że to Państwa..." Ot logika dwunogich: kot jest tutejszy, ale oni go wysyłają do obozu, gdzie przeprowadzają na więźniach medyczne eksperymenty... Na szczęście porywaczka nie chciała okupu, tylko oddała Felicję, chudą jak fotografia, i z chorą szczęką (nie mogła jeść nic twardszego od mleka) - zapewne męczyły ją wyrzuty sumienia... Państwo się ucieszyli bardzo - przecież Felka z nimi już ponad 10 lat zżyta. Pani to wręcz oniemiała...  Psy się ucieszyły po swojemu - obwąchiwały ją ze wszystkich stron. Chili nawet uroniła kilka psich łez - jakby nie było, wzruszający jest taki powrót na łono Rodziny... 


23 grudnia 2014

Wigilia Wigilii

Powinna być taka!
Prace domowe idą pełną parą. Pan biega z miotłą i mopem, szura nimi po podłodze, z czego robi się czysto. Pani szykuje potrawę za potrawą, każda kolejna bardziej wymyślna od poprzedniej. Dziś zrobiła śledzie, wczoraj "pasztet", a ma być "dwanaście" dań! Wszystko ma być gotowe na Wigilię - potem to już się nie liczy... Już wiem, co to takiego ta "Wigilia" - Bieluch i Felicja zgodnie twierdzą, że późno, późno wieczorem wszystkie zwierzęta zaczynają mówić głosem dwunożnych. I dlatego te przygotowania takie uroczyste - bo dwunogi tak normalnie, to tylko udają, że nas rozumieją... Ale to tylko nasze zdanie - dwunogi mają na ten temat inne wytłumaczenie: to wszystko na pamiątkę wydarzenia sprzed 2000 lat, gdy w "stajence" urodził się pewien malutki, chociaż wielki człowiek, któremu dali na imię Jezus. I od niego wszystko się zaczęło! To było pierwsze "Boże Narodzenie"! 
Och, kurtka na wacie! W "telewizorze" widziałem, jak wygląda "choinka" goła i jak wygląda "ubrana"... A ja, głupi Bolek, myślałem że choinka w kącie stałaby w futerku...
W domu naszych Państwa są dwie choinki, mała i całkiem ogromna. Niestety, obie schowane na piętrze. Już mówiłem, że Pani wymyśliła dekorację "abstrakcyjną", żeby mnie nie kusiło poznawanie przez przewracanie... Trochę mi szkoda, bo podobno pod "tradycyjną" choinką zawsze są jakieś "prezenty". Może dostałbym "mysz"? Ech, co drugie słowo, to jakieś nowe! Uczę się i uczę - może wkrótce zostanę "uczonym"?

           

19 grudnia 2014

Felicja - moja przyrodnia siostra...

To ja, Wasz korespondent Bolko!
W domu Państwa zastałem starszą, ech, sporo starszą siostrę. Na imię ma Felicja, ale wołają ją przeważnie: "Felka!" Wciąż patrzyła na mnie wilkiem i mruczała niezbyt przyjaźnie. A ja? No nie - nie biedny miś, może: "Cienki Bolek"? Byłoby miło zaprzyjaźnić się z Felą. Pociągnę ją za język, może coś opowie, jak kot kotu, miauczącą mową...
zaspana Felicja...
No i rozgadała się Felicja... Najpierw niechętnie, ale potem już ze szczegółami opowiedziała mi, jak tutaj trafiła. Jak przyszła, jeszcze bardziej niż ja - przestraszona, a w zasadzie ją przynieśli dobrzy ludzie, znajomi naszej Pani - latem 2005 roku. Jej poprzedni właściciele pogonili jej kota, nie chcieli już więcej jej głaskać. Błąkała się bidulka  po osiedlu mieszkań dwunożnych i nawet nie miała co na zęba wziąć, bo przecież w takim labiryncie murowanych chat nie uświadczy myszy, nawet chudej jak kościelna... 
Bała się Fela nowego domu, a w nim królującej niepodzielnie tej suki Bielucha, bo nie miała żadnych doświadczeń z psami, nie wiedziała, do czego pies służy - więc przed jej niewyszukanymi pieszczotami umykała na schody i spoglądała z góry, i prychała...
Pan pracował w tym czasie w delegacji i do domu wracał tylko na weekend. Przywitała się z nim Felicja po swojemu: leżąc na kolanach przeciągała się i mruczała przymilnie, żeby w najmniej oczekiwanej chwili wbić swoje ostre jak szpile pazury w lewe udo Pańskie, aż krew pociekła... Z każdym, kto odwiedzał dom Państwa, Fela witała się tak samo, no może tylko nie za każdym razem aż do braterstwa krwi... Hehehe, wyobraziłem to sobie i opowiedziałem Feli,  jak ugryzłem Pana w ucho, jak wrzeszczał!!! Więc nawiązałem już z Felicją pierwszą, cieniutką jak przędza, nić porozumienia. Wprawdzie nadal mruczy nieprzychylnie, ale pozwala się zbliżyć. Myślę, że za kilka dni dogadamy się całkowicie.