Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą święto. Pokaż wszystkie posty

18 lutego 2021

Dzień po Dniu Kota

Dzielę ten fotel z Panem

Podobno wczoraj było nasze święto - Dzień Kota! Zasadniczo to ja mam takie święto codziennie - państwo mnie rozpieszczają, a psiostry wielbią nieustannie. Tych państwa to ja po prostu kocham, małą Chilusię respektuję, a dużą psiostrę Sabę lubię! Czyż to nie jest powód do świętowania miłości stadnej?
Za to dziś nastąpił długo wyczekiwany moment - wymknęłam się, korzystając z nieuwagi Pana (strażnika drzwi), zapoznać się ze śniegiem - na naszym przydomowym areale... I to było dla mnie prawdziwe święto, chociaż tylko przez chwilę... Przez okno wyglądał znacznie ciekawiej ten biały puch - a w rzeczywistości w moje delikatne łapy było tak okrutnie zimno i mokro, że z radością powróciłam na swoją podusię w centralnej części kuchni! Ech, poczekam ja lepiej do marca - wtedy ostatni śnieg ustąpi na rzecz zieleni. To będzie prawdziwe Święto Wiosny!

01 grudnia 2018

Zapachy, wokół zapachy...

 

Chuchnij! Piłaś?

Według tych kartek, które dwunogi zrywają czy przekładają co jakiś czas na ścianie albo w książce, to dzisiaj jest Światowy Dzień Puszczania Bąków! Uczciłam to święto nad wyraz solidnie - nawet Pantata, który jest miłośnikiem zapachów egzotycznych - kręcił nosem... Bo w misce były takie fajne ścinki z kapusty i kość szpikowa, i wątroba z martwej świni, i szyja ptaka zwanego indykiem, i skóra z dorsza - była uczta na miarę Lukullusa! Skóra z rybki została na deser i nie umyłam po niej zębów. Pewnie dlatego kadziło mi z pyska trupem... Ja sama siebie nie obwąchuję (szkoda mi nosa na bzdury!) więc opowiadam, co mówiła mi psiostra Chili. Natomiast podczas spaceru wręcz upajam się obcymi lub znajomymi zapachami: a to jakiś psubrat nasikał pod drzewem, a to ludź splunął, a to kot potrącony przez auto wyzionął ducha czy w końcu jakaś psiostra przykucnęła...
I za każdym razem jest to inna mieszanina pachnideł! Uwielbiam wąchać - czyżbym była uzależniona?

02 lipca 2018

Dzień Pieseła

świętujemy!
Wczoraj było nasze święto! W kolorowym pudełku dwunogich jeden obwieścił - Państwo samo z siebie to pewnie by nie pamiętało... Ale jako że Pan zawsze ma coś dla nas, to dostałyśmy z Kiką po solidnej porcji mięska z warzywami. Dwunogi nazywają toto "śniadaniem". Potem Państwo także przystąpili do wspólnej miski. Ich jedzenie wcale nie było takie piękne - jakieś pieczywo i coś tam na dokładkę, i obowiązkowy kubełek brązowej jak moje oczy cieczy, nazywanej jakoś tak: "siorbata" albo "herbata"...
Ale najlepszy był deser - dostałyśmy (każda z nas osobno!) po kawałku cudownie pachnącej kości! Psiboże! Szybciutko zaniosłam ten skarb do swojej budki, żeby się delektować aromatem zdechłej świnki! Kika - ten nienasycony żarłok, swoją część wyniosła na taras i tam wgryzała się weń, rozsiewając wokół woń... 
Pani nie była zachwycona tym zapachem, mówiła nawet, że nam będzie spomiędzy zębów "śmierdziało" i robiła przy tym niemiłe grymasy. A, co tam - pośmierdzi i przestanie. Za takie smakołyki dałam Panu ognistego całusa - bez wzajemności... 
Dlaczego???

