Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pazury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pazury. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia 2017

Wiosenny pedicure

Zimowe dni odeszły do lamusa, razem z ciepłymi skarpetami Pana. Och, cóż ja będę teraz nosić do budki? Tak było cudownie całą noc upajać się ich wielko-Pańskim zapachem... Pan je potem zabierał i nasuwał na stopy. Ale po co? Ja ani Bieluszka (nie wspominając Bolesława!) przenigdy nie włożyłybyśmy takich ochraniaczy - w takim czymś nie czuje się gruntu pod nogami! Ale cóż, nie od dziś wiadomo, że dwunogi to dziwacy!


A najważniejszy nius dopiero się czai - jak przesadnie ostrożny gazeciarz: Pan zabrał mnie do jednej przyszywanej cioci, co podaje pigułki, zastrzyki i krople różnym czterołapom. Podobno i bykowi daje radę! Dziś jednak nie mieliśmy uczestniczyć w krowich zawodach, dziś ja byłam numerem jeden.  Stanęłam na stole, a ta piekielna cioteczka bez pytania mnie o zgodę, w trymiga poobcinała mi pazurki! Mówię wam, poczułam się jak księżniczka, co w końcu mogła zdjąć szpilki. Ooooch, jaka rozkosz!
Państwo robią sobie to sami - tylko że mają o połowę nóg mniej. Trudno - przez to nie mają tylu radości...

01 lipca 2015

Święto moich sióstr (przyrodnich)

Któżby pomyślał - dziś mamy Dzień Psa! To zapewne dlatego Pan wczoraj pobrał Chilusię i pomaszerowali gdzieś... Chili powróciła pełna wiadomości - opowiadała, jak pewna dwunoga doktorka przemawiała do niej czule, poczęstowała czymś pysznym oraz że dokonała jej pedicure... Pan też był dla Chili miły - uspokajał, chociaż wcale a wcale to struganie pazurków nie bolało! I Chilusia przyszła ochoczo, na własnych nogach całą drogę do tam i z powrotem!
A Bieluszka dostała dziś kawał mięska, na równi, jak Chili. Taka była część oficjalna święta. Podobno wieczorem pod stołem ma się odbyć balanga - ja też jestem zaproszony! Ale będzie się działo!

26 maja 2015

Kocia KSW

siedzę w ringu - przed walką...
Kilka dni temu intensywnie trenowałem kocie kung-fu - wystarczyła chwila nieuwagi i otrzymałem wieczną pamiątkę - lewe ucho jest na koniuszku naddarte... Piekło, och piekło - ale Pan zalał mi sprawdzonym panaceum na rany - zielonką, i ból minął. A dziś stoczyłem walkę o swój Gwiaździsty Pas - w naszej kociej Konferencji! Mimo przyciętych pazurów (przez Dominikę) radzę sobie doskonale! Przeciwnikiem był jakiś bezdomniak, ale wypasiony, pasiaty kocur z blokowiska. Ale mu pogoniłem kota! Potem psy uroczyście wprowadziły do domu Państwa  mnie, zwycięzcę pojedynku - kroczyłem dumnie, z wyprężonym ogonem. Przyniosłem też psom najświeższe wieści zapachowe - wąchały w ekstazie woń sukcesu! Już mi teraz żaden czterołap nie podskoczy, przynajmniej z tych, które znam. Nie zarzekam się, że pokonałbym Pipi albo Romana - to nie moja klasa wagowa... 

