Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty

31 stycznia 2021

Kto i co jada - Felicja opowiada!

Reakcje na ludzkie jadło...

Dziś Wam powiem o jedzeniu, bo to ważna rzecz w życiu - je się po to, żeby żyć! Chociaż niektóre dwunogi odwracają to stwierdzenie i mówią że żyją po to, aby jeść! Ale nie będę rozważać pomysłów ludziów - najważniejsze są nasze żołądki...

Te psiostry czarnej maści - Chili i Sabina, to oprócz swojego uwielbiają jedzenie dwunogów! Mięso, owoce, warzywa - wciągają praktycznie bez wyjątków. A przecież ich pantata ma dla nich specjalny rodzaj chrupadła - osobny dla Chili i osobny dla Saby. Patrzę na ichni apetyt ze zgrozą - mój człowiek daje mi chrupiące granulki tak pyszne, że z nikim bym się nimi nie podzieliła! Wspólną mamy tylko wodę (chociaż mam także własną, zawsze pełną miseczkę). 

Owszem, zdarzy się czasem, że zatopię zęby w pokarmie dwunogów - ale to bardziej z ciekawości, czym smakuje to, co tak radośnie zajadają. I powiem Wam - wcale to nie jest takie dobre, jak wygląda. Sto razy wolę swój granulat, niż frykasy z pańskiego stołu!

18 stycznia 2021

Sikorki tańczą na rurze!

Tańczy pani sikorka czy pan sikorek?

 Siedzę sobie w oknie i patrzę na te mniejsze dwunogi, zwane ptaszkami. Podobno te tutaj to są niejakie sikorki... Przylatują skądeś, gdzie nigdy w życiu nie byłam i wykonują różne skomplikowane figury akrobatyczne na tej rurze, którą mój człowiek napycha ziarnem. Bo one jedzą ziarno, a ja - takie pyszne sucharki... Jak wszyscy tancerze, mają zgrabne ciała i piękne nogi! Ech, złapać takiego ptaszka, zaciągnąć go do swojego legowiska i trzymać tylko dla siebie! Żeby mi tańczył, jak ja mu zagram...

To tylko marzenie, choćby nawet kocie - one tam swobodnie sobie fruwają gdzie chcą, a ja siedzę tutaj na parapecie. Dzieli nas wszystko, a zwłaszcza szyby okienne... Ale z drugiej strony - wolę najedzona patrzyć na fruwające piękności z daleka, niż polować na nie, żeby nie zdechnąć z głodu!

14 stycznia 2021

Oswajam tych swoich ludzi...

psy szczekają a kotu to wisi!

Już prawie cztery dni, jak jestem w nowym domu! Moi ludzie są całkiem fajni - nienatrętni, nie zabiegają o zabawę, pozwalają spać kiedy tylko chcę - ach, nawet nie wiecie, jak ja umiem spać! Jem różne rzeczy - dziś na przykład dostałam ścinek szynki, kawałek kiełbasy, kąsek galertu i odrobinkę schabu! To tylko takie frykasiki - bo w misce mam cały czas suchą i mokrą karmę (do wyboru), no i wody pod dostatkiem! Nic nie muszę robić - wystarczy, żebym była. Pieseły pomalutku także oswajam - duża, ta bardziej czarna psica szaleje za mną - wczoraj wylizała mi całą głowę - musiałam się umyć po tych pieszczotach, chociaż było miło... Gorzej mi idzie z małą chichuahuą - próbuje mnie zakrzyczeć swoim piskliwym haukaniem, ale nie ze mną takie gadki! Dam radę i jej!