08 czerwca 2018

Dni dzieci

Spocznij, wolno wąchać!
Podobno dwunogi obchodzą raz w roku Dzień Dziecka - dziwne, tyle mówią o tych dzieciach (urodzonych i nie-), a tylko jeden dzień w roku im poświęcają. My z Kiką czujemy się jak córeczki Państwa - głaskane i hołubione na wszystkie możliwe sposoby. Państwo wręcz wyrywają sobie nas z rąk... I my celebrujemy każdy z naszych dni! 
Bo każdy z nich jest inny - raz deszcz, raz słońce, raz w misce wół a raz kura, czasem jakieś sucharki a czasem gnaty (ach, ten szpik, co przenika mój nos do szpiku!) - ale nie ma dnia, żeby się nie poprzytulać do Pani-Mamy albo Pana-Taty... Kika to wręcz uwielbia najpierw umyć swoje nogi w misce, a potem osuszać je o pańskie spodnie lub koszulę. Ja wolę tradycyjnie - rozpłaszczyć się na Pani nogach albo brzuchu i wymieniać się ciepłem. Nie ma to jak ciepłe przyjęcie!

15 sierpnia 2017

Spacer na koniec świata

Jakiś czas temu, bez mała całe wieki dla czterołapa - jechałam z Panem autem. I musieliśmy stać grzecznie, bo drogą szła nieprzebrana rzesza dwunogów. Ale żaden z nich nie miał czteronożnego towarzysza - może to nie byli nasi fani? Jeden dwunóg, ubrany w błyszczące jak moje oczy w mroku wdzianko, machał górnymi kończynami w różne strony - w świecie dwunożnych takie zachowanie nazywa się kierowaniem ruchem - ale brońboże nie poganiał tych piechurów, tylko czasem łaskawie przepuścił nagromadzone auta...
W domu, ze świecącego pudełka dwunogów głos jakiś powiedział, że to byli "pątnicy". No coś podobnego! Pącznicy to raczej tacy, co wyrabiają pączki - pyszne kuliste ciastka, których mi tak bardzo nie wolno jeść, a z którymi zawsze przychodzi do Pana jeden jego starszy kolega. On mi cichaczem zawsze da kąsek tego pąka! Więc chyba nie odeszli wszyscy w siną dal, bo kolega Zdzisław był u nas i znowu dostałam coś słodziutkiego na zęba!
Pan się śmiał i mówił, że to nie "pącznicy" tylko "pielgrzymi" - no, to dopiero mi dał zagadkę, co to za jedni!
W końcu doszli...
A dziś się wszystko objaśniło - warto trochę poczekać, a wiedza sama do nas przyjdzie! Bo tamci, co szli, to we wzniosłej dla dwunogich sprawie... Podobno nie tylko z naszego miasta - no, musiało być ich tam naprawdę wielu! Pokazywano ich w telewizorze - dziennie przechodzili tyle, co ja przez rok nie nabiegam, a szli chyba przez dwa tygodnie! Psiboże! Poszli gdzieś na koniec świata tylko po to, żeby się pomodlić? Ja i Bieluszka (ona zwłaszcza) raczej staramy się trzymać naszego kochanego domku, chociaż czasami, przed snem westchniemy z wiarą na spełnienie, żeby Państwo nas kochali i dawali pyszną strawę. I nasze modły się spełniają, chociaż nie biegniemy przy tem za horyzont...

25 października 2016

Dzień Kundelka

Hej, hej! A właściwie: hau, hau! 
Musiałam trochę się oswoić z komputerem - że Pan puka w jakieś takie równo poukładane kosteczki, i z tego wychodzą głosy zrozumiałe dla dwunogich... A, co tam! Niechby i dłutkiem rył albo wiązał supełki wzorem praprapraprzodków moich Państwa Meksykanów - najważniejsze, że dogadujemy się! 
pies - poliglota...
Dzisiaj mamy święto Bieluszki - bo dziś Dzień Kundelka! Z tej okazji nie gryzłam jej za nogę, kiedy wskoczyła zadziwiająco raźnie (jak na swój wiek) na Pańskie kolana. Zazwyczaj nie pozwalam jej na takie spoufalanie - Pan jest mój, i tylko mój! A od Pana dostała moja koleżanka sporą garść sucharków (chyłkiem trochę jej pomogłam wychrupać tą michę)... Wieczorem, kiedy Państwo pójdą spać do swojej górnej budki (nigdy tam jeszcze nie byłam, po schodach nie chadzam, to psu nie przystoi!), wybieram się na imprezę - do Bieluszkowej rezydencji pod kuchennym stołem. Mam nadzieję, że będzie się działo!

