Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

01 grudnia 2018

Zapachy, wokół zapachy...

 

Chuchnij! Piłaś?

Według tych kartek, które dwunogi zrywają czy przekładają co jakiś czas na ścianie albo w książce, to dzisiaj jest Światowy Dzień Puszczania Bąków! Uczciłam to święto nad wyraz solidnie - nawet Pantata, który jest miłośnikiem zapachów egzotycznych - kręcił nosem... Bo w misce były takie fajne ścinki z kapusty i kość szpikowa, i wątroba z martwej świni, i szyja ptaka zwanego indykiem, i skóra z dorsza - była uczta na miarę Lukullusa! Skóra z rybki została na deser i nie umyłam po niej zębów. Pewnie dlatego kadziło mi z pyska trupem... Ja sama siebie nie obwąchuję (szkoda mi nosa na bzdury!) więc opowiadam, co mówiła mi psiostra Chili. Natomiast podczas spaceru wręcz upajam się obcymi lub znajomymi zapachami: a to jakiś psubrat nasikał pod drzewem, a to ludź splunął, a to kot potrącony przez auto wyzionął ducha czy w końcu jakaś psiostra przykucnęła...
I za każdym razem jest to inna mieszanina pachnideł! Uwielbiam wąchać - czyżbym była uzależniona?

25 maja 2018

Kika wymiata!

Od paru dni po powrocie z przebieżki z Panem, Kika pada na pysk! Ten Pan, to hoho, jeszcze tyle ma energii, by zmęczyć moją nieumęczoną siostrę? Bo ileż można biegać?
Pędem do zdrowia!

Wszystko się wyjaśniło, kiedy wybraliśmy się obatrzej na ten spacerek - Pan nigdzie nie biega, tylko wsiadają do autka i jadą w takie miejsce, które dwunogi przygotowały dla nas! I tam można poszaleć samemu, albo w towarzystwie innych dziewczyn (bywają także chłopcy!), tam można leżeć w trawie do góry brzuchem! 
Kika nie byłaby sobą, gdyby leżała w trawie jak zwój czarnego futra. Ona biega tak, jakby miała pobić rekord prędkości! A ja sobie potruchtałam w swoim tempie. Spotkałyśmy się przy kępie traw, w połowie drogi.
Czasami do tej wyszalni przychodzą inne dwunogi, ze swoimi czterołapami. O, wtedy to jest szaleństwo zbiorowe - taka orgia sportowców! Najważniejsze, że Kika dorównuje starszym, już wytrenowanym. Trzymam za nią kciuki!

15 sierpnia 2017

Spacer na koniec świata

Jakiś czas temu, bez mała całe wieki dla czterołapa - jechałam z Panem autem. I musieliśmy stać grzecznie, bo drogą szła nieprzebrana rzesza dwunogów. Ale żaden z nich nie miał czteronożnego towarzysza - może to nie byli nasi fani? Jeden dwunóg, ubrany w błyszczące jak moje oczy w mroku wdzianko, machał górnymi kończynami w różne strony - w świecie dwunożnych takie zachowanie nazywa się kierowaniem ruchem - ale brońboże nie poganiał tych piechurów, tylko czasem łaskawie przepuścił nagromadzone auta...
W domu, ze świecącego pudełka dwunogów głos jakiś powiedział, że to byli "pątnicy". No coś podobnego! Pącznicy to raczej tacy, co wyrabiają pączki - pyszne kuliste ciastka, których mi tak bardzo nie wolno jeść, a z którymi zawsze przychodzi do Pana jeden jego starszy kolega. On mi cichaczem zawsze da kąsek tego pąka! Więc chyba nie odeszli wszyscy w siną dal, bo kolega Zdzisław był u nas i znowu dostałam coś słodziutkiego na zęba!
Pan się śmiał i mówił, że to nie "pącznicy" tylko "pielgrzymi" - no, to dopiero mi dał zagadkę, co to za jedni!
W końcu doszli...
A dziś się wszystko objaśniło - warto trochę poczekać, a wiedza sama do nas przyjdzie! Bo tamci, co szli, to we wzniosłej dla dwunogich sprawie... Podobno nie tylko z naszego miasta - no, musiało być ich tam naprawdę wielu! Pokazywano ich w telewizorze - dziennie przechodzili tyle, co ja przez rok nie nabiegam, a szli chyba przez dwa tygodnie! Psiboże! Poszli gdzieś na koniec świata tylko po to, żeby się pomodlić? Ja i Bieluszka (ona zwłaszcza) raczej staramy się trzymać naszego kochanego domku, chociaż czasami, przed snem westchniemy z wiarą na spełnienie, żeby Państwo nas kochali i dawali pyszną strawę. I nasze modły się spełniają, chociaż nie biegniemy przy tem za horyzont...