27 lipca 2019

Robal - potwór z działek

robal z bliska
Dziś jesteśmy z Chilusią na działce. Do tej działki jedzie się autem, więc nie bywamy tam często, szkoda. Ale warto tam bywać, kiedy tylko się da! Na działce jest domek, a w nim (w jednym z pomieszczeń) -  cudowne łoże, pod którym sypiam z rozkoszą, i na które czasem pantata pozwoli mi wejść! Podczas działkowania czasami odwiedzają państwa różne zaprzyjaźnione dwunogi. Bolek znał ich wszystkich, a ja powoli poznaję przy różnych okazjach - pamiętacie, jak się skąpałam w wannie z deszczówką? Znam już zapachy: Andrzeja i Joli, Olgi i Konrada, a nawet Bożenki i Aluni. Każdego z tych dwunogów polizałam - lubię sie tak witać! Dziś też jest zgromadzenie przyjaciół przy stole - na pewno wieczorem będzie można coś dostać na zęba...
Zanim nastał czas wieczerzy, pojawił sie skądeś robal, ogromny jak smok - i zasiadł na oparciu leżaka. Może to był władca mokradeł, co są bliżej jeziora? A może przybysz z dalekich, egzotycznych krain? Pantata zrobił mu foto, na świadectwo, że nie wymyśliłam go sobie. I zaraz potem robal się podział, a my z Chilunią zajęłyśmy miejsca strategiczne - pod stołem. Bo dla nas pełny żołądek jest najważniejszy!
 

22 kwietnia 2019

Wielkanoc, dużydzień...

relaks za domem

Hau-hau! 
Witajcie, dwunożni!
Dziś szczekam do Was z daleka od naszej chaty - Pantata z Paniąmamą załadowali nas do auta, wraz z całym naręczem przepyszności słodkich i nie, przygotowanych przez Panią dla całej hordy dwunogich (Państwo na taki tłum mówią "rodzina") - i pojechaliśmy gdzieś, na koniec świata (tam byłam już ze dwa razy!) - do miejsca o obiecującej nazwie "Jeziórko". Bo to, uważacie, mają być jakieś tam rodzinne Święta! Jedzenie było faktycznie, odświętne - jakieś pachnące gnaty, skórki z kiełbasy i chrupki. Udało mi się też upolować kawałek jajka, które spadło ze stołu...
Okazało się, że teraz nie było dla mnie miejsca do kąpieli, bo to maleńkie jeziorko było prawie puste! No, ale za to dwunogi dziś rano polewały się wodą z butelek, sikawek i wiader i nawet im to sprawiało przyjemność (zwłaszcza gdy udało się oblać kogoś innego)... Mnie to wcale nie bawiło, więc przyglądałam się wespół z psiostrą Chili ze stosownej oddali, chociaż mimo wszystko zostałyśmy ochlapane, fuj! Wreszcie harce ustały, a Pantata wyszedł z nami na tyły domu, i tam wygrzewaliśmy swoje wilgotne ciała w promieniach słońca. Pantata chciał nam pyknąć kilka fotek, więc pokazałam, jak mi dobrze leżeć na tej trawce. I jak myślicie - ładnie leżę?


01 grudnia 2018

Zapachy, wokół zapachy...

 

Chuchnij! Piłaś?

Według tych kartek, które dwunogi zrywają czy przekładają co jakiś czas na ścianie albo w książce, to dzisiaj jest Światowy Dzień Puszczania Bąków! Uczciłam to święto nad wyraz solidnie - nawet Pantata, który jest miłośnikiem zapachów egzotycznych - kręcił nosem... Bo w misce były takie fajne ścinki z kapusty i kość szpikowa, i wątroba z martwej świni, i szyja ptaka zwanego indykiem, i skóra z dorsza - była uczta na miarę Lukullusa! Skóra z rybki została na deser i nie umyłam po niej zębów. Pewnie dlatego kadziło mi z pyska trupem... Ja sama siebie nie obwąchuję (szkoda mi nosa na bzdury!) więc opowiadam, co mówiła mi psiostra Chili. Natomiast podczas spaceru wręcz upajam się obcymi lub znajomymi zapachami: a to jakiś psubrat nasikał pod drzewem, a to ludź splunął, a to kot potrącony przez auto wyzionął ducha czy w końcu jakaś psiostra przykucnęła...
I za każdym razem jest to inna mieszanina pachnideł! Uwielbiam wąchać - czyżbym była uzależniona?