26 marca 2015

Przedświąteczne porządki

pisanka a'la kot
Znowu idą Święta! Tym razem ma być jakaś Wielka Noc i jakiś Dyngus. Co to takiego jest, zapytam wieczorem Bieluszki - na pewno opowiem, co się dowiedziałem...
Motyla noga, dwunogi mają tych świąt bez liku: to już drugie ważne święta w moim życiu, a przecież jeszcze były po drodze: Dzień Kota, Dzień Kobiet i Dzień Drzemki w Pracy. Dodatkowo dwunożni codzień rano powtarzają: "dzieńdobry!", a gdy zapada ciemność - "dobranoc!" Więc zapewne każdy świąteczny dzień jest jeszcze lepszy!
Podobnie jak i poprzednio, Pan nabrał werwy w porządkach. Tyle, że przeniósł się z tymi porządkami na teren dla mnie niedostępny: wraz z Dominiką krzątali się po podwórku, coś tam zamiatali, taszczyli jakieś ciężkie czarne wory, a potem napychali inne, zielone worki gałęziami. Dominika ponadto wkładała w ziemię różne zielone kłębki albo taką drobnicę, jak piasek - u dwunogich to się nazywa "siew" albo "sadzenie" (Pani uważa, że Dominika jest najlepszą ogrodniczką). Wydaje mi się, że ja też byłbym dobrym ogrodnikiem - uwielbiam kopać i grzebać! Mogłem tylko obserwować to wszystko pilnie zza szyby, nie pozwalają mi wyjść na taras, boją się, że pójdę gdzieś sobie i coś się ze mną stanie... A psy zostały dopuszczone bliżej, do kibicowania przy tych pracach ogrodowych. Chili nawet nasikała na świeżo zasiane - ciekawe, co tam wyrośnie?
Ach, jeszcze w ramach tych porządków znowu mi obcięli pazury. Nie przejmuję się tym - odrosną mi niebawem z powrotem...

19 marca 2015

Kocia higiena

Czekam na pedicure...
Państwo mnie zaskoczyli! Okazało się, że ta dwunoga młoda osóbka, którą Państwo wręcz uwielbiają, która z radością pielęgnuje zielone części roślin, która także ma w domu kota, jest również kosmetyczką! Dziś zrobiła mi manicure, a po krótkiej przerwie na łyk kakao, także pedicure. Jako młody kot nie miałem zrogowaciałych pięt ani odcisków, ale pazury zostały przycięte i przypiłowane. Żałuję, że nie jestem kociczką, bo może dostałbym jeszcze tipsy z wzorkiem w malutkie myszy... Ach, precz takie głupie myśli - w dwunogim świecie co i rusz jakiś facet zakłada szpilki, maluje sobie oczy i brwi, a nawet każe sobie przyszyć piersi - zawsze potem jest wyśmiewany i opluwany, a ja swoją godność mam! Nie zmienię się w uległą kotkę, będę z dumą obnosił swoje kocurostwo! Ale facet także powinien dbać o czystość - więc myję się przy każdej okazji. Tylko kąpieli nie toleruję... Raz tylko zniosłem kąpiel z godnością - gdy byłem całkiem malutki i wpadłem do sedesu, Pan szorował mnie szamponem dla psów - to była wyższa konieczność, więc nawet nie pisnąłem...

19 lutego 2015

Chuligaństwo w kocim stylu

Pani pierwsza odkryła, a potem Pan przyznał jej rację: mam ADHD! Albo jeśli nie mam, to robię wszystko, żeby myśleli, że mam. A, co tam! Lepiej sprawiać wrażenie chorego, niż być napiętnowanym jako chuligan! Fakt, trochę może nazbyt intensywnie dokazuję - ale to jest silniejsze ode mnie - ukraść kawałek mięsa, wygrzebać ze śmietnika styropianową tackę albo wisieć na firance.
jestem szybki!
Podobno inne koty przemieszczają się bezszelestnie, a ja nie! Ja w biegu stepuję, prawie jak najsłynniejszy dwunóg - Fred Astaire.
Nie mogę się powstrzymać, jakiś koci diabeł podszeptuje mi: "Nie bądź mięczak, skocz na Panią!" - więc skaczę...
A koci anioł załamuje łapy i woła: "Schowaj choć pazury!" - no to chowam...
I tak się we mnie kot-łuje zło z dobrem, zwłaszcza gdy pędzę po schodach w dół. A potem, kiedy już wyszalany leżę i mruczę, spoglądam złotymi oczętami w Pani stronę - po prostu jestem niewiniątko, miód na czterech łapkach... Państwo mają nadzieję, że z wiekiem się ustatkuję...      