01 lipca 2016

Dzień Psa

Bunia po kąpieli
Emma
Witajcie! 
To znowu ja donoszę, kot Bolesław, tajny korespondent z Lublina! Dzisiaj niewiele będzie mówione o mnie, bo dzisiaj wielkie święto - dziś przypada Dzień Psa! Raniutko już złożyłem życzenia Bieluszce i Chili. Wprawdzie nie widziałem przygotowań, ale obie zapowiedziały wieczorem balangę - oj, będzie się działo! A przed południem leżeliśmy we troje na tarasie i psy wspominały dawniejsze czasy u Państwa. Najwięcej do powiedzenia miała właśnie Bieluszka, która pamiętała jeszcze superpsicę Koko... Wspominała także swą mamusię Muszkę, która gryzła
Koko za młodu
wszystkich dookoła, łącznie z księdzem, co przyszedł do Państwa z duszpasterską wizytą (robiła to obojętnie i w milczeniu) oraz swe starsze rodzeństwo, które pastwiło się nad obuwiem Pani, zanim nie poszło do nowych domów... Obie
Mucha w trawie
psinki także mówiły o yorczyczce spod Warszawy o imieniu Bunia, która zamieszkała z Państwem na starość, cichutkiej i łagodnej. Chili wspominała swoje dzieciństwo w wielkim domu pod Warszawą (po sąsiedzku z pierwszym Państwem Buni), w otoczeniu młodych jak ona dwunogów: Klaudii, Janka i Gabrysi. Razem z Chilusią mieszkała tam druga chihuahua - Emma, całkiem inna! Oczywiście były też słowa o moich poprzednikach - kotach i kociczkach. Bo Felicja, w skrócie Felka, była drugą dziewczyną (pierwszą była ruda brudaska o imieniu Boruch) w stadzie naszego Państwa! Zapach Felicji to jeszcze pamiętam.
higiena Felki
Te pozostałe czterołapy żyją tylko we wspomnieniach - przywoływane także przez Państwa, jako niedościgły wzór (cnoty lub chuligaństwa). Ale kiedy one były młode, też pewnie były przyrównywane do starszych... Ja to już osiągnąłem ten stan, że jestem za młodu traktowany jak stary - taki jestem dobrze wychowany, wzorowy wręcz kot. A ponieważ jestem także skromny, tylko Wam mówię o tym...

16 lutego 2016

Między Walentynką a Dniem Kota

Był Dzień Zakochanych, święto przyniesione zza oceanu. Dwunogi nazywają toto Walentynką, choć jak zwykle u nich, wcale nie tłumaczą, czemu? A zaraz po tym święcie nastał mój dzień - Dzień Kota! Tu przynajmniej wiadomo - świat bez nas byłby tak samo niepełny, jak bez murkwi. 
U moich Państwa żadne z tych świąt nie przebiegało jakoś burzliwie: nie było sypialni zasłanej płatkami róż ani miseczki przyozdobionej serduszkami, pozostałymi po poprzednim święcie. Ale już żyję tak długo (ponad rok!), że wiem to i owo. Po pierwsze - Państwo się kochają kameralnie, bez powiadamiania świata. Po drugie - kochają także mnie, inaczej kazaliby mi iść precz, wywieźli do lasu, uwiązali za nogę do drzewa albo utopili... Po trzecie - kochają też moje przyrodnie siostry - czterołapki, Chilusię i Bieluszkę, a nawet i inne, odleglejsze stwory. Cóż mi pozostaje? Także tych moich właścicieli i pobratymców kocham! I dobrze mi, Bolkowi!

06 stycznia 2016

Trzech dwunogów, a ptaszków?

Dziś znowu u dwunogów święto! Dobrze im - w przeciągu miesiąca to już trzeci czas wolny od zajęć codziennych. Teraźniejszy dwunogi freetime nazywa się Święto Trzech Królów! Chociaż ja mam ten stan przez okrągły rok - nikt mnie do robót żadnych nie goni...
Właśnie odpoczywałem na komodzie, gdy Pan błysnął mi w oczy jakimś reflektorkiem, niczym oficer śledczy. Ale nie było to wcale przesłuchanie: nikt mnie nie dręczył, nie wyrywał pazurów, nie kazał podpisywać protokołów. Po prostu Pan kocha fotografię i wciąż pragnie mnie uwieczniać! Trudno, taka rola gwiazdora... 
Ale niech tam mnie uwiecznia, mam tu pilną sprawę - znowu na rolecie, niczym na ekranie, pojawiły się kontury ptaszków! Było ich wręcz zatrzęsienie! 
Jeszcze raz objawiła się moja wyższość czterołapa... Bo do dwunogów przyszło ledwo trzech mędrców, i w dodatku bardzo dawno. I pewnie dlatego takie z tego powodu mają święto, bo potem już nikt nie przychodził...
A do mnie - chociaż pewnie mało rozumne te ptaszęta, ale za to cały orszak przyfrunął... (Tak po prawdzie, to nie tyle do mnie, tylko na lunch przyfrunęły, sikoreczki! Bo Pan wywiesza im przeróżne ptasie smakołyki...) Ale poczułem się jak władca świata i okolic, obserwujący przybycie dwunogich, skrzydlatych istot. Okazałem im łaskę i żadnego nie schwyciłem, w końcu jest święto!











