Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

25 grudnia 2016

Święta bez Bolka

Zapóźniłam się w pisaniu, że uch! Ale z drugiej strony - kto to widział, by pies pisał pamiętniki? Oczywiście, zdarzają się wyjątki, a nawet słyszałam w pudełku zwanym radiem, że jeden dwónóg czytał pamiętniki Paska - to by znaczyło, że przedmioty także umieją przemawiać. Do mnie jeszcze bardziej od miseczki, przemawia zapach kiełbas albo kotletów - to jest naukowo udowodnione!
W domu nastał czas Bożonarodzeniowy - Pani i Pan sprzątali swoje legowisko, szykowali przeróżne pyszności. A potem zapakowali mnie w budkę, Bieluszce powiedzieli "Adieu!" i jak zwykle, pojechaliśmy obchodzić te narodzenie... W nocy, o północy, kiedy szykowałam się coś powiedzieć Państwu w ich narzeczu, poczułam Bolkową woń... Ale to było tylko mgnienie - zapach splątał się ze smażoną rybą. 

01 maja 2015

Co się czai za płotem

trawię kolację...
Już chodzę, gdzie tylko chcę - Państwo obdarzyli mnie zaufaniem! W końcu przetrzymałem ten marzec i dodatkowo kwiecień, a w pierwszym dniu maja poszedłem na obchód otaczającego mnie świata... Po powrocie z przebieżki rozmawiałem z psami przy misce, i one zaczęły wspominać historie sprzed lat, opowiadane wśród tutejszych czterołapów. Wspomnienie dotyczyło jednego z moich poprzedników, łaciatego kota o imienu Filon vel Felek... 
Tenże Filon, jak wszystkie koty u Państwa w domu, chodził swoimi drogami, po okolicy. A wokół było inaczej niż teraz - budowały się  nowe domy, na miejscu starych, zrujnowanych chałup. I właśnie jednego dnia, a właściwie wieczora, Filon przyszedł na wieczorny posiłek z łapą rozciętą niemalże do kości! Gdzieś zapewne przemykał się po budowlanych zakamarkach i natrafił na rozbite szkło... Państwo zaraz mu tą ranę opatrzyli, na swój dwunogi sposób - użyta została utleniona woda do dezynfekcji, a potem zabandażowali mu łapę, i odjechali (był to czas świąteczny, więc Państwo pojechali na Boże Narodzenie do rodziców Pani). Gdy powrócili, Filonowa łapka wcale nie była lepsza - widocznie medycyna dwunogów nie działa dobrze na kocie ciało. Więc powieżli Państwo Filona do kliniki dla małych zwierząt. Tam, w poczekalni - istny armageddon: chore psy, niezdrowe króliki i ranny kot Filon... Za drzwiami gabinetu jakiś inny kotek tak się nie poddawał badaniu, aż jego krzyki świdrowały uszy wszystkich czekających... Strach ten udzielił się również Filonowi, trząsł się jak w febrze, ledwo co go Pani utrzymać mogła... Następnie wyszła dwunoga doktorka, w rękawicach po łokcie, i wzięła się za Filona. A Filon spokojny, rozluźniony, cierpliwie znosił badanie, nie krzyczał, bo wiedział, że tu mu pomogą - zaprzeczenie poprzedniego pacjenta... Aż go dwunoga pani doktor pochwaliła za dzielność!
Filon
Skaleczenie Filona na tyle było poważne, że musiał zostać na noc w zwierzęcym szpitalu, połączonym z hotelem - rana musiała być oczyszczana pod narkozą, a potem zeszyta. Państwo wrócili do domu. gdzie powitały ich psy: Koko i Muszka - smutne od rozłąki z Filonem. Koko nawet nie chciała nic jeść, tak przeżywała stress... 
Na drugi dzień Filon powrócił, cały dumny, wychwalany przez pracowników hotelu, że wcale się nie bał psów - a czemu by miał? Wszak z psami żył na codzień... 
Będę uważał, rozglądał się dookoła - nie chciałbym za żadne skarby trafić na stół operacyjny! Mimo że medycyna poszła do przodu, to lepiej trzymać się z dala od skalpela, choćby i w dobrej sprawie użytego...