13 lutego 2015

Kły i szpony

Wciąż rosnę, więc i moje pazurki, w pierwszych tygodniach ledwo wysuwane, nieporadnie miękie - teraz nabrały ostrości i mocy, jak katany... I zębiska mam już ostre! Sucharki chrzęszczą przy jedzeniu, a gdy Pani albo Pan rzuci kość - wyrywamy sobie z Chili. Już wiem co to jest kurczak (przeważnie pieczony, czasem gotowany) - mięso łykam z zamkniętymi oczami, a kosteczki - ogryzam dokładnie... 
Pazurami chwytam się karku Bieluszki i jadę na niej jak John Wayne - w końcu jestem Bolo... Wiem, że podczas zabawy z Państwem nie wolno mi pazurów wyciągać. Ale czasem zapomnę - wtedy Pani mi przypomina i zakazuje. Pan widocznie ma twardszą skórę, jak to facet, bo reaguje mniej żywiołowo. Ale i on nieraz krzyknie albo i przekleństwem mnie obrzuci, kiedy ugryzę go w dłoń albo w nogę...

24 stycznia 2015

Wielkie żarcie w wykwintnym stylu!

Sobota! Dziś Pani ma wolne! Rano powkładała swoje i Pańskie wymienne futerka do jakiejś takiej szafki z oknem, a potem pstryknęła w prztyczek i zaczął się spektakl! Kręciły się te ubrania w lewo i w prawo, coś polewało ich wodą z pianą, aż na koniec zaczęły wirować... Chciałem tam wejść, przez uchylone w przerwie przedstawienia okienko, ale Pani mnie odpędziła, nie wiem dlaczego...  Pan wyjął w międzyczasie śniadanko dla Chili - zamrożoną kuleczkę mięsa z wołu i położył, żeby odtajała. Więc poznałem dziś, jak smakuje wół - zakradłem się cichutko na kuchenny blat, a stamtąd już bezproblemowo sięgnąłem łapą na półeczkę... Nikomu nic nie mówiłem - był jeszcze trochę zimny, ale PYSZNY! O, to zupełnie inne jedzenie, niż moje sucharki! Myślałem, że Pan będzie mnie dyscyplinował za tą złasowaną porcję mięsa, ale burza przeszła bokiem. Nawet dał mi taki patyczek do jedzenia, smakowity niezwykle! Ale za to z zapałem spędzał mnie ze stołu...
szlachetna paczka - rozmiar koci
Okazało się, że to dopiero początek rozkoszy podniebienia - Pani mówiła coś do takiego metalowego pudełeczka, z niego zciszony głos jakby odpowiadał, a potem pojawili się nowi dwunożni! Poznałem ich - to Jola i Andrzej, ci matematyczni wielbiciele nas, kotów! Już raz jeden wpadłem w ich ręce - ale nie było źle - głaskali mnie i coś tam między sobą mruczeli. A dziś obdarzyli mnie paczką konserw - chociaż nie mają nic wspólnego z konserwatorium. No, pakunek przekazali Państwu, ale intencja była oczywista - to dla mnie, od nich niespodzianka... Z wdzięczności za to pozwoliłem się znowu dotykać, pazurki trzymałem ukryte w miarę, nie gryzłem ręki dwunożnej donatorki. Nawet trochę pobawiłem się z Chili, tak na pokaz (ale najlepiej nam wychodzi zabawa, kiedy nikt obcy nie podgląda). Dwunożni goście chcieli zapanować nad mą duszą - wyjęli czarną tabliczkę z oczkiem i chcieli zrobić mi zdjęcie - ale tak się jak piskorz wywijałem, że zrezygnowali... Pan to co innego - on ma taką srebrną cegłę z piorunem - z nim nie mam szans... Właśnie ustrzelił mnie, kiedy pożywiam się jedną konserwą z tej szlachetnej paczki - takich pyszności nie jadłem jeszcze nigdy w życiu, a mam już przecież trzy miesiące! Nawet nie mam siły się mocować z psami. Położyłem się spać z powrotem, z brzuchem rozkosznie wypchanym... Dobranoc, do następnego spotkania!

