Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galareta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galareta. Pokaż wszystkie posty

08 lipca 2016

Dieta dla niezdrowego

chcę więcej pyszności!
Wasz konfident Bolek się melduje, znowu Was będę zasypywał wieściami z życia naszego stada!
Dzisiaj opowiem o pysznościach, które nasza kochana Pani podaje Panu - głównie o galarecie z dużą ilością mięska, drżącej jak osika albo przestraszona mysz, pachnącej narkotycznie i zimnej jak nogi martwego kota Eskimosa... Bo owo danie jest podobno wręcz niezbędne do prawidłowego wyleczenia uszkodzeń kości i stawów! 
Dlatego nasz Pan, poszkodowany w wypadku, obżerał się tym specjałem, wygotowywanym ze świńskich kończyn... 
A ja, kiedym doznał kontuzji łapy - również otrzymałem porcję takiej śliskiej potrawy. Och, pachniała mi potem noga - nie, nie potem, tylko jedzeniem... Ta potrawka dla mnie mieszka w takiej torebce - po przełożeniu do miski pochłaniam ją błyskawicznie! Motyla noga! Szkoda, że goi mi się moja rana, już chodzę zwyczajnie, na czterech - bo i kończy się zapas galaretowatych saszetek... Powiem Wam w tajemnicy - za takie wspaniałe żarcie dałbym sobie połamać wszystko, łącznie z ogonem! 

17 kwietnia 2015

Rozkosze podniebienia

marzenie...
Dziś dzień pod znakiem jedzenia! O poranku Pan dał mi puszkę przepysznego mięska w galaretowatym sosie - jadłem do rozpuku... W misce wciąż mam uzupełnianą porcję sucharków, a do popicia - świeża woda (tu już miska wspólna dla wszystkich). Chili jest odżywiana przez Pana kuleczkami z mięsa, pochodzącego z wołu. Bieluszka jada głównie sucharki, ale ma w swoim legowisku zakopaną na czarną godzinę kromkę suchego chleba. A Chili połyka swoją kuleczkę i potem skrada się, podkrada Bieluszce po jednym chrupku... Państwo jadają tyle różnych rzeczy, że nie spisałby ich nazw nawet na wołowej skórze. Niektóre ich potrawy czasem i nam wpadną - jakieś skóry z ryb, kości, chrząstki albo i mięso. Chili je nawet ogórki, jabłka, marchew i lody! 
Dziś Państwo gościli Dominikę - Pani czarowała coś nad stołem, Pan mieszał jakieś sosy, oleje i przyprawy - powstał z tego placek na całą blachę, z mnóstwem dodatków. To się u dwunogich nazywa pizza! Jedli we troje potem tą pizzę, upieczoną w duchówce, a dla nas nic nie spadło... Fakt, że podobno taka pizza jest pikantna, aż dziurę w języku wypala! I takie ostre podobno nam szkodzi - lepiej nie próbować, żeby nie pokaleczyć mordki...

03 kwietnia 2015

Ab ovo

Ale jaja! Dookoła wszystko kręci się wokół tych tajemniczych kul! Zacząłem bliżej się im przyglądać po tym, kiedy Pan wziął jedną, walnął nią w głowę, a gdy pękła - zjadł zawartość. Oczywiście to nie Pana głowa pękła, tylko ta kula...
jajko dwunoga Faberge...
Kawałeczek białości ze środka dostało się Chili - ale się oblizywała! No to i ja sobie myślę - sam zjem... Kiedy Państwo byli w salonie, ja cichutko jedno z jaj zrzuciłem, ale koci pech mnie prześladuje jakiś, bo w środku była tylko jakaś galareta... I wcale nie było cicho, oj nie było! Pani krzyczała, że ze mnie będzie pasy drzeć! A Bieluszka miała używanie - wylizała podłogę w tym miejscu. Ta nierówna kula to się nazywa jajko, i podobno pochodzi od kury, chociaż niektórzy twierdzą, że lepiej niż drób robił je dwunóg nazwiskiem Fabergé. Takie niepozorne to jajko, a dwunogi się z nim obchodzą tak ostrożnie, i tak go szanują - a rzeczy pochodzące od kotów wcale nie są przez ludzi hołubione...

21 grudnia 2014

Bieluch - najstarsza towarzyszka mojego Państwa...

Wciąż u tych Państwa coś nowego! Dziś pierwszy raz w życiu jadłem takie pyszne rzeczy! Nie sucharki, tylko miękie, pachnące - Felicja mówiła, że to się nazywa: mięso i że pochodzi z kaczki... Były jeszcze kawałki takiego czegoś twardego, twardszego niż sucharek, ale tak samo pachnącego, jak mięso. Chili nazywa toto kość czy jakoś tak... Te kości to Pani dała właśnie Bieluchowi i Chili. A potem z ich mieszkań słychać było chrupanie i smakowite mlaskanie. Chili swoją kość nosi ze sobą wszędzie, pewnie boi się, żeby jej nikt nie zwędził. A Bieluch chrupie, chrupie, a potem chowa sobie na potem. Bieluch jest zapobiegliwa, zawsze coś tam w domu swoim ukrywa (sam kot nie poczuje, jak mu się zrymuje)...
Bieluch wygrzewa się w słońcu...
Dziś Pani piekła ciasto. Cała kuchnia była wypełniona zapachem! A wieczorem - ech, kurza twarz, cały kocioł mięsa gotowała... Bo podobno idą jakieś święta... Ciekawe, jak one idą i którędy? Czy przyjdą tak samo szybko, jak oboje Państwo w południe pobiegli na piętro i coś tam sprzątali? Ja im nie przeszkadzałem, ani nie pomagałem, bo ja nie umiem sprzątać. W ogóle, ze wszystkich prac domowych to najlepiej umiem spać...


Kilka słów muszę opowiedzieć o Bieluchu. Bieluch jest najstarszą, z żyjących czteronożnych w tym domu. Kiedy przyjechałem do domu z tymi Państwem, to Bieluch trzęsła się jak galareta. Taka była przejęta, że dołączył do grupy nowy lokator. A teraz - jesteśmy już kumplami! Według jej opowiadania powtarzam, bo nie wszystko rozumiem. Niektóre słowa brzmią obco. I nie chodzi wcale o to, że to w języku psim... A więc z Bieluchem było tak: urodziła się niespodziewanie, jako jedynaczka, w pewien letni wieczór, wieki całe temu, pod tym samym stołem, pod którym teraz ja baraszkuję z Chili. Jej matką była Mucha, która rok później wymknęła się jakąś szparą w płocie i zaginęła gdzieś, przed Wigilią - rany, musimy się pilnować! Ach, to może dlatego Bieluch nie lubi oddalać się od domu? Żeby nie podzielić losu mamy? Ja to chyba nigdy bym nie wyszedł sam! Chyba, że mnie Państwo zabierze ze sobą na działkę - Chili mówiła, że tam jest suuuper!