Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skoki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skoki. Pokaż wszystkie posty

30 lipca 2016

Wspinaczki kontrolowane

przed szczytem...
Witajcie, pośrodku lata! Nocne powietrze jest bardziej niż ciepłe, a ja, wzorem mego imiennika - alpinisty, trenuję przemieszczanie się w pionie!
Bo moi Państwo śpią przy otwartym oknie - a ja przywykłem do wypróżnień pod krzakami... I jak tu pogodzić komfort snu z innymi wygodami? Potrzeba zmusiła mnie do uprawiania nocnych wspinaczek - wychodzę normalnie (skaczę na oślep w ciemność ogrodu), a wracam wspinając się po drewnianych elementach tarasu... Pan mi tylko troszeczkę pomógł, ustawiwszy podest z deseczek. Więc jak rasowi himalaiści, przed osiągnięciem płaszczyzny szczytu mam punkt wypoczynkowy, nazywany w slangu dwunogich bazą. Żeby być sprawiedliwym, z tej bazy korzystam czasem też w środku dnia - z góry widać wszystko o wiele lepiej... 

26 kwietnia 2015

Skoki semestralne

Ech, kocie życie upływa szybko! Ani się kot nie obejrzy, a już po marcu maj puka nieśmiało do drzwi tarasu... I już z matematyki, nieważne czy kociej czy dwunogich wynika, że żyję już pół roku! Już jestem starym kotem (tak mi się wydaje...) Ale w duszy nadal odczuwam młodzieńcze wzloty - od kilku dni trenuję skok wzwyż, z rozbiegu i z miejsca - żeby złapać w locie te fruwające żyjątka... Państwo wydzielają mi jak na lekarstwo wyjścia na taras, choć pozwalają zwiedzać wszystkie zakamarki podwórza. Byłem już w drewutni, w której w ogóle nie ma drewna, tylko jakieś Pańskie szpargały, zaglądałem do garażu, gdzie mieszkają dwukołowe pojazdy (dla dwunogów chyba w sam raz). Nie byłem jeszcze w lochu, gdzie płonie żar, ogrzewający dom Państwa, ale za to obwąchałem dokładnie worki z węglem. Wszystko po kolei zobaczę!
A przedwczoraj znów wpadłem w ramiona Andrzeja i Joli - którzy przynieśli Panu jakieś urządzenie, podobno do przewracania drzew. Na szczęście Pan je potem zabrał mi z widoku... Ale wygłaskali mnie za to - mogą co drugi dzień znosić różne żelastwo, jeśli miałbym tak być głaskany...

22 kwietnia 2015

Pomiary według Bolka

przeszywam Cię wzrokiem!
Oto ja, Bolesław! Od wczorajszego wieczora do dzisiejszego poranka, praktycznie bez zmrużenia oka, zajmowałem się metrem! Gdyby ktoś chciał spytać, to nie było wiekopomne dzieło dwunoga Józefowicza, tylko stalowa taśma, którą Pan trzymał w kuchni wysoko, poza zasięgiem moich łap. Ale to, co było dobre, kiedy tylko przybyłem do tutaj, teraz nie oparło się memu kociemu sprytowi i zwinności... Zerwałem tą taśmę z wieszaka - legła na posadzce jak wąż na baczność, wydając odgłos bliski uszom rodziny dwunoga o nazwisku Trojanowski, rodem ze Zwierzyńca, nomen-omen... No i zaczęła się zabawa, czyli trudy nocnych pomiarów - miarka wysmykiwała mi się z łap, nie poddawała zębom, ślizgała pod szafkami. Spociłem się przy tej robocie jak mysz. A o poranku, kiedy Pan mi robił fotkę, okazało się, że mam oczy jak ostatni syn Kryptonu... Ciekawe, kiedy będę mógł wzrokiem dziurawić torby z jedzeniem?

16 kwietnia 2015

Obdukcja

Lecę gdzie chcę!
Gwoli wyjaśnienia zainteresowanym i współczującym: nic mi się nie stało, bo ja fruwam ponad przepaściami! Upadek wręcz mnie wzmocnił - teraz kombinuję, jak wskoczyć na witrynkę w salonie albo na górny rząd szafek w kuchni. Już swobodnie wchodzę do kabiny prysznicowej, do wanny - tylko do sedesu mam wstręt od czasu niechcianej kąpieli. Kiedy już wypuszczą mnie na podwórko i nie będą wciąż chuchać na łapy, wlezę na to drzewo, co na sąsiedniej działce rośnie, i skoczę z samego czubka, lepiej niż na bungee!

12 kwietnia 2015

Polowanie na muchy

śledzę te latające potwory...
To ja, Wasz Bolo Śledzący! Wczoraj Państwo pobrali Chilusię i pojechali gdzieś (już wiem, że jadą, bo zabierają budkę ze sobą) na cały dzień. Po powrocie Chili znowu mi opowiadała o bezkresnych przestrzeniach działki, o leżeniu na słońcu i o tym, że dostała kość jak ona sama wielką. Nie chciało mi się wierzyć, że są takie duże gnaty, dopóki Pan nie dał Bieluszce takiego samego golenia. Ogromny! Bieluszka walczyła z nim przez cały wieczór! 
Wieczorem leżąc na oparciu kanapy obserwowałem, jak psy poszły na podwórze. Kiedy powróciły, za nimi wślizgnęła się jakaś latająca potworność - brzęcząca pod sufitem, bzycząca na szybie okna. Próbowałem do niej podskoczyć, dosięgnąć i sprowadzić do parteru, ale była za szybka i za wysoko... Dziś rano kość już nie budzi nijakiego zainteresowania, ostrugana z resztek mięsa pracowitymi zębami Bieluszki. A mucha (tak nazywa się ten fruwający potwór) jakby nabrała siły - wkurza mnie tym brzęczeniem i wymachiwaniem łapami, jakby pokazywała mi, że mogę jej skoczyć. Więc skaczę, niech nie myśli! Pani mi zabrania i krzyczy, bo w ferworze polowania raz zaczepiłem obrazek, raz firankę i sześć razy klamkę. Pani nie ma w sobie żyłki myśliwskiej... 
Ach, byłbym zapomniał - a to też ważne: dziś pozwolili mi wyjść na podwórko! Byłem w jakiejś szopie którą Państwo nazywają drewutnią i w której jest mnóstwo przedziwnych szpargałów - opowiem o tym dokładniej w następnej notatce... Na tarasie jest super ciepło, a jeszcze jest wokół coś takie zielone i miękie, nazywane trawnikiem - psy na to sikają. Trzeba będzie zbadać toto bliżej...

02 lutego 2015

Kocie rozterki

Już nie wiem, jak z tymi Państwem żyć! Wciąż nie spełniam ich oczekiwań, jaki miałby być młody  kot! Śpię w dzień - źle, harcuję w nocy - też źle, mocuję się z psami - no, jako tako... Ech, kiepska jest kocia dola! Pani krzyczy "Apsik!" - co to znaczy, nie wiem, pewnie jakieś przekleństwo dwunogich. Pan za to nic nie krzyczy, tylko delikatnie mnie odsuwa, zwłaszcza gdy podstawiam mu do powąchania swój przepiękny ogon. Pan mówi, że kocha dobrą muzykę - może polubi i te kocie reggae? 

Staram się ze wszystkich kocich sił, bo polubiłem już tych Państwa. Gdzie mi teraz byłoby iść w świat - z węzełkiem wypełnionym moimi skarbami? Drugiego takiego domu przecież bym nie znalazł...