16 września 2018

Sercowe rozterki

organ miłości
Wczoraj albo przedwczoraj Pantata nam dał do zjedzenia taki przepyszny fragment wołu - bez żadnego tłuszczu ani żył! To mięsko nazywa się "serce" - i podobne jest bardzo z wyglądu i kształtu do takiego, wyciętego scyzorykiem przez durnego dwunoga na korze drzewa, które kiedyś obsikałam. W czasie, kiedy ja swój kawałeczek pomału żułam w zaciszu budki, a Kika swój przydział połknęła jak pigułkę - w szklanym pudełku dwunogich pokazywali jakiś "film". Było w tym filmie o dwojgu młodych dwunogów - ten samiec mówił do swojej samiczki, że kocha ją, całym sercem. Zastanowiło mnie to, bo serce to serce, takie same jest kurzecze, świńskie, wołowe (tylko niektóre mniejsze) - to i dwunogi mają chyba podobne? Ja w swoim pożywieniu nie znalazłam niczego do "kochania", chociaż uwielbiam pyszne jedzonko - więc o co chodziło tym na ekranie? Inna rzecz, że my - czterołapy, bezwarunkowo uwielbiamy nasze Państwo. I Państwo nas bardzo lubi - ale żeby łączyć uczucia z konsumpcją? Psiboże! 

05 września 2018

Pan profesor Pan

Jutro sprawdzian!
Mniejsze, młode dwunogi zakończyły podobno czas wypoczynku i znów chodzą do jakiejś tam szkoły. Tam ich podobno uczą starsze dwunogi - jak wyciągać pierwiastek, z czego składają się kamienie, gdzie się stawia przecinek albo w którym miejscu jest najwięcej tego, co niby jest cenne... 
Nas takie sprawy wcale nie interesują - ale w naszym stadku nauka jest niestety także obowiązkowa! Państwo wciąż nas strofują (głównie młodocianą moją siostrę przyrodnią, Kikę), czasami nagradzają i ciągle sprawdzają, czy pamiętamy to, co kiedyś ktoś nas nauczył.
Ja najlepiej umiem spać w budeczce i szczekać na kolegę naszego Pana, niejakiego Zenka. I jeszcze umiem prosić o coś pysznego, co tam Państwo jedzą, czego by nie jedli - śledzie, zupę grochową czy lody... 
Co do Kiki, to nauczyła się już leżeć na kanapie i przymilnie lizać ręce Pana. A skąd wiedziała, jak zakraść się chyłkiem i pogryźć buty Państwa niepostrzeżenie, acz dotkliwie? Kto ją wyszkolił z metod zakopywania kości pod drzewami? Dobrze, że wie, gdzie się robi siku! 
Nasz Pan wciąż jej tam mówi, co wolno a co nie wolno. Czasami to się sprawdza, ale częściej Kika zapomina, czego znów tam nie wolno. I nauczanie trwa i trwa - może kiedyś zapamięta? Dobrze, że Pan jest łagodny i nie naucza batem!

07 sierpnia 2018

Kości zostały rzucone!

Znaczek skarbowy - według psa...
Od czasu, kiedy w naszym stadzie zagościła czarnowłosa suczka Kika, coraz częściej w miseczce pojawiają się te najcudowniej na całym świecie pachnące, obrośnięte mięsem lizaki, smoktaki i gryzaki! Państwo mówią na toto w skrócie: kości. Ale coś im się chyba pomyliło - kości to ja i inne pieseły mamy w nóżce, a Kikusia nawet w plecach - i nie ogryzamy, nie ssiemy sobie łap?
Podobno te (no, niech tam, niech będą nazywane kośćmi) elementy są bardzo zdrowe - mają w sobie wszystkie witaminy, potrzebne psom do życia. Najbardziej to one nam są potrzebne do upajania się smakiem i do siłowania się między sobą - która dłużej będzie pilnowała swojej zdobyczy! Takie drobniejsze zjadamy szybciutko, a takie większe, to według uznania. Ja swoje trzymam w swoim domku - mam je zawsze na oku. A Kika swoje skarby unosi do ogrodu i wkopuje pod drzewami - może ma nadzieję, że wyrosną z nich nowe?