06 stycznia 2015

Trzech Królów

Chili na słonecznej plamie...
Pan bardziej niż lekko osłabiony: kicha, prycha, kaszle i senny wciąż jest. Według lekarzy, w ich narzeczu taki stan to się nazywa choroba. A ja? Jestem zdrów i już rozstawiam po kątach całe psie towarzystwo! Teraz dopiero jest ekstra zabawa, kiedy duży pies Bieluch kuli się pod moim pazurem! Ale po staremu - daję się ciągnąć za łeb, gonić z kuchni do pokoju...
Dzisiaj święto ważne dla dwunogich - wspomnienie czasu, kiedy do najważniejszego dla świata noworodka przybyło ze wschodu z wizytą naraz aż trzech królów. I każdy przyniósł w prezencie jakieś dobre rzeczy! Na pamiątkę tej wizytacji na drzwiach się pisze inicjały tych Trzech i datę. Pani już oznakowała drzwi do domu Państwa, bo Pan - ani ręką, ani nogą... Ledwo co mu idzie spisywanie tej mojej historii... 
Najlepiej nam jest z Chili. Leżymy na Pani obok siebie, a za kilka chwil walczymy ze sobą, ale tak na niby... Może to kwestia koloru, bo i ja i Chili należymy do czarnych? Państwo mówią, że ja jestem grafitowy... Ja tylko trochę bardziej matowy, a Chili ma futerko błyszczące. Ciekawe, czy jak już całkiem dorosnę, czy też będę miał połyskliwe futro? A jakie futra mieli na sobie ci Trzej Królowie - ot ważne pytanie...

03 stycznia 2015

Nowiutki Rok przyszedł...

oglądam TV dla dwunogich...
I tylko ogonem machnął, i już mamy Nowy Rok! Najpierw to był jeden dzień, a teraz mówią, że jeszcze ponad trzysta dni nowych! A któżby to zliczył? Palców, pazurów brakuje - no chyba że włosami na ogonie się wspomogę... 
Ten Sylwester, co tak się skradał, jak kot do słoniny, kiedy już przyszedł, to przemknął szalenie szybko! Musiał mieć chyba kłopoty żołądkowe, bo w środku nocy puszczał bardzo głośne bąki i sypał iskrami... Oglądaliśmy z Państwem różne telewizyjne produkcje, na czele z koncertami różnych szarpidrutów i na żadnej ze stacji, a Państwo ma ich ponad 600, nie było nic dla kotów. Potem, już w łóżku, wziąłem łyk odwagi i wlazłem Panu na głowę (ale pamiętałem, żeby ukryć swoje ostre jak brzytwa pazurki)! I Pan nie protestował wcale... Jestem pewien, że to nie wskutek przeziębienia Pana - taka słabość do mnie!
Z innymi czterołapami z tej paczki także już pełna sztama! Fela niby pomrukuje, ale gdy nikt nie patrzy, to sama przytula się do mnie i leżąc bok w bok na kaloryferze opowiada mi godzinami o tajnikach polowania na myszy (jeszcze w swoim dlugim, dwumiesięcznym życiu nie widziałem zadnej myszy, ale chyba na pewno już ich nie lubię)... Bieluch raz jest po mojej, raz po Chili stronie - ale zawsze najlepiej nam w trójkę. Chili pozwala mi się bawić jej ukochaną lalą, otrzymaną od dwójki dwunogów znad morza (Pawła i Małgosi), serdecznych przyjaciół Państwa i psiolubców. Do tej pory NIKT nie miał prawa bawić się tą lalą, nawet Pan! 

