Nawet się nie spostrzegłam, że od czasu mojego poprzedniego haukania do Was minął miesiąc! Przez te dni troszeczkę bardziej się przyzwyczaiłam do moich Państwa, tylko Zenka nie lubię! Bolesława wspominam ciągle - a to odwiedza mnie we śnie, albo pojawia się jak duch zapachu, kiedy powącham coś, co kiedyś trzymał w łapach. No już trudno - od czasu do czasu będę szczekać po Internecie, co słychać w naszym stadzie, żeby jego kocia dusza była spokojniejsza. Czekajcie - muszę to wszystko sobie poukładać w główce, a malutka jest...
Polecam klikanie w hiperłącza - wiodą do wiedzy albo niewiedzy, lub dalej...
02 marca 2018
08 lutego 2018
Odejście Bieluszki
![]() |
| droga Bieluszki |
Moja siostra Bieluszka, a w zasadzie babcia zastępcza - osiemnastolatka, z dnia na dzień jakoś osłabła. Kasłała, pociągała nosem i nie chciała leżeć ze mną na ciepłej podłodze. Ki diabeł? Pytałam ją o co biega, ale tylko postękiwała, że słaba jest... No i cóż tam - nikt jej nie każe nosić worków z węglem! Pan ją woził gdzieś do doktora, dawał pigułki i głaskał - a Bieluszka dalej kasłała. Powiedziała mi nawet, że już jej się nie chce żyć! Głupia jaka - jak to można nie chcieć szczekać zza płotu, sikać w trawie i wyjadać pyszności z miseczki?
Państwu też się udzielił nastrój babci Bieluchy - chociaż nie kaszleli ani nawet nie mieli kataru, cichutko jej podawali smakołyki pomieszane z tabletkami.
I jednego zimowego dnia Pan pojechał z nią na badanie kontrolne - a wrócił sam... Powiedział, że Bieluszka odeszła, tylko nie mówił dokąd...
Smutno bardzo było nam wszystkim. Państwo nawet popłakiwali skrycie - tyle lat przeżyli razem, od jej urodzenia...
Pocieszające jest to, że tam, gdzie poszła, na bank już nie kaszle, tylko dokazuje z innymi psami! I pewnie spotkają się z Koko, Muszką i Bunią - we trzy poczekają, na pewno kiedyś do nich dołączę...
16 stycznia 2018
Dzień pikantnych potraw
| Chili con Carne - żarcie ma moje imię! |
Dziś jest światowe święto Pikantnych Potraw - czyli moje! Przecież to ja mam wpisane w dokumentach rodzinnych, sięgających do arystokratycznej piątej prapraprababki wstecz i takiegoż dziadka, a które to dostałam po urodzeniu i zabrałam na drogę do moich pierwszych i drugich Państwa, imiona: Chili Pepper de Tricolor! A przecież w świecie opasłych od zjadania pyszności dwunogów, przyprawy: pieprz i chili to bardzo pikantne posypki...
Ciekawe, że pomimo posiadania imion tak ostrych jak brzytwa, nie jestem zwolenniczką takiego jedzenia? Wolę raczej takie świeże, nie doprawiane mięsko, najchętniej fragmenty jakiegoś młodego wołu. Nie pogardzam również drobiem ani świńskimi podrobami - mój stosunek do serc czy wątróbek jest bardzo pozytywny! Natomiast ryby lubię usmażone - z niecierpliwością drętwieję u stóp mojego Państwa, oczekując, aż spadnie na podłogę kręgosłup czy skóra z dorsza...
W domowych opowieściach o superpsicy imieniem Koko wciąż przewija się epizod z solonymi śledźmi. Kokusia była bardzo grzecznym psem i nie potrafiła odmówić poczęstunku, zwłaszcza od babci mojego Pana, co potem odchorowała (i przy okazji umęczyła Panią). Pomna tej przypowieści - w życiu bym nie wzięła między zęby jakiegoś tam śledzia! A fuj!