02 lipca 2018

Dzień Pieseła

świętujemy!
Wczoraj było nasze święto! W kolorowym pudełku dwunogich jeden obwieścił - Państwo samo z siebie to pewnie by nie pamiętało... Ale jako że Pan zawsze ma coś dla nas, to dostałyśmy z Kiką po solidnej porcji mięska z warzywami. Dwunogi nazywają toto "śniadaniem". Potem Państwo także przystąpili do wspólnej miski. Ich jedzenie wcale nie było takie piękne - jakieś pieczywo i coś tam na dokładkę, i obowiązkowy kubełek brązowej jak moje oczy cieczy, nazywanej jakoś tak: "siorbata" albo "herbata"...
Ale najlepszy był deser - dostałyśmy (każda z nas osobno!) po kawałku cudownie pachnącej kości! Psiboże! Szybciutko zaniosłam ten skarb do swojej budki, żeby się delektować aromatem zdechłej świnki! Kika - ten nienasycony żarłok, swoją część wyniosła na taras i tam wgryzała się weń, rozsiewając wokół woń... 
Pani nie była zachwycona tym zapachem, mówiła nawet, że nam będzie spomiędzy zębów "śmierdziało" i robiła przy tym niemiłe grymasy. A, co tam - pośmierdzi i przestanie. Za takie smakołyki dałam Panu ognistego całusa - bez wzajemności... 
Dlaczego???

16 stycznia 2018

Dzień pikantnych potraw

Chili con Carne - żarcie ma moje imię!
Dziś jest światowe święto Pikantnych Potraw - czyli moje! Przecież to ja mam wpisane w dokumentach rodzinnych, sięgających do arystokratycznej piątej prapraprababki wstecz i takiegoż dziadka, a które to dostałam po urodzeniu i zabrałam na drogę do moich pierwszych i drugich Państwa, imiona: Chili Pepper de Tricolor! A przecież w świecie opasłych od zjadania pyszności dwunogów, przyprawy: pieprz i chili to bardzo pikantne posypki...
Ciekawe, że pomimo posiadania imion tak ostrych jak brzytwa, nie jestem zwolenniczką takiego jedzenia? Wolę raczej takie świeże, nie doprawiane mięsko, najchętniej fragmenty jakiegoś młodego wołu. Nie pogardzam również drobiem ani świńskimi podrobami - mój stosunek do serc czy wątróbek jest bardzo pozytywny! Natomiast ryby lubię usmażone - z niecierpliwością drętwieję u stóp mojego Państwa, oczekując, aż spadnie na podłogę kręgosłup czy skóra z dorsza...
W domowych opowieściach o superpsicy imieniem Koko wciąż przewija się epizod z solonymi śledźmi. Kokusia była bardzo grzecznym psem i nie potrafiła odmówić poczęstunku, zwłaszcza od babci mojego Pana, co potem odchorowała (i przy okazji umęczyła Panią). Pomna tej przypowieści - w życiu bym nie wzięła między zęby jakiegoś tam śledzia! A fuj!

