Pokazywanie postów oznaczonych etykietą badanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą badanie. Pokaż wszystkie posty

06 lipca 2017

Choroba naszej Pani

nosiciele chorób, fuj!
Okazało się jednego dnia wieczorem, że nasza kochana Pani troszkę jest niezdrowa! Zawieźli nad wyraz szybko ją do takiego schroniska dla chorych dwunogów. Pan oczywiście wciąż tam u niej przebywa, ale nas nie zabiera (podobno w szpitalu nie powinno przebywać bez nadzoru nic większego od muchy - wstęp mają tylko dwunogi i te malutkie zwierzątka, nazywane bakteriami...) - my z Bieluszką poznajemy tamte okolice po zapachu, kiedy już Pan wraca. 
Swoją drogą, te paskudne stworki, nazywane przez dwunogów bakteriami, są podobno "dobre" i "złe". Na czym to polega, nie bardzo wiadomo. Może tak jak my - jedne gryzą wszystko wokół, a inne dają się pogłaskać?

10 maja 2016

Wypadek mojego Pana

badanie
Hej! Myśleliście pewnie, że jako nie odzywam się dni kilkanaście, to wzorem innych kotów biegających po okolicy, już jestem zabity, rozjeżdżony, płaski? Nieprawda! Ja bardzo uważam na auta, mimo że zdarza mi się czasem przebiec przez jezdnię - jezdnia to śliski, niebezpieczny grunt... Widziałem raz, jak dwunodzy oglądali jakiegoś mojego krewniaka, a potem został w tym miejscu - śnił mi się potem...
To całe moje milczenie było z powodu paskudnego wypadku mojego Pana - chociaż ja do niego przemawiałem wciąż czule, on nie miał możliwości i siły tłumaczyć w locie i zapisywać... Bo mój Pan został ofiarą wypadku na własne życzenie - podczas przejażdżki swym ulubionym skuterem zapoznał się z twardością asfaltu w naszym mieście. Wpadł w poślizg przy awaryjnym hamowaniu i zaliczył ślizg na lewym boku... 
Po stwierdzeniu odniesionych szkód (maszynowo przejrzeli Pańskie ciało na wylot), Pan wstępnie został zagipsowany. Widziałem - miał na nodze twardą, jak z betonu rurę od kostki aż do połowy uda! Nasza Pani była w szoku, zmartwiona bardzo... Następnie Pan trafił do szpitala, gdzie wstawiono mu w nogę kawałek żelaza, Pani odwiedzała go codzień - zaraz po pracy pędziła do Pana, sprawdzała postępy rekonwelescencji, a potem przynosiła ze sobą zapach opatrunków i szpitalnej kuchni. Tak było przez ponad dwa tygodnie. W tym czasie wszyscy: nasza Pani, zaprzyjaźnieni dwunodzy, ja i moje koleżanki czterołapki bardzo przeżywaliśmy nieobecność i cierpienia naszego Pana. Ale za to jaka nas ogarnęła radość, gdy w końcu wrócił! Bo nasi Państwo najlepiej czują się razem - ba, żyć bez siebie nie mogą! My także uwielbiamy, kiedy są wszyscy...

01 maja 2015

Co się czai za płotem

trawię kolację...
Już chodzę, gdzie tylko chcę - Państwo obdarzyli mnie zaufaniem! W końcu przetrzymałem ten marzec i dodatkowo kwiecień, a w pierwszym dniu maja poszedłem na obchód otaczającego mnie świata... Po powrocie z przebieżki rozmawiałem z psami przy misce, i one zaczęły wspominać historie sprzed lat, opowiadane wśród tutejszych czterołapów. Wspomnienie dotyczyło jednego z moich poprzedników, łaciatego kota o imienu Filon vel Felek... 
Tenże Filon, jak wszystkie koty u Państwa w domu, chodził swoimi drogami, po okolicy. A wokół było inaczej niż teraz - budowały się  nowe domy, na miejscu starych, zrujnowanych chałup. I właśnie jednego dnia, a właściwie wieczora, Filon przyszedł na wieczorny posiłek z łapą rozciętą niemalże do kości! Gdzieś zapewne przemykał się po budowlanych zakamarkach i natrafił na rozbite szkło... Państwo zaraz mu tą ranę opatrzyli, na swój dwunogi sposób - użyta została utleniona woda do dezynfekcji, a potem zabandażowali mu łapę, i odjechali (był to czas świąteczny, więc Państwo pojechali na Boże Narodzenie do rodziców Pani). Gdy powrócili, Filonowa łapka wcale nie była lepsza - widocznie medycyna dwunogów nie działa dobrze na kocie ciało. Więc powieżli Państwo Filona do kliniki dla małych zwierząt. Tam, w poczekalni - istny armageddon: chore psy, niezdrowe króliki i ranny kot Filon... Za drzwiami gabinetu jakiś inny kotek tak się nie poddawał badaniu, aż jego krzyki świdrowały uszy wszystkich czekających... Strach ten udzielił się również Filonowi, trząsł się jak w febrze, ledwo co go Pani utrzymać mogła... Następnie wyszła dwunoga doktorka, w rękawicach po łokcie, i wzięła się za Filona. A Filon spokojny, rozluźniony, cierpliwie znosił badanie, nie krzyczał, bo wiedział, że tu mu pomogą - zaprzeczenie poprzedniego pacjenta... Aż go dwunoga pani doktor pochwaliła za dzielność!
Filon
Skaleczenie Filona na tyle było poważne, że musiał zostać na noc w zwierzęcym szpitalu, połączonym z hotelem - rana musiała być oczyszczana pod narkozą, a potem zeszyta. Państwo wrócili do domu. gdzie powitały ich psy: Koko i Muszka - smutne od rozłąki z Filonem. Koko nawet nie chciała nic jeść, tak przeżywała stress... 
Na drugi dzień Filon powrócił, cały dumny, wychwalany przez pracowników hotelu, że wcale się nie bał psów - a czemu by miał? Wszak z psami żył na codzień... 
Będę uważał, rozglądał się dookoła - nie chciałbym za żadne skarby trafić na stół operacyjny! Mimo że medycyna poszła do przodu, to lepiej trzymać się z dala od skalpela, choćby i w dobrej sprawie użytego...