26 października 2015

Moje urodziny

Z kociego kalendarza wynika, że żyję już rok! Ale Państwo jakoś nie uczcili specjalnie tej doniosłej daty - dzień minął niepostrzeżenie, bez toastów, wystrzałów z szampana ani nawet z korkowca... I nie dostałem nawet tortu z myszy, który śnił mi się kilka razy...
Chociaż, patrząc na wegetację innych kolegów i koleżanek, mieszkających w cuchnących mysimi odchodami i zgniłym ziemniakiem piwnicach blokowisk - wygrałem chyba główny los na loterii! U nas codziennie jest prawie że święto: jedzenie zawsze na mnie czeka w miseczce, i to nie byle jakie! Czasami uda mi się złasować od Chili jakąś grudeczkę jej pożywienia - Pan wydziela tą kuleczkę jak jakieś lekarstwo - nazywa się ono "mięso" i pochodzi od "wołu". Trzeba przyznać, że to wielki smakołyk - czasami Pan sam zjada takie mięso, przyprawione na ostro - och, jaki jest wtedy rozanielony! Po jedzeniu (i przed takoż) poleguję sobie w łóżku Państwa, w mięciutkiej pościeli. Czasem pobawię się z Chilusią w berka albo w chowanego (nie bawię się z nią tylko w kotka i myszkę, bo nie wypada, prawda?), i nieraz dołączy do naszego duetu Bieluszka. Uwielbiam też leżeć na parapecie i obserwować ptaszki - trochę mnie kusi, żeby na tego lub owego zapolować.... Bo podobno ptaszki też są z mięsa!

01 lipca 2015

Święto moich sióstr (przyrodnich)

Któżby pomyślał - dziś mamy Dzień Psa! To zapewne dlatego Pan wczoraj pobrał Chilusię i pomaszerowali gdzieś... Chili powróciła pełna wiadomości - opowiadała, jak pewna dwunoga doktorka przemawiała do niej czule, poczęstowała czymś pysznym oraz że dokonała jej pedicure... Pan też był dla Chili miły - uspokajał, chociaż wcale a wcale to struganie pazurków nie bolało! I Chilusia przyszła ochoczo, na własnych nogach całą drogę do tam i z powrotem!
A Bieluszka dostała dziś kawał mięska, na równi, jak Chili. Taka była część oficjalna święta. Podobno wieczorem pod stołem ma się odbyć balanga - ja też jestem zaproszony! Ale będzie się działo!

02 marca 2015

Marzec - no i co?

czekałem na marzec...
Ech, czekałem, czekałem, na ten wymarzony marzec, wyglądałem jego przyjścia - po całych nocach ganiałem od okna do okna, na przełaj przez Państwa łoże, wspinałem się po firance na parapet - miało być tak cudownie, a tu ot, szare dni, jakby najzwyklejsze w świecie. Zdecydowanie przereklamowany ten miesiąc jest! A od Państwa mi się dostało, że ohoho! Za zniszczoną firankę, za biegi od nóg do głów, za dzikie skoki - wytrzymałem z godnością umoralniające tyrady Pani, nie wspominając o klapsie od Pana - jak on mógł mnie tak poniżyć, przed Bieluszką i Chili?
Jedyna pociecha w tym, że w marcu będziemy mieli kilka świąt: Dzień Kobiet, imieniny Pana, Dzień Teściowej, Dzień Dentysty, Dzień Wędkarza i Metalowca, a nawet Światowy Dzień Drzemki w Pracy, tuż przed imieninami Bożenki. Wymieniłem tylko kilka najważniejszych - może dlatego ten marzec taki wyczekiwany, żeby zebrać siły na obejście tych wszystkich dni?