01 października 2017

Ptak na urodziny

Składajmy życzenia!
Dziś jest Światowy Dzień Ptaków (i urodziny naszego Pana)! Z tej okazji leżałyśmy z Bieluszką pod stołem w kuchni. Państwo na stole coś tam chlupali w szklankach i żuli, a my cichutko! Ale w końcu coś tam ze stołu spadło i jak zwykle prysła zażyłość a wywiązała się walka o kęs... A taki ptak, którego dzisiaj świętujemy, to cały czas musi uważać, żeby zjeść coś konkretnego. Bo od machania skrzydłami to tak się zmęczy, że co chwilę musi dziobnąć. Jak suche ziarenko mu się trafi, to popić trzeba. A nie zawsze jest blisko coś mokrego - trzeba polecieć za róg albo dalej. Więc znowu musi coś przekąsić - patrząc z tej perspektywy, że syty głodnego nie zrozumie - ciężko i słabo być ptakiem... My czterołapy, mamy lepiej - dają nam prosto do miski chrupki, czasem jakiś fragment mięsa albo choć kość, wodę mamy zawsze na wyciągnięcie łapy. I przywiązujemy się do naszych Państwa na dobre i na złe. Oni podobno też nas kochają... 
Chyba po stokroć wolę nie być wolna, jak ptak. Bo któżby pokochał ptaka? Chyba tylko Bolek, przed zjedzeniem...

23 lutego 2017

Wyżerka z doskoku

sroczka
To nie do opisania, co się wyprawia w świecie ptaków! Dla przypomnienia - to takie małe skoczne i szybkofruwne dwunogi, którym bliżej do nas, niż ludzi... Otóż te kolorowe ptaszki tylko tak dla niewprawnego oka wyglądają dystyngowanie.
W rzeczywistości - większość dnia spędzają na gorączkowym poszukiwaniu czegoś na ząb, przeważnie w pobliżu śmietnikowych altan, co plasuje ich w roli meneli...
sójka
Ponieważ nasi Państwo mają miękie serduszka, pomagają tym skrzydlatym dwunożkom, jak umieją. Na wystających tam i ówdzie patykach, kratach i rurkach wieszają słoninowe sople. Sama bym tam pofrunęła, chociaż nie mam skrzydeł, za takim specjałem! W przemyślnie podziurawionej rurze zalega mieszanka ziaren, wymłóconych pracowicie przez Panią. W skorupie z megaorzecha jest tłusta zakąska. Nic dziwnego, że w pustawym zimą powietrzu podwórka od rana słychać nawoływanie sikorek, gołębi, srok, rudzików, sójek, mazurków a nawet kawek - "Chodźcie tu, coś sobie dziabniemy!"

11 listopada 2016

Nadchodzi zima...

Podaj cegłę!
To ja, Chilusia, teraz do Was mam słów kilka! Już minęły dni ciepłe, spędzane na beztroskim obszczekiwaniu pojawiających się nieopodal dwunogów. Teraz Państwo wypuszczają nas na sikanko i zaraz przymykają drzwi do ich królestwa. Za to po podwórku uwijają się pobrudzeni zaprawą dwunożni - to z dnia na dzień coraz bardziej wznosi się odnowiony domek dla stalowego koteczka...
Aby szczeknąć i będzie znów wstrętny śnieg leżał na naszych ścieżeczkach... Ech, mówię wierszem, jak poeta jakiś znany, co napisał o jesieni...
Tęsknię wciąż za naszym Bolesławem, wspominam i czasami cichutko warknę: Bolku - dlaczego dałeś się złapać? Chciałeś być gwoździem programu, głównym daniem? To chyba źle pojęty kosmopolityzm...

25 października 2016

Dzień Kundelka

Hej, hej! A właściwie: hau, hau! 
Musiałam trochę się oswoić z komputerem - że Pan puka w jakieś takie równo poukładane kosteczki, i z tego wychodzą głosy zrozumiałe dla dwunogich... A, co tam! Niechby i dłutkiem rył albo wiązał supełki wzorem praprapraprzodków moich Państwa Meksykanów - najważniejsze, że dogadujemy się! 
pies - poliglota...
Dzisiaj mamy święto Bieluszki - bo dziś Dzień Kundelka! Z tej okazji nie gryzłam jej za nogę, kiedy wskoczyła zadziwiająco raźnie (jak na swój wiek) na Pańskie kolana. Zazwyczaj nie pozwalam jej na takie spoufalanie - Pan jest mój, i tylko mój! A od Pana dostała moja koleżanka sporą garść sucharków (chyłkiem trochę jej pomogłam wychrupać tą michę)... Wieczorem, kiedy Państwo pójdą spać do swojej górnej budki (nigdy tam jeszcze nie byłam, po schodach nie chadzam, to psu nie przystoi!), wybieram się na imprezę - do Bieluszkowej rezydencji pod kuchennym stołem. Mam nadzieję, że będzie się działo!