17 marca 2016

Bolesław - parkingowy

wulkanizator?
Oooo! Nie ma sprawiedliwości dla kotów w świecie dwunogich! Jak Pan bierze Chili, nakłada jej szytą na miarę uprząż i idą gdzieś sobie na pół dnia, to jest dobrze. A Chili wcale nie przepada za tym krawatem! Ale po przechadzce jest rozkosznie zmęczona (tak sama o sobie mówi), wchodzi do budki i zaraz zasypia. Ja też lubię spać - więc żeby przeżyć coraz to piękniejszy sen, od czasu do czasu chodzę sobie na samotny spacerek. Wieczorem nikt mnie nie kontroluje, gdzie tam sobie idę. A wczoraj zachciało mi się wyjść w południe! Pech chciał, że Pan i Dominika mieli przydomową sesję prac ziemno-porządkowych, kiedy poszedłem sprawdzić, co nowego na parkingu. Od razu zaczęli na mnie wołać, kiwać, a Pan nawet próbował mnie złapać! Mam nadzieję, że żaden z moich kolegów tego nie widział - taki kwas! Umknąłem szybko pod jakieś auto - przecież przyjdę, tylko sprawdzę, co pachnie w świecie? Skąd mam czerpać wiedzę? Nie będę czytał gazet, raczej...
Wieczorem Pani przemawiała do mnie czule, żebym nie chodził po jezdni, bo zginę... E tam, dam radę! Te maszyny na gumianych nogach przeważnie stoją. A te, które pędzą - omijam z daleka! 

07 marca 2016

Chili z wizytą u Bolka

Tak by można było jednym zdaniem skwitować ten niedzielny wypad... Ale początkowo myślałem, że Państwo już zaczęli sezon działkowy - naszykowali się do drogi, i zabrali ze sobą Chilusię. Tyle, że wrócili wcześniej, niż zazwyczaj. Skręcało mnie z ciekawości, więc nagabywałem Chili, by uchyliła rąbka... Moja koleżanka, gdy odpoczęła nieco, opowiedziała mi wszystko po kolei. Więc powtarzam wiernie jej słowa:
Chili i Bolesław
"Pojechałam samochodem z Państwem (na kolanach mojej kochanej Pani) gdzieś, gdzie nigdy w życiu nie byłam. Początkowo Pan niósł mnie, swój kruchy skarb, na rękach - wzdłuż straganów z gipsowymi psami, drewnianymi armatkami, zegarkami w kształcie pudełek, szablami i jeszcze milionem innych nieprzydatnych nikomu szpargałów - dwunogi jednakowoż wyrażały zachwyt, a niektóre nawet nabywały te bibeloty... Potem już szłam na własnych nóżkach - ach, ile tam zapachów było po drodze! Różne psy co krok pozostawiały esemesy - nosem zczytywałam je po kolei...
Weszliśmy do takiego miejsca z trawnikami, słupkami co krok, drzewami i kamieniami, zwanego w slangu dwunogich parkiem - wąchania w nim na wiele godzin! I podeszliśmy do ławki, na której siedział dwunóg metalowy - według słów Pana, to był imiennik Bolka, Polak chociaż Prus... Trochę się go bałam i za skarby świata z kości nie usiadłabym mu na kolanach, wolałam być bliżej Pani - Pan  z kolei nie mógł oprzeć się, by nam nie cyknąć portretu...
Potem poszliśmy dalej, gdzie było nieprzebrane stado dwunogich istot, nazywanych kaczkami. Młode dwunogi rzucały im jakieś jedzenie - powąchałam to z nadzieją, że i ja coś łyknę, ale było niejadalne! Na szczęście Pan zabrał ze sobą moją codzienną kulkę - och, było rozkoszne to śniadanie na trawie... W międzyczasie spotkałam jeszcze kilka różnych psów (i suczek), ale z żadnym nie pogadaliśmy. Po okrążeniu stawu czy basenu z kaczkami, razem z Państwem przysiedliśmy na innej ławce. Między kaczkami uwijały się czarniawe ptaki, które znam z podwórka - były to kawki. A jeszcze potem wróciliśmy do auta i Pan przywiózł Panią i mnie do domu. W gwarze dwunogich taka wyprawa nazywa się przejażdżką - chyba polubię takie wyprawy, jeśli na każdej z nich będę mogła zjeść swoją porcję wołu..." - zakończyła swoje opowiadanie i zachrapała.
Ech, zazdroszczę trochę tej Chili - mnie nikt nie proponował nigdy przechadzki z Państwem wśród drzew i ptaków... Ale za to chodzę sobie, kiedy chcę na samotne spacery, czasem sikam bez ceregieli pod jakimś krzakiem, czasem wskoczę sobie na drzewo, przegonię jakąś kawkę... Jestem kotem wolnym i bardzo to sobie cenię, mierzi mnie chodzenie na krótkiej smyczy!
  