17 lutego 2015

Święto Kota

kwiatuszki dla nas, kotów
Dziś Święto Kota! 
Tak mówił jeden dwunogi z pudełka, które Pani zawsze rano włącza - i często w nie patrzy... Pewnie stamtąd dostaje wskazówki, co na dzisiaj ma ubrać. Z pudełka czasem słychać śmiechy, a nieraz groźny bas dwunoga.
Zastanawiam się całym swoim kocim rozumkiem, co też Państwo nam przygotują na obchody święta? Felicja mówi, że nieraz niekoniecznie od święta dostaje jakieś delicje - to zależy od tego, co Państwo spożywa... A dziś dodatkowo jeszcze Zapusty - następne słówko bez wytłumaczenia, przynajmniej dla kota - oj nie tyle kar-nawał, co wiedzy-nawał...
W pudełku mówiło też, że od jutra jakiś ma być post, i chyba nie chodziło im o listy w elektronicznej poczcie, których nieopisane ilości przesyłają dwunogi codziennie. Zobaczymy jutro, jaki będzie? Czyżby mieli Państwo schować moje kochane sucharki?

30 stycznia 2015

Urodziny Bolesława

patrzę na sikorki...
Żyję i żyję - już blisko 100 dni... 26-go stycznia minęły trzy miesiące od chwili, kiedy urodziła mnie moja kocia mama. Podobno na początku byłem ślepy. Oj tam, nie było na co patrzeć, to i nie otwierałem oczu - Mamę rozpoznawałem po zapachu, a karmiła mnie jeszcze druga kocica - Matka Zastępcza! Dzięki niej przybyło mi dodatkowych pięcioro sióstr i braci...
Urodziny minęły cicho, bez fajerwerków. Nie liczyłem wprawdzie na tort myszowy, ale jakaś balanga w szafie mogła by się udać...
Bieluch - nie podoba mi się to imię, nadane przez Państwo dla starszej psiczki! Będę Bolesławem anarchistą albo dysydentem, ale od teraz do zawsze będę ją nazywał Bieluszką, bo przecież jest psią dziewczyną, czyli suką... A więc Bieluszka opowiadała, że na urodziny jednego z Filonów, bodajże poprzednika Felicji - Pan zamierzał kupić mu białą myszkę, ale Pani ostro się temu sprzeciwiła... Potem Filon sam sobie złapał, szarą...
Daty urodzin Chili i Felicji nie wymienia się - tak wypada postępować  z dziewczynami. W dodatku Felicja została przyjęta do tego stada dwunogich w wieku nieokreślonym. Więc żadna z nich nie obchodzi rocznicy przyjścia na świat. I wskutek tego mnie także urodziny zastały jak każdego innego dnia - na zabawach z Chili i Bieluszką - można powiedzieć, że święto mam codziennie...

06 stycznia 2015

Trzech Królów

Chili na słonecznej plamie...
Pan bardziej niż lekko osłabiony: kicha, prycha, kaszle i senny wciąż jest. Według lekarzy, w ich narzeczu taki stan to się nazywa choroba. A ja? Jestem zdrów i już rozstawiam po kątach całe psie towarzystwo! Teraz dopiero jest ekstra zabawa, kiedy duży pies Bieluch kuli się pod moim pazurem! Ale po staremu - daję się ciągnąć za łeb, gonić z kuchni do pokoju...
Dzisiaj święto ważne dla dwunogich - wspomnienie czasu, kiedy do najważniejszego dla świata noworodka przybyło ze wschodu z wizytą naraz aż trzech królów. I każdy przyniósł w prezencie jakieś dobre rzeczy! Na pamiątkę tej wizytacji na drzwiach się pisze inicjały tych Trzech i datę. Pani już oznakowała drzwi do domu Państwa, bo Pan - ani ręką, ani nogą... Ledwo co mu idzie spisywanie tej mojej historii... 
Najlepiej nam jest z Chili. Leżymy na Pani obok siebie, a za kilka chwil walczymy ze sobą, ale tak na niby... Może to kwestia koloru, bo i ja i Chili należymy do czarnych? Państwo mówią, że ja jestem grafitowy... Ja tylko trochę bardziej matowy, a Chili ma futerko błyszczące. Ciekawe, czy jak już całkiem dorosnę, czy też będę miał połyskliwe futro? A jakie futra mieli na sobie ci Trzej Królowie - ot ważne pytanie...