29 grudnia 2014

Felicji uprowadzenie przez dwunogich

Dzisiaj postanowiłem opowiedzieć, ku przestrodze innym kotom - jak Felicja została uprowadzona! Kiedy usłyszałem tą opowieść - moja kocia dusza trzęsła się ze strachu, jak galareta!
Chronologicznie było to tak: Państwo wypuścili ją na zewnątrz, jak codzień, od zarania kocich dziejów. Felicja lubi chodzić w różne miejsca: a to do opuszczonego domu obok, gdzie czasem jakaś mysz się zabłąka, a to przespaceruje się po piwnicach sąsiedniego bloku, lub zrobi rundę pomiędzy okolicznymi domkami - a nuż ktoś nowy przybędzie? Czasami chodzili we dwoje z takim rudym kolesiem, a czasem dołączał do grupy jeszcze jeden czarniawy, z obciętym ogonem. Ale tym razem Felka wyszła sama. Rankiem, kiedy wracała z obchodu, jakieś dwunogie dziecko tak zaciekle ją kićkało i głaskało, aż dała się wziąć na ręce. Ooo, to był błąd! Zabrali ją ze sobą, do jakiegoś tajnego kociego więzienia. Tam ją karmili szynką, kiełbasą i sucharkami, ale Felicja nie chciała nic tknąć - urządziła strajk głodowy! W dodatku - im bardziej głaskali, tym bardziej pazury Felicji zagłębiały się w ciała głaszczących. Trzymali ją tam u siebie blisko tydzień, może nawet półtora...
pazurki zawsze mam ostre!
W końcu oddali Felicję do schroniska dla bezdomnych kotów (pewnie za karę, że nie chciała jeść frykasów). 
Ale że Felicja to dziewczynka i nie mieli jej co wyrżnąć, to przynajmniej  pozbawili ją atrybutów macierzyństwa... 
Państwo już poważnie rozglądali się za nowym kotem - już chyba byłem planowany do zagoszczenia w tej Sforze... Aż jednego dnia przyszła dwunoga kidnaperka i zapytała ni z tego, ni owego, "czy Państwu kot nie zginął?" "- No pewnie że zginął! Ale myśleliśmy że go jakieś auto zabiło!" - odpowiedział Pan. A kidnaperka dalej ćwierka: "Bo my, proszę Pana przygarnęliśmy takiego podobnego, ale oddaliśmy do kociego przytułku. I pomyśleliśmy, że to Państwa..." Ot logika dwunogich: kot jest tutejszy, ale oni go wysyłają do obozu, gdzie przeprowadzają na więźniach medyczne eksperymenty... Na szczęście porywaczka nie chciała okupu, tylko oddała Felicję, chudą jak fotografia, i z chorą szczęką (nie mogła jeść nic twardszego od mleka) - zapewne męczyły ją wyrzuty sumienia... Państwo się ucieszyli bardzo - przecież Felka z nimi już ponad 10 lat zżyta. Pani to wręcz oniemiała...  Psy się ucieszyły po swojemu - obwąchiwały ją ze wszystkich stron. Chili nawet uroniła kilka psich łez - jakby nie było, wzruszający jest taki powrót na łono Rodziny... 


19 grudnia 2014

Felicja - moja przyrodnia siostra...

To ja, Wasz korespondent Bolko!
W domu Państwa zastałem starszą, ech, sporo starszą siostrę. Na imię ma Felicja, ale wołają ją przeważnie: "Felka!" Wciąż patrzyła na mnie wilkiem i mruczała niezbyt przyjaźnie. A ja? No nie - nie biedny miś, może: "Cienki Bolek"? Byłoby miło zaprzyjaźnić się z Felą. Pociągnę ją za język, może coś opowie, jak kot kotu, miauczącą mową...
zaspana Felicja...
No i rozgadała się Felicja... Najpierw niechętnie, ale potem już ze szczegółami opowiedziała mi, jak tutaj trafiła. Jak przyszła, jeszcze bardziej niż ja - przestraszona, a w zasadzie ją przynieśli dobrzy ludzie, znajomi naszej Pani - latem 2005 roku. Jej poprzedni właściciele pogonili jej kota, nie chcieli już więcej jej głaskać. Błąkała się bidulka  po osiedlu mieszkań dwunożnych i nawet nie miała co na zęba wziąć, bo przecież w takim labiryncie murowanych chat nie uświadczy myszy, nawet chudej jak kościelna... 
Bała się Fela nowego domu, a w nim królującej niepodzielnie tej suki Bielucha, bo nie miała żadnych doświadczeń z psami, nie wiedziała, do czego pies służy - więc przed jej niewyszukanymi pieszczotami umykała na schody i spoglądała z góry, i prychała...
Pan pracował w tym czasie w delegacji i do domu wracał tylko na weekend. Przywitała się z nim Felicja po swojemu: leżąc na kolanach przeciągała się i mruczała przymilnie, żeby w najmniej oczekiwanej chwili wbić swoje ostre jak szpile pazury w lewe udo Pańskie, aż krew pociekła... Z każdym, kto odwiedzał dom Państwa, Fela witała się tak samo, no może tylko nie za każdym razem aż do braterstwa krwi... Hehehe, wyobraziłem to sobie i opowiedziałem Feli,  jak ugryzłem Pana w ucho, jak wrzeszczał!!! Więc nawiązałem już z Felicją pierwszą, cieniutką jak przędza, nić porozumienia. Wprawdzie nadal mruczy nieprzychylnie, ale pozwala się zbliżyć. Myślę, że za kilka dni dogadamy się całkowicie.