14 września 2016

Cienki Bolek

No, można o mnie powiedzieć wszystko, oprócz tego, że jestem opasły, jak jeden mój dwunogi imiennik! Ale to nie jest z powodu, że mnie Państwo głodzą - wręcz przeciwnie: od kiedy zasmakowałem w luksusie saszetek z sosem - dostaję rankiem i wieczorem solidną porcję mięsiwa! I jeszcze przed snem mogę sobie podeżreć suchego - i ciągle jestem szczupły! Inna rzecz, że wciąż się gimnastykuję - w nieustannej pogoni za ptaszkami wchodzę na drzewa i z nich zeskakuję... O, aż mi się zrymowało! I w dodatku nikt mi nie narzuca takiej postawy - sam tak o siebie dbam! Cóż, muszę o siebie dbać - przecież niebawem skończę dwa lata, a to poważny wiek!


29 sierpnia 2016

Kocie naczynia

prezent dla Pani
Ta moja Pani to jest kochana! Od czasu, kiedy zasmakowałem w niesuchych potrawach, prawie zawsze mam rano i wieczorem miseczkę przepysznego czegoś w sosie albo galaretce... Czekam grzecznie na swoje pięć minut, ale w duchu drżę z niecierpliwości, kiedy w końcu stoliczek się nakryje... Dania trochę różnią się smakiem, ale generalnie - wciąż otrzymuję potrawy najwyższej jakości! I jak tu nie kochać takiej Pani? To uczucie podzielają także i inne dwunogi - na przykład od jednej Dorotki, wielbicielki moich słów - Pani otrzymała kubek z podstawką z kocim wzorkiem - będzie pijała zapewne z niego herbatę! Wszystkim nam: cztero- i dwułapom ten fant się podobał! To nie jest przykład odosobniony - Pani często dostaje od swoich koleżanek, a czasem też od Pana przeróżne rzeczy! Niektóre z nich, a nawet większość - nie nadają się dla mnie - no cóż, ja mam jakby nie było, cztery łapy i trochę inny gust...

16 lipca 2016

Poznacie po owocach...

ukochane jadło Chili
Oto znów ja - Bolesław, niestrudzony grafoman internetowy! Mam ból głowy, tyle tematów wokół - od którego zacząć? Może od owoców - podobno ten czas teraz dwunogi nazywają latem, a czasem "sezonem ogórkowym"... Z tymi ogórkami to akurat prawda, bo moi Państwo wciąż pchają takie zielone balaski do słoja, zalewają jakąś miksturą, a potem wyjmują po jednym albo dwóch i jedzą. To nosi nazwę "małosolny" - a czy widział ktoś dużosolnego? Podobno Pan raz zrobił taki przetwór na zimę, co pochłonął wszystką sól domową - wbrew Pani wskazówkom... 
Ja nie jestem owocożercą - wystarczą mi moje sucharki i saszetki (och, motyla noga, tak - pokochałem saszetkowe dania!). A Chili to może jeść wszystko, jak leci! Uwielbia śliwki, jabłka, pomidory, czereśnie, winogrona (winogron jej absolutnie nie wolno, ale zjadłaby każdą ilość), arbuzy, melony, awokado, kaki, kapustę, paprykę i jeszcze milion innych, nieznanych mi z nazwy płodów rolnych. Nauczyła także Bieluszkę - teraz wespół wsuwają czereśnie, jabłka i śliwki, złasowane od Pana! A ponieważ chwilami jest gorąco, to i lodem nie pogardzą, a nawet sorbetem lub mrożoną kawą, fuj!!! 