17 listopada 2017
Dzień Czarnego Kota
Bez ściemy! W kolorowych kartkach dwunogich, co się je zrywa po trochu albo pożółkłe pali w całości jest wpis jak byk (chociaż nie umiem czytać, ale wierzę tym, co umieją...) - dziś jest Dzień Czarnego Kota! Więc na pewno nie jakiegoś tam, nieznanego - tylko Bolusia... Chociaż tak został uczczony, po tym, jak ci skośnoocy biedni studenci go zjedli przed sesją poprawkową... Tak twierdzi czasem mój Pan, a jemu wierzę bezgranicznie. Chociaż nie we wszystko - bo Pan zapiera się swoimi oboma nogami bardziej niż ja czterema na niechcianym spacerze, że już żaden kot nie przestąpi progu naszego domu, z zamiarem pozostania w nim na dłużej... A ja po cichutku sobie pomrukuję, powarkuję - że może nie będzie czarny, może nie będzie władczym samcem, może nie będzie mieć imienia na "Be" i może nie wkrótce - ale przyjdzie kiedyś na pewno! 01 października 2017
Ptak na urodziny
![]() |
| Składajmy życzenia! |
Dziś jest Światowy Dzień Ptaków (i urodziny naszego Pana)! Z tej okazji leżałyśmy z Bieluszką pod stołem w kuchni. Państwo na stole coś tam chlupali w szklankach i żuli, a my cichutko! Ale w końcu coś tam ze stołu spadło i jak zwykle prysła zażyłość a wywiązała się walka o kęs... A taki ptak, którego dzisiaj świętujemy, to cały czas musi uważać, żeby zjeść coś konkretnego. Bo od machania skrzydłami to tak się zmęczy, że co chwilę musi dziobnąć. Jak suche ziarenko mu się trafi, to popić trzeba. A nie zawsze jest blisko coś mokrego - trzeba polecieć za róg albo dalej. Więc znowu musi coś przekąsić - patrząc z tej perspektywy, że syty głodnego nie zrozumie - ciężko i słabo być ptakiem... My czterołapy, mamy lepiej - dają nam prosto do miski chrupki, czasem jakiś fragment mięsa albo choć kość, wodę mamy zawsze na wyciągnięcie łapy. I przywiązujemy się do naszych Państwa na dobre i na złe. Oni podobno też nas kochają...
Chyba po stokroć wolę nie być wolna, jak ptak. Bo któżby pokochał ptaka? Chyba tylko Bolek, przed zjedzeniem...
14 września 2017
Drugie wcielenie Bolka
![]() |
| Przebieraniec? |
Jak mi Bolek obiecał - tak zrobił! Pojawił się jednego dnia pod płotem w ciele młodego kotka - wizytatora. Pan go zawołał i pogłaskał. I Bolek (lub ten drugi kot, podający się za niego) poddał się pieszczocie, a potem sobie poszedł. Tak było przed kolejne dwa dni. Wreszcie wizytator objawił się przed obojgiem Państwa - "Ach, jaki on malutki!" - powiedziała Pani i kazała Panu dać mu mleka albo co tam innego, co koci ulicznicy spożywają... Dostał (o zgrozo, w mojej miseczce!) trochę mleka i coś tam na zęba. Znad miski łypnął do mnie i wymiaukał, że jest wysłannikiem z krainy czarnych kotów (taki szpieg jakby albo tajny agent!). Nie sprecyzował, po co go wydelegowały te czarne Mruczki. Podjadłszy, wlazł na kolana Pani. Już, już, a byłby przyjęty do naszego stada! Tylko że chyba dawno nie pił mleka - zapomniał, gdzie w naszym domku jest kuweta i popuścił na kocyk! Fuj! Takiego paskudztwa dawno nie oglądałam!
W związku z podejrzeniem o umiłowanie brudastwa na noc został ten koci delegat zakwaterowany na tarasie. Pościelono mu w koszyku mięciutkim materacykiem, noc była ciepła - żyć, nie umierać! Ale rano już go nie było - pewnie poszedł zdać relację, jak to jest teraz w naszym stadle. Zostanie wysłuchany i może zapiszą jego słowa?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