03 listopada 2015

Dwunogi na kółkach

w snach zajmuję miejsce Pana...
Już dawno miałem o tym Wam napisać! Bo my, czterołapy, przemieszczamy się głównie piechotą. Wyjątek to moja podróż do domu Państwa i do doktora - ale to przecież raz i w dodatku wieki całe temu... A na codzień, choćby i daleko, za trzy płoty i dwa klomby, chodzę na nogach. I Bieluszka też, choć mniej chętnie...
A dwunogi - przeciwnie! Moi Państwo ciągle gdzieś jeżdżą samochodem - a to na zakupy (O, o tym jeszcze mało wiem!), a to na działkę z Chilusią, a nieraz całkiem gdzieś hen... Pan to jest wręcz maniakiem w tym względzie - przez całe lato jak nie autem, to jeździł skuterem. Należy nawet do jakiegoś klubu motorowego dla takich samych jak on, fanatyków! Podobno sprawia mu to przyjemność tak dziką, jak mi złapanie naraz dwóch myszy!
Raz, po dłuższym pobycie w garażu, przyśniło mi się, że jadę tym dwukołowym stworem zamiast pana. A że jestem trochę chuligan (to Pani tak czasem mówi) i że we śnie wszystko mi wolno, to trąbiłem na dwunogów i dwunożki, jechałem zygzakiem środkiem drogi, a nawet pokazałem innemu kotu środkowy palec lewej łapy! Na szczęście - obudziłem się...
A ta Dominika, która mnie zawsze przytuli i pogłaszcze - nie wyobraża sobie życia bez innego pojazdu - roweru! Śmiga na nim po całym mieście, odwiedza przeróżne sklepy i sklepiki, i bardzo często wpada na popas do naszego domku. Od razu pomyślałem sobie o moim imienniku - sławnym cykliście! To jest chyba męczące, tak kręcić nogami (bez tego, o dziwo, rower się nie rusza!) - Pan też ma rower, ale zdecydowanie woli napęd mechaniczny. Dominika zaś przeciwnie! Ona by najchętniej przyrosła do siodełka! 

15 lipca 2015

Przechadzka Bieluszki

całkiem nie tak szli...
Znów coś mam do powiedzenia, ja, Bolesław! Ale nie będę opowiadał o sobie - dziś kilka słów o Bieluszce... Mówiłem już Wam, jaka to poczciwa, domolubna psina. Nikt jeszcze nie widział jej na spacerze... Raz, gdy poszła z Panem do jego kolegi, zamiast przyjmować pieszczoty młodych dwunogów, piszczała spod fotela, aż trzeba było czym prędzej wracać. Och, jakże nie lubi Bieluszka opuszczać domowych pieleszy! Do dzisiaj tak było, ale wciąż mnie Państwo zaskakują! Bo Pan wyjął skądeś ubranie, ażurowy komplecik z czerwonawych pasków i zapiął na Bieluszce. Potem dopiął prosty pasek, z którym już wychodził z Chilusią - i poszli, kurtka na wacie, a Bieluszka ani pisnęła! Wrócili po jakiejś półgodzinie, może trochę dłużej. Bieluszka mówiła mi potem, że szli noga w nogę, wzdłuż tej ulicy pełnej ryczących aut, aż doszli do jakiegoś ni to sklepu, ni mieszkania, tam trochę postali, a potem wrócili. Po co była ta przebieżka, Bieluszka nie potrafiła powiedzieć. Ale musi być to jakiś cichy plan naszego Pana. Ciekawe, kiedy się dowiem, cóż to za intryga?

29 kwietnia 2015

Zielono mi!

osiągam kręgi wtajemniczenia...
Okno na podwórze stanęło otworem! Pomimo że absolutnie nie ma tu klimatu grozy, jak u słynnego dwunogiego Alfreda H., to drżały mi wąsy z emocji - Państwo dyskretnie obserwowali moje poczynania, a ja w końcu poczułem, czym pachnie wolność... Psy poprowadziły mnie w najdalszy zakątek ogrodu, a dalej poszedłem sam - gracko przeskoczyłem płot, jak mój dwunogi imiennik (elektryk z zawodu). Ale nie chodziłem daleko, na to jeszcze przyjdzie czas - najważniejsze że przekroczyłem granicę działki. Psom i tak zagrałem na nosie - że sobie chodzę swobodnie tam, gdzie one nie mają wstępu. Przeniknąłem do zamkniętej drewutni, zaglądałem do garażu, byłem nawet w piwnicy, gdzie stoi szafka, w którą Pan rzuca szuflą czarne kamienie - w końcu wiem, skąd się bierze przyjemne ciepło, do leżenia przy kaloryferze... Dopiero deszcz zapędził mnie z powrotem do chaty... Ale już sobie planuję trasy spacerów na następne dni!