08 lipca 2016

Dieta dla niezdrowego

chcę więcej pyszności!
Wasz konfident Bolek się melduje, znowu Was będę zasypywał wieściami z życia naszego stada!
Dzisiaj opowiem o pysznościach, które nasza kochana Pani podaje Panu - głównie o galarecie z dużą ilością mięska, drżącej jak osika albo przestraszona mysz, pachnącej narkotycznie i zimnej jak nogi martwego kota Eskimosa... Bo owo danie jest podobno wręcz niezbędne do prawidłowego wyleczenia uszkodzeń kości i stawów! 
Dlatego nasz Pan, poszkodowany w wypadku, obżerał się tym specjałem, wygotowywanym ze świńskich kończyn... 
A ja, kiedym doznał kontuzji łapy - również otrzymałem porcję takiej śliskiej potrawy. Och, pachniała mi potem noga - nie, nie potem, tylko jedzeniem... Ta potrawka dla mnie mieszka w takiej torebce - po przełożeniu do miski pochłaniam ją błyskawicznie! Motyla noga! Szkoda, że goi mi się moja rana, już chodzę zwyczajnie, na czterech - bo i kończy się zapas galaretowatych saszetek... Powiem Wam w tajemnicy - za takie wspaniałe żarcie dałbym sobie połamać wszystko, łącznie z ogonem! 

19 stycznia 2016

Codziennik czterołapów

Zwyczajny dzień powszedni w naszej gromadzie wygląda tak: bladym świtem pobudka! Trąbka gra w telefonie i nasza kochana Pani wstaje, schodzi do kuchni i wypuszcza psy na podwórko. Ja też wychodzę - nie mogę się doczekać, kiedy mroźna wilgoć wniknie w rozgrzane snem łapy! To jest lepsze, niż prysznic spod kół auta! A psy - nieochoczo zimą wybiegają, oj, nie! Kluczą i kombinują, pewnie wolą umrzeć z powodu pęknięcia pęcherza moczowego, niż od chodzenia po śniegu - takie te nasze piecuchy psie... 
Potem Pan wstaje, szoruje kły i pysk, nakłada na siebie przeróżne tkaniny, a potem wraz z Panią wychodzą. Pan przeważnie zaraz wraca. Z tej białej szafy, wionącej chłodem wyjmuje dla Chili codzienny posiłek - kulę ze zmielonego wołu. W oczekiwaniu na rozpuszczenie się kulki czas mija niepostrzeżenie. Pan wciąż słucha jakiegoś pitolenia, jak z wytartej empetrójki (uwielbia to po prostu!) - posłuchajcie zresztą sami:
Ja zazwyczaj pokręcę się troszkę to tu, to tam i idę poleżeć. Czasem umyję sobie nogi najpierw, a czasem potem - żeby nie było monotonii!
Czasami do Pana przychodzą różni znajomi. O, wtedy jest fajnie! Tylko jeden, imieniem Zenek (kolega Pana, miły gość) wywołuje w Chili jakąś bezrozumną złość - szczeka i szczeka i szczeka, na trwogę i bez dania racji - oj nie polubi Chili Zenka, długo... Bywa także w czasie przedpołudniowym, że odwiedzi nas Dominika - wtedy jest naprawdę suuuper! Pogłaszcze, pomizia nas sprawiedliwie, czasem coś z Panem piją. Och, dawno już jej nie było! Może dlatego, że Dominika przemieszcza się za pomocą roweru, a w śniegu koła grzęzną i ślizgają się? Pewnie dopiero z wiosną nas odwiedzi...
Jeszcze innym czasem Pan gdzieś wychodzi - dwunogi też muszą nieraz wyjść, choćby zawierucha! Wtedy jest w domu cichutko, tylko woda w kaloryferach szumi... Ten szum działa na mnie usypiająco - och, jak ja kocham spokój!