27 grudnia 2014

Święta, święta i... po świętach

Ech! Miałybyć te święta taaakie długie, a tu ot, jak ogonem machnął: kolacja wigilijna przeciągnęła się blisko do północy, a potem dwunodzy wcale nas nie słuchali, tylko pobiegli do kościoła na "mszę". Więc i my, nic nie mówiąc, zaszyliśmy się w swoich legowiskach. Następny dzień też wcale nie jakiś tam odmienny, przynajmniej dla mnie. Trochę pospałem u Państwa w pościeli, potem zjadłem sucharków, poganiałem się z Bieluchem, popiłem mleka i znowu pospałem. Normalka! Codziennie tak robię, więc nie widziałem żadnej różnicy. Dopiero wczoraj z okna dojrzałem coś dziwnego - z góry spadało takie coś białawe, jakby ktoś mlekiem sikał. Od Bielucha dowiedziałem się, że to jest "śnieg", ale nie wiem nadal, do czego on służy, bo Państwo nie wypuszczają mnie za "drzwi". Czy on spada tylko na święta? Z czego jest zrobiony? Felicja mówiła, że jest "zimny"...  
Kolejny dzień identyczny do poprzednich - co te dwunogi widzą w tych świętach? Przereklamowane! Fakt, odwiedził nas jeden inny, mniej znany człowiek, ale zabawa z nim taka sama, jak z Państwem - a to go zębami za palec, a to pazurkami gdzie bądź! Dosypał mi sucharków, więc chyba jest "dobry"... Państwo orzekli zgodnie, że urosłem. Pewnie to od tego "śniegu"... Ciekawe, jak długo rosła Felicja? Czy będę kiedyś taki, jak ona? Od tych pytań mąci mi się w głowie - pójdę, pobawię się z Chili. 

                  

23 grudnia 2014

Wigilia Wigilii

Powinna być taka!
Prace domowe idą pełną parą. Pan biega z miotłą i mopem, szura nimi po podłodze, z czego robi się czysto. Pani szykuje potrawę za potrawą, każda kolejna bardziej wymyślna od poprzedniej. Dziś zrobiła śledzie, wczoraj "pasztet", a ma być "dwanaście" dań! Wszystko ma być gotowe na Wigilię - potem to już się nie liczy... Już wiem, co to takiego ta "Wigilia" - Bieluch i Felicja zgodnie twierdzą, że późno, późno wieczorem wszystkie zwierzęta zaczynają mówić głosem dwunożnych. I dlatego te przygotowania takie uroczyste - bo dwunogi tak normalnie, to tylko udają, że nas rozumieją... Ale to tylko nasze zdanie - dwunogi mają na ten temat inne wytłumaczenie: to wszystko na pamiątkę wydarzenia sprzed 2000 lat, gdy w "stajence" urodził się pewien malutki, chociaż wielki człowiek, któremu dali na imię Jezus. I od niego wszystko się zaczęło! To było pierwsze "Boże Narodzenie"! 
Och, kurtka na wacie! W "telewizorze" widziałem, jak wygląda "choinka" goła i jak wygląda "ubrana"... A ja, głupi Bolek, myślałem że choinka w kącie stałaby w futerku...
W domu naszych Państwa są dwie choinki, mała i całkiem ogromna. Niestety, obie schowane na piętrze. Już mówiłem, że Pani wymyśliła dekorację "abstrakcyjną", żeby mnie nie kusiło poznawanie przez przewracanie... Trochę mi szkoda, bo podobno pod "tradycyjną" choinką zawsze są jakieś "prezenty". Może dostałbym "mysz"? Ech, co drugie słowo, to jakieś nowe! Uczę się i uczę - może wkrótce zostanę "uczonym"?